sobota, 18 kwietnia 2015

Pośród Gzylowych Skał

Data:
11.04.2015

Rejon:
Dolina Kobylańska

Drogi: 
 Gzylowe Skały
 - Gzylowa Baszta: Benedekto (VI-),
 - Gzylowa BasztaTrzy zachwyty (V+) - próba,
 - Gzylowa Igła: Igła (IV),
 - Wielka Gzylowa: Filon (IV),
 - Wielka Gzylowa: Filon+Igła w Kominie (V),
 - Gzylowa BasztaO krok od skandalu (VI.1) - próba,
 - Wielka GzylowaGzylowy Filarek (V).



Bez tworzenia większych planów na weekend doczekaliśmy soboty 11 kwietnia, która wedle wszelakich znaków miała być po prostu piękna. I jest:-)
Dobrym miejscem na spędzenie wolnego dnia na łonie natury są podkrakowskie dolinki, a piękny weekendowy dzień zwiastuje w nich tłumy tak piknikowców jak i wspinaczy.



Wybraliśmy na naszą wycieczkę Gzylowe Skały, bo są świetnie położone - w cieniu drzewek, z dala ood szlaków i, co ciekawe, z dala od wspinaczy. Przez to całkiem szorstkie:-)



Zrobiliśmy mały obchód skałek dookoła - ich południowych, niższych ścianek jeszcze nie odwiedzaliśmy. Hemli przegląda pierwsze napotkane kwiatki.



Wojtuś przegląda ścianki:)



Południowa strona sięga do około 10 metrów wysokości, ale wyglądają ciekawie.



Zwłaszcza Gzylowa Igła przypadła nam do gustu.



Postanowiliśmy dzisiaj się na nią wdrapać.



I podziurkowana Gzylowa Baszta - nie znaliśmy wycen dróg po tej stronie przed powrotem do komputerów tak więc i tutaj chcieliśmy popróbować swoich sił.



Powrót znaną nam, północną stroną skałek do plecaka i zaczynamy.



Jak się w domu okazało, jako pierwszy cel wybraliśmy najtrudniejszą drogę, jaką nam się udało pokonać - krótką Benedekto.



Nie bez problemów oczywiście, bez zawiśnięcia na linie się nie obeszło:)



Nie udało się nam jednak nawet na wędkę przejść sąsiedniej drogi Trzy Zachwyty.





Nie wydaje mi się, żeby była łatwiejsza od poprzedniej:)



Na koniec badania południowej strony odwiedziliśmy jeszcze wierzchołek Igły. Było to i krótkie łatwiejsze niż się nam na początku wydawało.
Przenieśliśmy się na północną, wyższą ścianę. Tutaj na początek przeszliśmy łatwą drogę Filon (IV).



Zrobiliśmy sobie małe przypomnienie asekuracji z górnego stanowiska i...
... czuję, jakbym wszystko zapomniał:-(
Co prawda wszystko przebiegło bez przygód, ale miotaniny z liną co nie miara:)

Na Iglicę chcieliśmy wejść i z tej strony, ale zaczęliśmy inną drogą - na wprost i tak nie dalibyśmy rady.



A tak się nam udało.





Hemli nie lubiąca trawersów i przechodzenia ze skały na skałę z niewielkimi obawami, ale też sobie z problemem poradziła:-)







Po Iglicy chciałem popróbować sił na wypatrzonej tuż na prawo drodze. Jak to czasem bywało, siły okazały się zbyt wątłe:) Sprawdzenie w domu drogi jedynie odbudowało siły - VI.1 to już nie jest mój poziom.



Na koniec dzisiejszych zmagań ze skałkami Hemli wypatrzyła jeszcze drogę na skraju ściany, jak się okazało, bardzo ciekawą i w sam raz na nasze możliwości - Gzylowy Filarek (V).





Brzuszki dały znać, że pora kończyć na dzisiaj łażenie po skałkach, a w planach jest jeszcze rzecz jasna ognisko, o czym oboje już od jakiegoś czasu myślimy:-)



Z dokonań jesteśmy jak najbardziej zadowoleni.

Na piknik wróciliśmy na początek Doliny Kobylańskiej. Tutaj niespodzianka - Hemli znalazła Czarki Szkarłatne.



Grzyby, które w każdą wiosnę staramy się przynajmniej raz odnaleźć.



Ognisko rozpaliliśmy możliwie szybko, bo apetyt na prawdę duży:)



Całe szczęście, jedni pieką kiełbaski...



... inni grzeją bigos:D



"Bigos nie pyta, Bigos rozumie."

No, teraz możemy z głodnym rozmawiać!
Ciekawe co się dzieje pod Żabim Koniem.



Na obserwacje otoczenia głównej części dolinki wybraliśmy mniej typowe miejsce - z lasu ponad skałkami. Całkiem ładny stąd widok





Tutaj przekonaliśmy się o słuszności naszego wyboru - dookoła gęsto ludzi na ścianach.





I tak oto nastał wieczór bardzo udanego dnia:-)