wtorek, 2 kwietnia 2013

Święta, święta...


W tym roku święta spędzaliśmy nieco w trasie, a docelowo - na wschodzie. I jak to na wschód przystało, było barrrdzo mroźno... i śnieżnie :)


370 km w jedną stronę... Trzeba sobie jakoś urozmaicić :) Poza wspólnym wyśpiewywaniem "Ona tańczy dla mnie" na wiele sposobów (cały czas plącze mi się ta właściwa z kościelną! :( ) gdzieś w okolicach miejscowości Siczki przyszedł czas.... no na fotografowanie :) Niestety do dyspozycji był tylko telefon.


W trasie. Wojtuś prowadzi, a Hemli się nuuudzi... :)


Od razu widać, że wjechaliśmy na wschód... Droga z wspólnym pasem :>



Z mojej perspektywy ogromna jest różnica między południem, czyli okolicami, w których się urodziłam, a szeroko rozumianym wschodem... Lubelska, czy tam mazowiecka wieś to coś, czego nie uświadczycie na Śląsku, czy tez w zachodniej Małopolsce... Po drodze zdarzyło się, że mijaliśmy nawet domy pokryte strzechą. Ale o tej różnorodności jeszcze powiemy nieco szerzej innym razem oraz pokażemy żywe przykłady... :)










Na miejscu, w Pierwsze Święto wybraliśmy się na miły, wiosenny spacer... :) Wyglądało to mniej więcej tak :


Wieje, sypie... Czegóż chcieć więcej? :)










Deczko mokro :)


Nawisy ;)


Chyba czas zmykać do domu :)



Makijaż puścił po około 15 minutach :)


Mój nowy ulubieniec :)



A ten jaki szczęśliwy... :P


Oczywiście wiadomo, że pomysłodawcą tej krótkiej wycieczki po okolicy był mój Narzeczony... :P


Jak na złość pierwszy poranek po powrocie na południe również nas nie rozczarował - gruba warstewka mokrego śniegu tylko czekała, aby nasiąknąć buty :) Najwidoczniej przed przeznaczeniem nie da się uciec... :)


... no to czekamy na wiosnę! :)