sobota, 30 maja 2015

Wiosną w Beskidzie Śląskim

TRASA:
Brenna -> Stary Groń -> Grabowa -> Kotarz ->Hala Jaworowa -> Brenna

Zeszłoroczna wiosna przyszła bardzo szybko. Tak właściwie, nie dało się zbytnio odczuć nawet zimy. Już w połowie kwietnia w Beskidach zaczęło się robić zielono. A wiadomo, nie ma chyba nic piękniejszego niż beskidzkie lasy na wiosnę... A więc, a więc? Wyruszyliśmy na odkrywanie Beskidu Śląskiego.

Wycieczkę rozpoczęliśmy w zielonej Brennej.







Ledwo co ruszyliśmy w górę, od razu pojawiły się widoki. Takie szlaki lubimy ;)



Z tyłu i w dole zostawiamy Brenną...



A z przodu wyłaniają się nasze dzisiejsze cele. Polana Jaworowa, na przykład.



Pierwszy szczyt, który dzisiaj zdobywamy ma niezbyt wyszukaną nazwę Stary Groń i ma podobno 798m wysokości. Umiejscowienie wierzchołka należy chyba do problematycznych - po drodze natykamy się na dwie tabliczki informujące nas, że to już tutaj. Szczycik do tego jest całkiem widokowy.

Według map czeka nas teraz wędrówka wśród "podniebnych hali Beskidu Śląskiego" - o tak sobie je nazywam ;)



I w rzeczy samej, hale są. Brakuje tylko owieczek, ale na to jeszcze nie czas - mamy w końcu dopiero połowę kwietnia.



Przybliża się Hala Jaworowa. A zza niej wyłania się oczywiście Skrzyczne.



Na dzień dzisiejszy mieliśmy w planach odwiedzenie Chaty Grabowa. Hm, hm - już z daleka jednak wygląda na to, że nici z tego. W chacie trwa remont - jak widać, wiosna coś za wcześnie przyszła w tym roku ;)



No nic, czas więc na małą zmianę planów kulinarnych. Ruszamy więc w stronę Kotarza.

Na grzbiecie Beskidu Węgierskiego okazuje się, że nad naszą wycieczką i nad nami zawisły czarne chmury... Ajć. Nie chcemy dzisiaj zmoknąć.





Dobra mina do czarnych chmurek.





Na Kotarzu jednak jest sucho. Trochę się tu pozmieniało od mojej ostatniej wizyty - powstała porządna wiata, ołtarzyk (jeśli można to tak nazwać).



A na szczycie ognisko i kiełbaski! Co staje się powoli naszą tradycją :)

Z pełnymi brzuchami ruszamy dalej. Z ciemnych chmurek nic nie pada, a z rezultacie pojawia się słońce.



Wraz z wejściem na niebieski szlak wchodzimy jakby do innego świata - najpierw do "lasu kamieni",




A potem w końcu na Halę Jaworową. To moja beskidzka miłość od pierwszego wejrzenia. Takiego drugiego miejsca próżno szukać w okolicy... Hala Jaworowa jest naprawdę sporych rozmiarów, no i oczywiście - widokowa. My znajdujemy się u jej brzegu. Jako tako przez halę nie przebiega jednak żaden szlak. Ale jesteśmy w Beskidach, wiec chodzić można :)







Widać, w którą stronę najczęściej wieje ;)



Żegnamy się z Halą Jaworową i schodzimy do Brennej. Trzeba będzie tu wrócić, jak dookoła się zazieleni. Wtedy to dopiero musi zachwycać...



Po drodze trafiamy jeszcze na taki okaz. Czyż buki nie są piękne?



W drodze powrotnej wkraczamy do budzącego się do życia lasu bukowego. Natrafiamy na siewki buka.

I takim zielonym akcentem kończymy naszą wiosenną wycieczkę.