niedziela, 4 września 2011

Barania zguba

Trasa:
Przełęcz Salmopolska->Malinów->Zielony Kopiec->Gawlasi->Magurka Wiślańska->Przełęcz nad Roztocznym->Barania Góra->Wierch Równiański->Schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą->Wisła



Przy organizacji kolejnej beskidzkiej wycieczki niskobudżetowej zdałam sobie sprawę, że z okolicznych miejsc, w tym roku, w każdym byłam co najmniej... dwa razy. Było to dla mnie dość demotywujące do momentu, kiedy przypomniałam sobie, że na liście moich okolicznych celów cały czas widnieje jeszcze niezdobyta Barania Góra. A z racji, że do trzech razy sztuka i tym razem nic nie jest w stanie mi przeszkodzić, zaplanowałam ją właśnie na sobotę.

Żadnego zrywania się bladym świtem. Ktoś wymyślił, że pierwszy autobus na Biały Krzyż odjeżdża o 8.20. Na miejsce przybyłyśmy więc około godziny dziewiątej. Z autobusu wysypała się gromadka turystów, z których tylko trójka poszła szlakiem na Kotarz, resztę z kolei miałyśmy ciągle za plecami. Byłam zaskoczona. Tylko, czy aby na pewno mile?

Nieco późna pora nie przeszkodziła pięknemu jesiennemu światłu przebijać się przez las. Ucieszona, że moja prawie-ulubiona pora roku się zaczyna, robiłam zdjęcia na prawo i lewo.







Szlak na Malinów





Jakiś czas temu przestałam chodzić po górach. Zaczęłam po nich biegać. Pierwsze upomnienia Oli nieco mnie spowolniły, ale musiała je powtarzać co jakiś czas. I dobrze, że powtarzała!

Las niestety szybko się skończył. Stwierdziłam, że wrześniowe słońce nie jest ostre, więc krem praktycznie w całości olałam. Że był to średni pomysł, dowiedziałam się dopiero wieczorem :)


Widok z Zielonego Kopca

widoczek z Zielonego Kopca.




I w oddali ukochana górka z wieżyczką :))

Widok z Magurki Wiślańskiej

Widoczność średnia. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić i na dalsze obserwacje chyba przyjdzie mi czekać do zimy.




Ledwo co widoczna Babia Góra po lewej.




Zdobywczyni pniaków :)



Widok z Magurki Wiślańskiej



Barania Góra

I jest szczyt! Powojenny krajobraz nie dodaje mu uroku, ale za to i bez wieży widokowej widok jest bardzo rozległy.


Widok z Baraniej Góry

W oddali Taterki :)




I z moją dzielną towarzyszką :)





Śmiem twierdzić, że chyba w zimie ten widok prezentuje się lepiej. Nie omieszkam sprawdzić! ;)


Widok z Baraniej Góry




Na Baraniej Górze

Na szczycie tłumy. Nie chce nam się wracać tą samą trasą do Szczyrku. A, że Ola jest ambitna, podejmujemy decyzję, że idziemy dalej, bo chcemy zobaczyć więcej. Schodzimy do Przysłopu z obleśnym schroniskiem.



Mała Fatra

Mała Faterka zawsze obecna.


W schronisku zbieram do kolekcji pieczątkę i idziemy dalej. Czeka nas ścieżyna dydaktyczna, która niestety jest asfaltowa.



Czarna Wisełka

Jedyną atrakcją jest Czarna Wisełka. Dobrze, że jakaś atrakcja w ogóle jest!


Czarna Wisełka






Wesoła foto-przerwa :)

Dochodzimy do rozwidlenia drogi, którędy mamy dojść do niebieskiego szlaku. Niestety, po przeliczeniu liczby pozostałego czasu do zmroku kończy się ono tak :





W drodze na jakikolwiek przystanek PKP udaje nam się złapać stopa i dzięki temu dostajemy się do centrum Wisły, gdzie pozostaje nam już tylko czekać na pociąg.

Czas na dworcu ( który osobiście nie wiedzieć czemu bardzo lubię ) umilamy sobie wcinaniem paluszków.












Nasze wysłużone buciory mają odpoczynek :) Dla moich jest to pierwszy szlak. Można powiedzieć, że przeszły chrzest jak najbardziej pomyślnie ;)


Po przesiadce docieramy wreszcie do domu. Zadowolone, bo spontaniczne wycieczki są najfajniejsze :)