niedziela, 15 czerwca 2014

Królewskie pożegnanie ze Słowacją

TRASA samochodem:
Hrabušice Pila -> Telgárt -> Hranovnica -> Poprad -> Spišská Bela -> Spišská Stará Ves -> Krościenko nad Dunajcem -> Mszana Dolna -> Kraków






TRASA pieszo:
Telgárt ->  Dolné Pasienky - Horné Pasienky - Pramen Zubrovice - Kráľova hoľa -> Telgárt



Dzień czwarty. Poranek. Budzi nas chłód. Śpię w całości zawinięta w śpiwór, inaczej spać się nie da. Budzą nas poza tym podmuchy wiatru, które jakoś wyjątkowo się niosą. Wczorajsze załamanie pogody przyniosło faktycznie porządne ochłodzenie - aż boimy się wyjść z auta ;)

Zawijamy się dość szybko, zanim przyjdzie Pan parkingowy i zechce nas obciążyć opłatą za kolejny dzionek - z naszymi zapasami euro nie możemy sobie na to pozwolić :P

Nie chcemy okrążać całego Słowackiego Raju, wybieramy więc leśno-górską drogę przez jego serce z nadzieją, że brak jakichkolwiek zakazów oznacza, że jest legalna ;)



Po drodze mijamy tylko dwa samochody na polskich blachach. No bo któż inny mógłby wpaść na cudowny pomysł przebijania się przez Słowacki Raj? :D
Karoca dzielnie zdobywa Sedlo Kopanec, które wznosi się na 987 m. Turystów brak. No cóż - aura nie zachęca...

Sedlo Kopanec

Spodziewając się powrotu do cywilizacji, wjeżdżamy na główną drogę mającą nas doprowadzić do Telgartu, czyli miejsca, z którego będziemy startować na Kralovą Holę. Cywilizacji nie ma - przejeżdżamy "miejscowość" Dobsinska Ladova Jaskyna i... wkraczamy w krainę bezludną. Czuję się jak w Bieszczadach!



Dookoła niewysokie góry, lasy - odludzie. Czyli tak wygląda serce Słowacji :D

Wiadukt Telgarcki

Okolice Telgartu faktycznie są ładne. Gdzieś w okolicach drogi, którą jedziemy wije się trasa kolejki kursującej na trasie Červená Skala - Margecany, która podobno stanowi miejscową atrakcję turystyczną. I jedzie np. po tym wiadukcie zwanym Wiaduktem Telgarckim. Przypomina mi ten z Wisły Głębce ;)

Dojeżdżamy do wsi Telgart. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...?

Turyści chyba nie widzieli. Jak widać, jesteśmy dzisiaj jedynymi chętnymi na Kralovą Holę. A dookoła dzicz...





I owce :) Robią małe oblężenie karocy. Najśmieszniejszy akcent dnia - i być może całej wycieczki ;D

Przeżywszy owcze oblężenie, czas coś zjeść. Nasze nieco okrojone zapasy (m.in. z powodu gapiostwa - część prowiantu czeka na nas w lodówce w Krakowie...) pozwoliły jednak na królewskie śniadanie dnia ostatniego. W końcu mamy dzisiaj zmierzyć się z iście królewskim szczytem! Czas na jajecznicę. Niestety, z racji niekorzystnych warunków pogodowych, kuchnię polową urządzamy sobie w aucie :)



Na szczęście obywa się bez dodatkowych przygód i pojedzeni możemy wyruszyć na szlak. Co z tego, że jest dzisiaj mega zimno, a po wczorajszych przygodach większość naszych rzeczy jest mokra - na szczęście strasznie wieje, a co za tym idzie, szybciej się wysuszymy ;D

... albo dostaniemy trzęsawki. Mój organizm wybrał tą drugą opcję ;D

Nie ma co narzekać - idziemy. Cesta hrdinov SNP, czyli tłumacząc Szlak bohaterów Słowackiego Powstania Narodowego jest najdłuższym znakowanym szlakiem na Słowacji. Ciągnie się praktycznie przez całą Słowację - zaczyna na Przełęczy Dukielskiej w Beskidzie Niskim, a kończy w Bratysławie przy Zamku Devin. My dzisiaj w planach mamy zaliczyć jego króciutki fragment. Całość - może kiedyś... ;)

Cesta hrdinov SNP

Szlak początkowo prowadzi przez piękny, świerkowy, zieloniutki las. Niestety, mamy małe przebłyski tego, co dzieje się wyżej - hm, czyżby było tak jakby troszkę śnieżnie? :P No cóż - zobaczymy.

Niestety, ów szlak nie jest poza lasem zbyt interesujący. Duży aparat leży schowany w plecaku - zamiast zdjęciami nadal bardziej przejmuję się temperaturą swojego ciała :P Nagle naszym oczom okazują się... ludzie! Niebywałe! Okazują się być Czechami, otrzymujemy od nich parę informacji, z których wynika, że na górze jest tak "milusio", jak myśleliśmy. Zapewniają jednak, że na samą Kralovą da się nawet bezboleśnie dojść, gorzej wygląda sprawa z granią dalej. Swoją drogą, ubrania mają oszronione ;)

Wychodzimy z lasu i dochodzimy do żlebu, w którym wbijamy się w chmury. Póki co żadnej szansy na poprawę pogody - otoczenie nieznane, mapy nie mamy... Ale mamy nadzieję! Szlakowskaz informuje nas, że na górę mamy jeszcze jakieś 400 metrów. Tempo póki co mamy bardzo dobre. Zimno temu sprzyja :P

Cesta hrdinov SNP



Kralova Skala.



No i co z tego, że mamy maj?! ;)

Przecinamy drogę asfaltową. Nie wiadomo, w którą stronę prowadzi w górę - cholera! Jakbyśmy chociaż mieli mapę, jakiś punkt odniesienia... No niestety.




Idziemy w chmurach, pierońsko wieje, dookoła widzimy tylko zaszronione stoki naszej Kralovej. Wojtek coś tam psioczy pod nosem - podejście przypomina mu podchodzenie na Ploską na Wielkiej Fatrze - a "Królowa hala" to jaka niby miała być? Strzelista? :P

Cesta hrdinov SNP

Dochodzimy do drugiej drogi asfaltowej. Piździ coraz mocniej. To dobre i niedobrze - zbliżamy się do grani, ale zbyt przyjemnie nie jest :P Dla urozmaicenia wyobrażam sobie, jakie są stąd widoki na Tatry - przyjemne myśli zawsze trochę lepiej nastrajają ;)

Opuszczamy asfaltówkę, gubimy szlak, postanawiamy do niej wrócić i iść wprost... Przy jednym silniejszym podmuchu coś się w nas przełamuje. Wracamy!



Najprawdopodobniej kilkadziesiąt metrów na prawo od nas jest ów spory budynek i przekaźnik. Niestety, nie jest dane nam go zobaczyć... :)

Robimy jeszcze pamiątkowe zdjęcia. Jak się później (w domu) okaże, możemy je w sumie zatytułować jako "zdobywcy na szczycie"... :P Szczęście wypisane na twarzy!





W planach było schodzenie zielonym szlakiem. W planach było też to, że coś zobaczymy. Jak już pisałam - nie mamy mapy, żadnego szlakowskazu nie ma. Widzimy zielone znaki, ale dla pewności postanawiamy schodzić czerwonym. A szkoda :)

Cesta hrdinov SNP

Kralova Skala

Przy zejściu coś tam nam się odsłania - kurcze, ładnie tu! Szkoda, że Kralova Hola nie dała nam nic zobaczyć. Ale szczyty-baby tak mają. Są humorzaste :)

Pod koniec wykorzystujemy promienie słońca i trochę grzejemy się na trawce.

Goryczka wiosenna

Goryczka wiosenna.

Goryczka wiosenna



A oto, w jaki sposób takie zdjęcia powstają ;)



Cesta hrdinov SNP

I na tym kończymy naszą przygodę z Kralovą Holą. Cholera - czyli, że trzeba będzie tu wrócić? :P Wojtek już się cieszy... ;)

Cesta hrdinov SNP



I gdzie Ci wszyscy turyści? ;)

Dzisiaj czeka nas jeszcze mała wycieczka krajoznawcza.



Słowacki Raj.



I spojrzenie w drugą stronę.

Nie dajcie się zwieść słońcem - nadal wiało i było pierońsko zimno :)



A Kralova Hola nadal zaklęta w chmurach. W sumie to całkiem nas to cieszyło - nie było co żałować, że dłużej na niej nie zabawiliśmy :)

Na początek czekała nas droga Telgart-Poprad.



Miejscami dość atrakcyjna ;)

Stwierdziliśmy, że Słowacy mają naprawdę przekichane - ich główne drogi prowadzą przez same przełęcze! Ledwo co wyjechaliśmy ze Słowackiego Raju, wjechaliśmy w rejon Kozich Grzbietów.

Kozie Chrbty

A za nimi już tylko... Tatry i Poprad!

Poprad

Poprad. Pięknie położone, raczej... nieładne miasto.

Jako przykładni turyści w Popradzie postanawiamy odwiedzić... Hypernovą ;) Zgarniamy jakieś słowackie piwo, paprykowe kiełbaski itp. i w drogę!



Takich batoników na przykład u nas nie ma :)

Podobno Zakopianka jest średnio drożna, postanawiamy więc trochę urozmaicić sobie powrót do Krakowa i jechać przez... Pieniny :D

Swoją drogą, trasa absolutnie godna polecenia. Szczególnie dla pięknych widoków z okolic Magury Spiskiej... :)

Vojnianska hora

Vojnianska hora. Jeden z ciekawszych szczytów w okolicy.



Z tyłu jeszcze żegnają nas Tatry...

Vojnianska hora

Vojnianska hora.



I sosna, która chciała by być dębem... :)

Magura Spiska

Droga przez Magurę Spiską jak widać, jest chyba mało popularna, a widoki świetne. Szkoda, że nie udało mi się uwiecznić widoku na stronę Słowacką - przestrzeń niesamowita... Chciałabym się tam jeszcze kiedyś wybrać, pieszo :)

Pieniny

Po Magurze Spiskiej wjeżdżamy w Pieniny.



Zielono, jak na maj przystało.



A nad całą okolic królują oczywiście Tatry ;)



Mamy niespodziankę przejeżdżając też przez Gorce - kraina buczyny ;)

Dalej okolice już nam dość dobrze znane. I tak kończy się nasza tegoroczna, majowa, słowacka przygoda.
Jak tu ją podsumować?

Kolejny raz zafundowaliśmy sobie cztery dni oderwania się od rzeczywistości - odwiedziliśmy nieznane zakątki kraju naszych sąsiadów, w pamięci mamy kolejne widoki, tradycyjnie już chyba - nocleg w samochodzie i przynajmniej po części wiemy już, czym jest słowacki Spisz :)
Życzymy sobie więcej takich wycieczek :)