czwartek, 10 lutego 2011

Swojsko, a fajnie!


Nie cierpię wiosny. A jeśli wiosna przychodzi początkiem lutego... Nie cierpię jej podwójnie. Jeśli ukochanej zimowej pory roku nie widzę za oknem, postanawiam jej więc szukać gdzie indziej... A skoro już tak, to gdzie mam ją znaleźć, jak nie w górach?

Niskobudżetowa wycieczka i blisko, bo dlaczego nie, skoro mamy to szczęście i góry są blisko?

Zaczynamy z Przełęczy Salmopolskiej. Niestety, jesteśmy spóźnione o pół godziny. Słońce, które przywitało nas rano, powoli gubi się w chmurach. Ale mi to nie przeszkadza. W ostatnim czasie dostałam nawet nadmiar słońca w górach ;)

Początkowo pochodzimy dość schodzoną drogą. A przez to śliską. Przeklinam moje buty, które jak już wcześniej zauważyłam, nie są stworzone do chodzenia po lodzie. Dość szybko jednak docieramy do ścieżki, która jest przyjemniejsza i pozwala nam podziwiać pierwsze widoki.




Widoczek na tajemnicze pasmo. Cóż to za jedne? Jeśli w końcu sprawię sobie porządną mapę gór naszych sąsiadów, to się dowiem.












W okolicach jaskini.



Zachmurzone niebo nie ogranicza póki co widoczności. Pogoda jest bardzo przyjemna, tylko znowu zaczyna męczyć wiatr.





Po ponad godzince jesteśmy na szczycie Malinowskiej Skały. Nie chce nam się szukać skałki, wolimy podczas posilania się oglądać piękne widoki na Babią Górę i na Tatry.









Biedak ma trochę kłopotów z ostrzeniem, ale najważniejsze, że jest dzielny i działa ;) Bez zdjęciowej pamiątki wspomnienia nie byłyby takie fajne :)

Po dość niewygodnym siedzeniu na pniu wyruszamy dalej. Nie było gdzie usiąść, pomimo, że śnieg jest twardy i nie zapada się podczas chodzenia po wydeptanym ( gdzieniegdzie widać tylko głębokie ślady, w których wyraźnie ktoś wpadł ;)) ), nie ma gdzie siedzieć.

Pogoda zaczyna się psuć, wiatr przygania ciemne chmury. Ale my się ich nie boimy, bo co mogą nam zrobić? ;)




Kolejne ponad pół godzinki i nasz kolejny cel tego dnia - Zielony Kopiec. Góra, na której więcej drzew jest uschniętych, niż zdrowych.





Zachodzimy trochę dalej i postanawiamy zawrócić. Na dzień dzisiejszy czujemy się dotlenione :)





Zdjęcie z cyklu ja i góry :)




Widok z Zielonego Kopca.




Dochodzimy do rozwidlenia szlaków. Tym razem wyruszamy na skróty, omijając już raz zdobytą Malinowską Skałę. Spojrzenie w tył na drogę na Zielony Kopiec ;)

Około 13.30 wycieczka dobiega końca, jesteśmy z powrotem na Białym Krzyżu. Zadowolone, bo pomimo nieprzyjemnej aury przedwczesnej wiosny udało nam się znaleźć zimowe klimaty w górach ;)

Oby jeszcze dosypało!