niedziela, 18 grudnia 2011

Beskid Śląski, nie Polski?

Pomiędzy nauką na językoznawstwo a literaturoznawstwo i kiedy to jakimś cudem udało mi się wyrwać z uczelni... Udało się wyskoczyć do naszych dobrych sąsiadów z południa. W góry oczywiście :) Mowa tu o kolejnej bibie GŚ.

Gdzie tym razem? W końcu, pierwszy raz podczas moich studiów mam okazję odwiedzić Czechy, a konkretniej czeską część Beskidu Śląskiego. Jak więc dobrze znane górki wyglądają od tej drugiej strony?



Jak widać całkiem zacnie. Aura jest typowo grudniowa - wczesna zima, temperatury niskie, a światło takie trochę niesamowite... :)
Pierwszego dnia obijamy się i plączemy między chałupą a miejscową knajpką. Nie ma się co spinać - to w końcu bożonarodzeniowa biba :)




Wielki Stożek z drugiej strony.










Drugiego dnia postanowimy się nieco uaktywnić i zdobyć Wielki Stożek.











Dobrze znany masyw Skrzycznego ze Stożka.






I na koniec dnia piękny, grudniowy zachód słońca.








Z widokiem na Lysą Horę, najwyższy szczyt Beskidu Morawsko-Śląskiego.













I kolejny poranek i zamiast śniadania - rześku spacer :)



Szczyt Filipki.









I tak wygląda właśnie przywitanie zimy w Beskidach. Aczkolwiek na ten rok jeszcze się z nimi nie żegnam... :)