poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Zmagania z Zakrzówkiem

Data:
01-06.07.2013

Rejon:
Zakrzówek

Drogi: 

Szara Ścianka: 
 - Filarek nad Grotką (IV),
 - Przez Grotkę (z trawersem do Środka Szarej (IV),
 - Środek Szarej (V).

Ostatnia Ściana 
 - Trzy Przewieszki (V+)

Problemówka
 - Rysą Główną (IV),
 - Telewizorek (V+),
 - Diretka (VI.1+) - próba
 - Superka (VI.1) - próba

Baba Jaga
 - Rysa Kurtyki (VI+),
 - Mrówcze zacięcie (VI.1), wedle starej wyceny V+.



Na początku lipca, jak już zagnieździliśmy się na dobre w naszym nowym miejscu, postanowiliśmy przyjrzeć się dokładniej co oferuje nam najbliższy rejon wspinaczkowy - Zakrzówek. Z liną odwiedziliśmy kamieniołom do tej pory tylko raz, a ścianek i dróg tam nie brakuje.

Tak więc powrót po pracy do domu, szybkie co nie co na ząb (śliczne kanapki z serkiem specjalnie dla mnie przez narzeczoną w Zakopanem wyszukanym:)



W Zakrzówku, jak już się nieco rozeznaliśmy, ciężko o drogi o trudnościach poniżej V - można je na palcach ręki policzyć, a ich stan wyślizgania sprawia, że po szóstkach wcale nie chodzi się gorzej. Ciężko więc nam się wstrzelić w coś, co damy radę przejść.

Na pierwszy popołudniowy rzut wybraliśmy Szarą Ściankę. Niespełna 10-metrowy mur położony w zacienionym ( rano) kancie z fajną grotką, wydał nam się całkiem sympatyczny.

Krótkie przygotowania...



... i najłatwiejszą naszym zdaniem Zakrzówkową czwórką do góry - chyba jedyna prawdziwa IV.



Na powrót przepinamy linę przez sąsiednie stanowisko, żeby popróbować sił na ściance.





Hemli jeszcze próbowała przedrzeć się do góry przez krzaczory pochyłą grańką, ale kolczaste krzewy pokazały co potrafią - wycof :P


Pokornie więc próbuje normalną drogą :)





Filarek okazuje się bardzo przyjazny. Tylko kilka kamorów się tam nieprzyjemnie rusza.



Później próbowaliśmy jeszcze swoich sił na innych drogach na samej ściance - są mocno wyślizgane, zwłaszcza w początkowych fragmentach. Niestety, brak fotografii :-(



Kończymy dzisiejszy dzień spacerem przy zalanym kamieniołomie.





















W zamiarze mamy wrócić tutaj jutro, bądź za dwa dni, więc na pierwszy dzień wystarczy:-)


............................................................


Jak sobie obiecaliśmy, tak dwa dni później wybieramy się do Zakrzówka. Nie za bardzo wiedzieliśmy dokąd iść, wybraliśmy więc drogę nieopodal pierwszej, jaką tutaj odwiedziliśmy - przez trzy przewieszki na Ostatniej Ściance (V+).





Jak najbardziej prawidłowe to pięć plus, i historia z naszej pierwszej wizyty w tym miejscu się powtórzyła - chmary komarów! Udało mi się tylko wejść do góry, zjechać, i ani mi asekurować, ani Hemli wspinać się już nie chciało. Zrezygnowaliśmy nawet z przeniesienia się w inne miejsce - wracamy do domu...
... i wrócimy tu jutro, bądź za dwa dni :)


............................................................


Jest w Zakrzówku taka ścianka Problemówka. Zazwyczaj kojarzyło mi się takie słówko z czymś niewielkim i piekielnie trudnym. Problemówka owszem, nie była duża - na oko z 8 metrów, jednak wedle wycen przynajmniej części dróg nie była też taka nieosiągalna. Tak więc dwa dni później, w piątek popołudniu startujemy ponownie do Zakrzówka powalczyć z Problemówką.

Rozpoczynamy od najłatwiejszej wedle wyceny drogi.



Wycena wyceną. Takiej ślizgawicy chyba nawet w Bolechowicach nie widzieliśmy. Z tą czwórką przez rysę po prostu nie miałem szans:-)

Spróbujmy zatem w takim załomie skalnym - śmieszna droga - Telewizorek. Wycena V+ jak dla nas duża, ale osiągalna. Postanawiamy ułatwić sobie życie zakładamy z góry wędkę.

 Zaczynamy.



I w połowie drogi znowu problemy - na poziomie rąk ślizgawica. Na moje zdolności to już blokada:-/



No i kolejny powrót na ziemię.



Próbuje zatem Hemli.



Pierwsze kroki bardzo łatwo pokonuje, aż sama się sobie dziwi:-)




Pozaznaczane sprayem wyceny powinny mieć możliwość zmiany - na wyższą, po przyjęciu współczynnika wyślizgania chwytów:-)

A Hemli nie daje za wygraną - chce wejść jak najwyżej.



I zacina się w tym samym miejscu - wszystko przez to, że nasze łapki nie trzymają się tego, czego można się tam chwycić:-/



Tak więc dwie w miarę łatwe drogi okazują się dla nas niedostępne. Z braku pomysłu szukamy czegoś ambitniejszego.



Wszystko rozpoczyna się tutaj od VI-coś ... Nie spróbujesz, nie dowiesz się:-) Daję więc odpocząć parę minut palcom. Hemli wykorzystuje ten czas na mini trawersiki. Oczywiście w pełnym skupieniu;-)

Na koniec próbujemy jeszcze powalczyć z mikroskopijnymi póki co dla nas chwytami na dwóch drogach VI.1+ i VI.1 - jakieś tam direttisimy.



Jak na razie, zdecydowanie nie nasza liga. Aczkolwiek udało się dojść wyżej niż na początkowej czwórce!



Choć do końca drogi jeszcze bardzo daleko:)

Takim akcentem kończy się piątkowy wieczór - robi się chmurno, wręcz burzowo.
Wracamy do domu po kilku próbach przejścia drogi, każda zakończona niepowodzeniem, ale mimo to, w jakichś bardzo dobrych nastrojach jeśli chodzi o wspinaczkę:-)


............................................................


Sobota różni się od poprzednich dni tym, że do Zakrzówka jedziemy rano - nie popołudniu. Zaraz po śniadaniu, zanim słońce rozpocznie codzienne prażenie uderzamy na jedną z najwyższych ścianek w tym rejonie - Babę Jagę. Mijaliśmy ją kilka razy, bardzo interesująca się wydawała, choć trudna. Dzisiaj popatrzyliśmy na nią w innym świetle i już taka straszna nie była.



Przygotowujemy się na Rysę Kurtyki



Sprzętu trochę więcej - nie mamy pojęcia jak bardzo droga jest ubezpieczona, a ma prawie 30 metrów.





Już po kilku metrach droga postawiła rogi - jakieś niewygodne miejsce zatrzymało mnie na półeczce.



Później już poszło w miarę zgrabnie do samego końca. Nie wyglądało to na aż sześć plus. Droga prosto do samej góry wiedzie do niezbyt przyjaznego stanowiska - stare, podrdzewiałe kotwy, pomiędzy nimi jakaś stalowa linka, nie polecałbym się tam wpinać.

Na szczęście nie trudno jest przetrawersować dwa metry w lewo i tuż za skalnym występem jest nowiuśkie stanowisko.



Z tego zjeżdżamy do samego dołu - lina 25 m raczej nie wystarczy.




Hemli po wczorajszych zmaganiach z Problemówką jest dzisiaj w kiepskiej formie. Rysą Kurtyki podeszła do, moim zdaniem, kluczowego miejsca kilka metrów, dalej droga ma kilka trudności.

Popróbowaliśmy jeszcze troszkę wspinania do okapów Baby Jagi na drodze VI.3 - oczywiście tylko do trudności:)

Przenieśliśmy się też na drugą stronę filara, gdzie biegnie umowna "granica" pomiędzy Babą Jagą, a sektorem Drytooling. Droga zwana Mrówczym Zacięciem. Wycena nam była nieznana, ale wyglądała na całkiem przyjazną. Rozpoczyna się lekko przewieszonym kominkiem, w którym najwygodniej było mi się wspinać plecami do ściany:-)





Poprowadzić idealnie na wprost mi się nie udało, strach był silniejszy:) Ale lekko obok, po ścianie D.T. już jakoś poszło (z jednym nieplanowanym lotem:). Udało się dojść do stanowiska. Po zjeździe chwila przerwy, w której spotkaliśmy blogowiczów z http://katzebemol.blogspot.com/, których serdecznie pozdrawiamy!:-)
I ponownie Mrówcze Zacięcie, tym razem na wędkę i bez skręcania - prościutko kominkiem do góry.
W domu zauważyliśmy dziwną rozbieżność wycen tej drogi - uprzednio V, w "świeższym" wydaniu aż VI.1.
 Nie czuję się na siłach, żeby przejść taką drogę, bardziej byłbym skłonny ku temu V, ale ten dzień był jakiś inny - Kurtykowe VI+ też nie zrobiło jakiegoś większego wrażenia więc może..?

Tydzień pod symbolem Zakrzówka.
Chcieliśmy dokładniej poznać tamtejsze skałki, całkiem się nam udało. Wiemy na co i gdzie możemy tam pójść, żeby mieć choćby szansę ukończenia drogi. Całkiem udany wspinaczkowo-treningowy tydzień.

Najwyższa pora więc pojechać w jakieś góry. Hm... Może tym razem w Tatry? :)