sobota, 19 maja 2012

Farewell

TRASA IV DZIEŃ:
Schronisko Roztoka -> Palenica Białczańska -> Łysa Polana -> Polana Biała Woda -> Łysa Polana


Zastanawiam się czasem, czy bardziej boję się burzy, czy niedźwiedzi. Niezbyt mi to wychodzi. Z uciekaniem zarówno przed jednym, jak i przed drugim bywa różnie...

Czwarty dzień, ostatni. Prognozy pogody trąbią : będzie burza! Nie spieszymy się więc. Dzisiaj nasze plany są typowo dolinkowe. Wpadam poprzedniego dnia na pomysł szybciej wycieczki bez konieczności oglądania masy ludzi.

Rano się nie spieszymy. Kolejny raz poza U2 budzą mnie ptaki. Śpiewają ładniej, niż Bono, który za to ma wyjątkową rację. It's a beautiful day! :) Przed wyjściem spacerujemy nieco po lesie w otoczeniu Roztoki. Jest tak zacisznie i pięknie, że aż nie chce się iść w górę.



Las w Dolinie Roztoki

Las w Dolinie Roztoki

Las w Dolinie Roztoki


W końcu jednak nadchodzi ta chwila. Znowu mokre buty, cholera... Które przeszkadzają w sumie przez pierwsze 15 minut. Potem za to nie trzeba nawet obchodzić strumyków :)


Pół godziny do Palenicy staramy się wyrzucić zaraz z pamięci. Po prostu wiejemy stąd :) Jest chyba więcej ludzi, niż poprzedniego dnia... Na Łysej Polanie tłoczniej niż na Korfantego w godzinach szczytu... Z wielką przyjemnością skręcamy w prawo na niebieski szlak. Szlak Doliną Białej wody działa na zasadzie kontrastu. Jest w tej części sporo ładniejszy. Mijamy zaledwie paru ludzi (Polaków, oczywiście :) ), z radością patrząc w stronę czasem prześwitującej asfaltówki do Moka. Jak dobrze, że się stamtąd wyrwaliśmy!


o drodze paru turystów ostrzega nas, że szlak powyżej Białowodzkiej Polany jest zamknięty, o czym oczywiście i niestety wiemy. Z tymi czekanami przytroczonymi do plecaków wyglądamy na tyle poważnie? :)


Po dość krótkim czasie docieramy na Polanę. Jest niezwykle widokowa. Można spokojnie usiąść i podziwiać. Chociaż ja oczywiście wolałabym pójść dalej... W swoich niewinnych tatrzańskich planach już szukam dnia, w którym mogłabym to uczynić... legalnie :)


Polana Biała Woda wiosną

Polana Biała Woda i próg Doliny Żabich Stawów Białczańskich


Małą topo-rozkminą żegnamy się więc z Tatrami. Zaczynają nadciągać ciemne chmury - znak, że trzeba się zwijać.


Leśniczówka na Polanie Biała Woda




Na Łysej Polanie dopisuje nam szczęście, łapiemy szybko jakiegoś busa. Jest dość zatłoczony, droga kręta, a ja wymachuję moim plecakiem z czekanami na prawo i lewo, hihi... :) Całe szczęście nie wydłubuję nikomu oka :)
Po drodze mamy przyjemność podziwiać jeszcze przepiękny widok na Tatry Bielskie... Z tej perspektywy niesamowicie mi się podobają i wyglądają tak... majestatycznie :)





Długi tatrzański weekend podsumowywujemy w jakiejś zakopiańskiej stołówce. Jak dobrze jest móc zjeść porządny obiad po 3 dniach jechania na zupkach chińskich ;)





I mamy po drodze superfarta :)


Jeszcze tylko herbatka u Czarka z widokiem na Giewont, oglądanie zdjęć (mówiłam, że wywoływanie jest fajne!) i czas na pociąg...





Na odchodne żegnamy Tatry z pociągu... Machamy Żółtej Turni, dziękując jej za przyjęcie. Pięknie wyglądają w różowym świetle zachodzącego słońca. Nie wierzę, że wytrzymam nie widząc ich przez prawie że dwa miesiące. I pewnie się nie mylę :)






Podsumowywując, był to niesamowicie różnorodny tatrzański weekend. Wiem już, jak wygląda wysokogórska wiosna i ile w niej zimy. W głowie pozostają różne obrazy, wspomnienia, które będą tam już zawsze....
Ja po prostu nie potrafię żyć bez gór :)

The end :)
(chociaż nie koniec majowego weekendu... ;) )