niedziela, 21 lutego 2016

Polica na początek zimy

TRASA:
Sidzina Wielka Polana -> Schronisko na Hali Krupowej -> Okrąglica -> Jasna Góra -> Polica -> Czyrnic -> Przełęcz Zubrzycka -> Sidzina Wielka Polana


Dawno, dawno temu (czyli nieco ponad rok temu) postanowiliśmy wykorzystać pewien krótki, grudniowy dzień na przechadzkę po Beskidach. Razem z Izą i Bartkiem wybraliśmy Policę. Tak się złożyło, że jeszcze nas tam nie było.

Już na zakopiance przekonaliśmy się, że widoczków raczej nam dzisiaj nie zabraknie. Na dzień dobry - Tatry.


Po drodze okazało się, że wieje. Im bliżej gór, tym mocniej. Huragany w okolicach Świąt Bożego Narodzenia stają się już niestety powoli tradycją...

Na szlak wyruszyliśmy z Wielkiej Polany. Szliśmy ponad doliną o wdzięcznej nazwie - Psia Dolina.
Las w tych okolicach nie jest raczej gęsty - co w sumie było też trochę niepokojące pod względem wiatru ;) Ale za to po kilkudziesięciu minutach podejścia zaczęły się pojawiać całkiem zacne widoczki.


Żaden widok w Beskidach nie cieszy tak, jak Tatry - jakoś tak to jest ;) 


Na rozejściu szlaków. Czyli, że już niedaleko.

Pierwszym naszym celem miało być Schronisko na Hali Krupowej. 


Które chwilę później wyłoniło się zza drzew. Piękny budynek. Tego typu schroniska w górach lubię najbardziej. 


A oprócz widoków na schronisko przed nami ukazał się cały łańcuszek tatrzańskich szczytów. Zdjęcia same się robiły ;)






Wstąpiliśmy na chwilę do schroniska po szarlotkę i pieczątkę. W środku pustki - trochę dziwne jak na okres świąteczno-noworoczny. 



Zanim skierowaliśmy swoje kroki w stronę Policy, postanowiliśmy odwiedzić jeszcze kapliczkę na Okrąglicy, która była dosłownie rzut beretem od schroniska.



Kapliczka na Okrąglicy.

Dalej szliśmy już granią bezpośrednio na Policę. 





Na jakiś czas więc pożegnaliśmy się z widokiem na Tatry. Za to przez całą drogę towarzyszyły nam chwiejące się nad głowami świerki ;)



Szczyt Policy okazał się za to bardzo widokowy - pewnie za sprawą jakiegoś huraganu i kornika, który po nim poprawił. Pojawił się widok przede wszystkim na Babią Górę, Wielki Chocz... I te kolorki - takie niebo zobaczyć można chyba tylko w grudniu...

Królowa Beskidów


Wielki Chocz w pierzynce



Dzień powoli się kończył. Wiatr dość szybko wykurzył nas ze szczytu. 


A więc w drogę. Na Czyrniec ;)

Ostatni widok na Babią...

I na Tatry.

Dalej skończyły się widoki, a zaraz później widoczność. Zaczął padać deszcz - i to by było na tyle z zimowego klimatu, niestety. 

Wróciliśmy w doliny zadowoleni, z pięknymi widokami w głowie. A Policy mówimy - do następnego razu :)