Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podkrakowskie skałki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podkrakowskie skałki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 października 2015

Na Gzylowych Skałach po raz kolejny...

Data:
16-17.05.2015

Rejon:
Dolina Kobylańska

Drogi: 
 Gzylowe Skały: 
 - Gzylowa Igła: Igła w Kominie (V),
 - Wielka Gzylowa: Filon (IV),
 - Gzylowa Baszta: O krok od skandalu (VI.1) - próba,
 -  Gzylowa Baszta: Skwirówka (VI),
 - Gzylowa Baszta: Benedekto (VI-),
 - Gzylowa Baszta: Trzy zachwyty (V+) 
 - skałka w Gzylowych : nienazwana droga, (ok. III).

 Dolina Kobylańska:
 - Turnia z Krokiem: Ścianką (VI+), 
 - Turnia z Krokiem: Wariant Kominka z Krokiem (III+),
 - Turnia z Krokiem: 300 dni w Compakcie (VI.1),
 - Turnia z Krokiem: niewytyczona droga (ok. III+,IV),
 - Turnia z Krokiem: Zaduszna (IV).


Właśnie zakończyłem tworzyć powyższą listę dróg tego weekendu i wydaje się, że jest tego dość sporo. I rzeczywiście trochę podziałaliśmy, ale jakże mogło być inaczej, gdy przyjeżdża do nas Iza zabierając ze sobą Bartka?
Iza, powtarzam po raz kolejny, potrzebna Ci tylko lina, uprzęże i co jakiś czas musisz chłopa wyprowadzać na skalny spacer, żeby się wybiegał:)




Kasia, jak to na początku, na kilunastokilometrowej przebieżce, a my zaczęliśmy od tego, co chyba zawsze przechodzimy - Filon z przejściem na Gzylową Igłę. Bardzo lubię sam moment trawersu i górną część Igły.




No właśnie, górną część - a dolnej nigdy nie przechodziliśmy. Nie jest ubezpieczona i już nawet nie wiemy jak się ją przechodzi, tak nie powinno być!



Bartek stwierdził, że droga przez komin jest nieco omszała i śliska - nic dziwnego, nie ma ringów, to nie ma wspinaczy. Charakter za to ma fajny - taki, rozporowy, kominowy:-)



Po przepięciu wędki już normalnie na stanowisku Filona do testu nowych butów w wapieniu wkroczyła Iza.






Jest radość, test udany:-)
Jeszcze jakieś wspinaczki na tej ściance i przechodzimy na sąsiednią, na której nie radziłem sobie ostatnim razem.



Jest tutaj droga "O Krok od Skandalu" (VI.1). Bartek zabiera się za prowadzenie, jednak i on zmuszony jest do ucieczki nieco w prawo (a raczej pójścia wprost w górę, bo ta droga skręca w lewo, gdzie skała jest uboższa w chwyty).



Zakłada stanowisko przechodząc Skwirówkę (VI).



W międzyczasie powstało rzecz jasna ognisko, dodające kiełbasianej energii.



Walczymy jeszcze trochę z wędką na Skandalu.
Bezskutecznie, ale cośmy się namęczyli, to nasze:-)



Dziewczyny grzeją się dalej przy ogienku, a męskie grono postanowiło poszukać czegoś na dalsze wspinaczki. Ja okrążam skały z lewej, Bartek z prawej. Nie mogło być inaczej - nie umawiając się, i tak spotkaliśmy się na grani po obydwu stronach Igły, której nijak łatwo przejść się nie da. Trudności na grani? Na Wielkiej Gzylowej raczej niewielkie, roślinne za to spore. Po drugiej stronie? To zna tylko Bartek.
Zwróciliśmy za to uwagę na jedną, niewielką skałkę, sterczącą u podnóży Gzylowej Baszty. Nie ma jej w przewodnikach, nie ma żadnej drogi, ringów, stanowiska, nie zainteresowała wspinaczy.
I to jest coś dla nas!



Da się założyć na górze stanowisko z pętli. Nie było innego wyjścia, tą skałę musimy pokonać wszyscy, a dziewczyny obadają ją przed nami!


Mchy, rośliny, krzaki, kruszyzna - dużo chwytów odpada.



Na takiej drodze radość udziela się sama!





I tak oto powstaje pierwsze znane przejście ściany, do tego przez damski zespół!



... a widać po Izie, że lekko nie było:-)

Jest pierwsze wejście, musi być pierwsze powtórzenie.



I radość kolejnych zdobywców.

Na koniec działań na Gzylowych Skałach przenosimy się jeszcze na drugą stronę, gdzie Bartek przechodzi dwie drogi Benedekto (VI-) i Trzy zachwyty (V+).

Pierwszą dość gładko prowadzi, natomiast nad drugą trochę się męczy na wędkę. Miałem to samo jakiś czas temu, z tym, że drugiej nie dałem rady przejść nawet z wędką. Wyceny powinny być tutaj raczej odwrotne.

Rozwiązanie jest gdzieś tam, gdzie ręka. Ale jak się ma takie długie, mocne łapy, to i z rozwiązaniami łatwiej:)

Nocujemy na Kuli.


Z Wami nawet wyciąganie drewna na ognisko i samo ognisko bywa emocjonujące:)


*  *  *  


A następny dzień już w głównej części Doliny Kobylańskiej.
Tutaj działaliśmy tylko na ściankach Turni z Krokiem, choć i tak padła łupem jedna nieznana droga.

Zaczęliśmy również dość standardowo, od przejścia dolnej, łatwiejszej części ścianki,






a po niej od razu w górę kominkiem na najwyższe stanowisko. Potrzebne nam ono do sąsiedniej drogi.

Wygłupy podczas opuszczania na linie tym razem zakończyły się rozciętą główką.



Najpierw Bartek przechodzi ściankę i kominek.



Później już zaczyna wędkować upatrzoną przez nas trudniejszą drogą "300 dni w Comapkcie".



Odpoczynek w jego stylu przypomina nieco treningi Van Damme'a:)


Najtrudniejsze, przewieszone miejsce zmusza do poszukiwań obejścia.
W końcu, po długiej walce się udaje obejść lekko od lewej.

Dla mnie to miejsce też za trudne, ale dla odmiany obchodzę po prawej.


Jeszcze na wariancie z kominkiem wspina się Iza oraz próbuje swych sił na szóstkowej ściance:-)


Wykorzystując jeszcze stanowisko nad ścianką uderzamy na drugą stronę, gdzie jest niewysoka ścianka bez żadnych wyznaczonych dróg i obić. Nie możemy takiej okazji przepuścić!

Na zakończenie idziemy jeszcze na pierwszą drogę, jaką w życiu przechodziłem. Droga ma teraz nazwę Zaduszna oraz zwiększoną wycenę z III+ do IV.



Prowadzi Bartek, a my kolejno za nim wspinamy się na wędkę asekurowani od góry i opuszczani na dół - tak dla treningu asekuracji z góry na nie zawsze wygodnym stanowisku:-)






Weekend wspinaczkowo był udany i urozmaicony. Całe szczęści dopisała pogoda i chęci.

Kiedy znowu przyjeżdżacie?:-)

sobota, 18 kwietnia 2015

Pośród Gzylowych Skał

Data:
11.04.2015

Rejon:
Dolina Kobylańska

Drogi: 
 Gzylowe Skały: 
 - Gzylowa Baszta: Benedekto (VI-),
 - Gzylowa Baszta: Trzy zachwyty (V+) - próba,
 - Gzylowa Igła: Igła (IV),
 - Wielka Gzylowa: Filon (IV),
 - Wielka Gzylowa: Filon+Igła w Kominie (V),
 - Gzylowa Baszta: O krok od skandalu (VI.1) - próba,
 - Wielka Gzylowa: Gzylowy Filarek (V).



Bez tworzenia większych planów na weekend doczekaliśmy soboty 11 kwietnia, która wedle wszelakich znaków miała być po prostu piękna. I jest:-)
Dobrym miejscem na spędzenie wolnego dnia na łonie natury są podkrakowskie dolinki, a piękny weekendowy dzień zwiastuje w nich tłumy tak piknikowców jak i wspinaczy.



Wybraliśmy na naszą wycieczkę Gzylowe Skały, bo są świetnie położone - w cieniu drzewek, z dala ood szlaków i, co ciekawe, z dala od wspinaczy. Przez to całkiem szorstkie:-)



Zrobiliśmy mały obchód skałek dookoła - ich południowych, niższych ścianek jeszcze nie odwiedzaliśmy. Hemli przegląda pierwsze napotkane kwiatki.



Wojtuś przegląda ścianki:)



Południowa strona sięga do około 10 metrów wysokości, ale wyglądają ciekawie.



Zwłaszcza Gzylowa Igła przypadła nam do gustu.



Postanowiliśmy dzisiaj się na nią wdrapać.



I podziurkowana Gzylowa Baszta - nie znaliśmy wycen dróg po tej stronie przed powrotem do komputerów tak więc i tutaj chcieliśmy popróbować swoich sił.



Powrót znaną nam, północną stroną skałek do plecaka i zaczynamy.



Jak się w domu okazało, jako pierwszy cel wybraliśmy najtrudniejszą drogę, jaką nam się udało pokonać - krótką Benedekto.



Nie bez problemów oczywiście, bez zawiśnięcia na linie się nie obeszło:)



Nie udało się nam jednak nawet na wędkę przejść sąsiedniej drogi Trzy Zachwyty.





Nie wydaje mi się, żeby była łatwiejsza od poprzedniej:)



Na koniec badania południowej strony odwiedziliśmy jeszcze wierzchołek Igły. Było to i krótkie łatwiejsze niż się nam na początku wydawało.
Przenieśliśmy się na północną, wyższą ścianę. Tutaj na początek przeszliśmy łatwą drogę Filon (IV).



Zrobiliśmy sobie małe przypomnienie asekuracji z górnego stanowiska i...
... czuję, jakbym wszystko zapomniał:-(
Co prawda wszystko przebiegło bez przygód, ale miotaniny z liną co nie miara:)

Na Iglicę chcieliśmy wejść i z tej strony, ale zaczęliśmy inną drogą - na wprost i tak nie dalibyśmy rady.



A tak się nam udało.





Hemli nie lubiąca trawersów i przechodzenia ze skały na skałę z niewielkimi obawami, ale też sobie z problemem poradziła:-)







Po Iglicy chciałem popróbować sił na wypatrzonej tuż na prawo drodze. Jak to czasem bywało, siły okazały się zbyt wątłe:) Sprawdzenie w domu drogi jedynie odbudowało siły - VI.1 to już nie jest mój poziom.



Na koniec dzisiejszych zmagań ze skałkami Hemli wypatrzyła jeszcze drogę na skraju ściany, jak się okazało, bardzo ciekawą i w sam raz na nasze możliwości - Gzylowy Filarek (V).





Brzuszki dały znać, że pora kończyć na dzisiaj łażenie po skałkach, a w planach jest jeszcze rzecz jasna ognisko, o czym oboje już od jakiegoś czasu myślimy:-)



Z dokonań jesteśmy jak najbardziej zadowoleni.

Na piknik wróciliśmy na początek Doliny Kobylańskiej. Tutaj niespodzianka - Hemli znalazła Czarki Szkarłatne.



Grzyby, które w każdą wiosnę staramy się przynajmniej raz odnaleźć.



Ognisko rozpaliliśmy możliwie szybko, bo apetyt na prawdę duży:)



Całe szczęście, jedni pieką kiełbaski...



... inni grzeją bigos:D



"Bigos nie pyta, Bigos rozumie."

No, teraz możemy z głodnym rozmawiać!
Ciekawe co się dzieje pod Żabim Koniem.



Na obserwacje otoczenia głównej części dolinki wybraliśmy mniej typowe miejsce - z lasu ponad skałkami. Całkiem ładny stąd widok





Tutaj przekonaliśmy się o słuszności naszego wyboru - dookoła gęsto ludzi na ścianach.





I tak oto nastał wieczór bardzo udanego dnia:-)