środa, 16 maja 2012

Zakłócone tatrzańskie piękno

TRASA:
Schronisko Roztoka -> Morskie Oko -> Szpiglasowa Przełęcz -> Szpiglasowy Wierch -> Szpiglasowa Przełęcz -> Dolina Pięciu Stawów -> Dolina Roztoki -> Schronisko Roztoka


Tatry są dla mnie czymś niezwykłym. To nie jest tylko miejsce, w które mogę pojechać, wypełnić wolny czas. Mają dla mnie osobne, osobiste znaczenie, są czymś znacznie więcej. Zamykając oczy potrafię widzieć je pod różnymi postaciami. One też mają swój nastrój. Widzę, kiedy są pogodne, kiedy zamyślone, a kiedy gniewne i ostrzegają...
Pod każdą postacią piękne i niesamowite.

Piszę to wszystko, żeby zwrócić uwagę na jedną istotną kwestię. A mianowicie coś, co nie umniejsza może i majestatowi Tatr. Ale zdecydowanie przekszadza w tym, żeby się nim cieszyć... A mianowicie ludzie.


Dzień trzeci. Pierwszy maja. Wolne. Roztoka o poranku. Budzi mnie cudny śpiew ptaków (kto był w Roztoce wiosną, zapewne wie o czym piszę). Po prostu chce się żyć. Wyglądam za okno - prognozy na dzisiaj były dość sporne. Świeci słońce. Kolejny piękny dzień, idealny do realizacji planów...



Szybkie śniadanie. Wczorajsze "małe piwko" sprawiło, że zapomniałam dać buty do suszarni... Cholera. Czas włożyć mokre, ciężkie buciory. Szkoda, tym razem mogłam się dłużej pocieszyć suchymi. Czeka nas w końcu marsz asfaltówą do Morskiego Oka.


Czarek znowu wykazuje się niesamowitą punktualnością. Czekamy na niego przy Wodogrzmotach około... 14 sekund :) Widok, który zastajemy nie napawa optymizmem. Dzisiaj będzie tłoczno...


Dołączamy do szeregu kebabów. Asfaltówka zamienia się dzisiaj w prawdziwą autostradę. Co chwilę uciekamy przed samochodami. Umilamy sobie nieco drogę rozmowami i śmiechem. Po jakimś czasie wyłaniają się widoki na Mięguszowieckie. Idę tą drogą dopiero drugi raz w życiu - pierwszy raz w tę stronę, jestem więc pozytywnie zaskoczona. Nie wiedziałam, że kebabowska autostrada jest aż tak widokowa :)


Droga do Morskiego Oka


Wrażenie zarówno jak za pierwszym razem, za drugim widoki robią spore. Pamiętam, jak wtedy stojąc przed taflą Morskiego Oka zadarłam głowę do góry pomyślałam sobie : Ten Wielki Mięguszowiecki naprawdę jest wielki! :)


Schronisko nad Morskim Okiem


Schronisko nad Morskim Okiem. Otoczenie stawu wygląda pięknie w tej wiosenno-zimowej szacie. Do pełnej krasy brakuje mi jedynie roztopionego stawu w pięknej barwie. Ale na to jeszcze niestety nie czas.


Morskie Oko wiosną


A oto widok, do którego przez całą zimę wzdychałam z nizin. Swoją drogą szkoda, że już nie ma tej toprowskiej kamerki... Była baardzo ładna :)

Jest wczesna godzina - wykorzystujemy okazję i postanawiamy się nieco posilić w schronisku. Zamiawiam placki ziemniaczane, które dostaję z ogromną ilością surówki... Jest jej mniej więcej tyle, co zmieści się na łyżeczce :) Dla mnie i tak za dużo - kto do cholery widział surówkę z jabłkiem?! :)

Wystarczy 15 minut obecności w schronisku i mam dość. Pomijając hałaś, skutecznie wnerwia mnie pewna kobieta, która zaczyna się ze mną wykłócać w kolejce... Litości! Chodźmy do góry :)


Morskie Oko wiosną


Uff, wychodzimy. Mijamy po drodze plażowiczów, liczymy kolory klapków i wchodzimy na ceprostradę. Tutaj trochę luźniej. Ale za to niemiłosiernie gorąco.


Północno-wschodnia ściana Kazalnicy


Czas odetchnąć i zacząć cieszyć się Tatrami. Napawam wzrok widokiem ściany Kazalnicy. Nigdy wcześniej nie przyglądałam się jej z bliska. Podczas mojej poprzedniej wizyty tutaj wstyd się przyznać, ale nie wiedziałam nawet o jej istnieniu :) Wygląda w każdym bądź razie bardzo imponująco.


Rysy z Ceprostrady


Oglądanie tego terenu z bliska jest dla mnie czymś całkowicie nowym. Mój wzrok oprócz Mięguszowieckich przyciąga przede wszystkim Mnich, którego dzisiaj możemy obejrzeć z różnych ciekawych perspektyw :)


Mnichowy Żleb

Mnichowy Żleb.

Mnichowy Żleb

Ceprostrada

Walczymy z upałem. Na szczęście ludzi mniej - co nie znaczy, że mało. Myślę, że najgorsze pod tym względem za nami. Nie wiem wtedy, jak bardzo się mylę...





Narciarzy za to jak zwykle nie brakuje :)


Czarny Staw pod Rysami, Niżnie Rysy, Rysy


Czarny Staw pod Rysami, Niżnie Rysy i Rysy, na których niestety poprzedniego dnia zdarzyła się tragedia.


Na rozejściu szlaków na Wrota Chałubińskiego. Okazuje się, że na szlaku mam dzisiaj jeszcze kogoś znajomego - zagaduje mnie znajoma z DeviantArta. Niesamowity zbieg okoliczności - w każdym bądź razie miło poznać kogoś na szlaku :)


Pierwszy raz w życiu widzę Dolinę za Mnichem. Zawsze byłam ciekawa, jak wygląda. Spod śniegu nie jest dobrze widoczny jej wysokogórski charakter. Całkiem ładnie wygląda Staw Staszica. Ten błękit stawów towarzyszy nam w sumie od pierwszego dnia :)


Staw Staszica



Hem, hem... :) W stronę "tego świecącego *#($&@" lecą tego dnia niezbyt ładne słowa :) Na szczęście na niebie mamy trochę chmur...


Szlak na Szpiglasową Przełęcz zimą

Dolina za Mnichem

Naszym oczom ukazuje się podejście na Szpiglasową Przełęcz... Pełne ludzi. Zakładamy raki i ruszamy. W międzyczasie jakiś ski-tourowiec spuszcza mały zsuw ze strony Miedzianego. W sumie to wcale nie chcę, ale sama będąc narciarką, ich po prostu nie lubię :)

Szlak na Szpiglasową Przełęcz zimą

Podejście jest dość strome. Tym bardziej dziwi mnie więc masa ludzi totalnie bez przygotowania, bez żadnego sprzętu (nawet bez kijów), w adidasach którzy podczas schodzenia łapią się rękoma śniegu... Coś strasznego. Czekam tylko na to, aż ktoś stoczy się w dół i pilnuję, żeby przypadkiem nie pociągnął mnie w dół.

Na Szpiglasowej Przełęczy również dość tłoczno. "Co oni tam robią, mszę odprawiają?" Wojciech jeszcze nie wie, że przypomni sobie dnia dzisiejszego swoje słowa :)

Szlak na Szpiglasową Przełęcz zimą

Mamy małą akcję. Wojtek ratuje zsuwającego się starszego pana. Przez ułamek chwili zsuwają się razem prosto na mnie, a ja kombinuję, w którą stronę uciec :) Na szczęście po chwili zatrzymują się. Jedyną szkodą tej akcji jest złamany kij uratowanego. Jak na złość, miał on raki... W przeciwieństwie do sporej większości towarzystwa. Jak widać dobrze sprawdza się powiedzenie, że głupi ma zawsze szczęście.


Szpiglasowa Przełęcz


Szlak na Szpiglasową Przełęcz zimą

Szpiglasowa Przełęcz. Krótki postój, zdjęcia. I w górę, jeszcze 62 metry :)
Podejście na Szpiglasowy nieco wnerwia. Na przełęczy ściągnęliśmy raki. Na przemian śnieg z trawkami i kamieniami. Na wierzchołku siadamy na ulubionym miejscu Czarka. Nie jesteśmy tam oczywiście sami.



Małe pamiątkowe zdjęcie na przełęczy :)


Szpiglasowy Wierch


Szpiglasowy.

Szpiglasowy Wierch

Szpiglasowa Przełęcz

I spojrzenie w dół na przełęcz.


Szpiglasowy Wierch

Radość na szczycie. "Hurra! Koniec podejścia :)"

Szpiglasowy Wierch

I nasz ostatni Zdobywca :)



S jak szczyt, s jak Szpiglasowy ;)

Szpiglasowy jest rzeczywiście niesamowicie widokowym miejscem. Najładniej prezentuje się Grań Hrubego i Mięguszowieckie. I fajnie jest obejrzeć Miedziane z bliska :)


Szpiglasowy Wierch


Wojciech nie potrafi wysiedzieć na miejscu i obchodzi wszystkie okoliczne interesujące skały :)

Dolina Ciemnosmreczyńska

Widok na Niżni Ciemnosmreczyński Staw, Ciemnosmreczyńską Dolinę, a dalej Dolinę Koprową. I kawałek Grani Hrubego :)





A jednemu Zdobywcy ciągle mało... ;)


I teraz gwóźdź programu. Na Szpiglasowym grupka młodych ludzi postanawia odprawić sobie... mszę. Dla mnie osobiście to tragedia. To zdecydowanie nie miejsce na takie rzeczy. Spożywamy góski obiadek w akompaniamencie religijnych pieśni... I gdzie ten spokój w górach? Gdzie miejsce na wyciszenie? Wcale nie mam ochoty tego słuchać. Ale i tutaj doskonale sprawdza się stwierdzenie "nie zawsze się nie ma tego, czego się nie chce" :)
Na szczęście wersja mszy jest skrócona. Wierni uciszają się, chcę więc jeszcze trochę ponapawać się piękną panoramą ze Szpiglasowego. Jesteśmy znowu skarpetkowymi zdobywcami - jak miło jest ściągnąć na chwilę przesiąknięte wodą buciory!







I pstryk! Moje ulubione foto tego dnia zrobione dzięki jakiejś dziewczynie w fajnej chuście :)

Nie podobają mi się trochę chmury dookoła. Wyglądają nieco podejrzanie. A ja pamiętam o prognozowanych na dzisiaj burzach... Po około godzinnym odpoczynku na Szpiglasie czas w dół, do Piątki. Przy zejściu już nieco luźniej... Napawam się widokami. Do tego towarzyszy nam dzisiaj piękne światło i ciekawe chmury, czyli coś, co Hemli i jej aparacik lubią najbardziej :)

Szpiglasowy Wierch

Gładki Wierch i Walentkowy Wierch

Gładki Wierch, Walentkowy Wierch, a w oddali Czerwone Wierchy.

Zejście ze Szpiglasowej Przełęczy do Doliny Pięciu Stawów

Zejście ze Szpiglasowej Przełęczy do Doliny Pięciu Stawów


Nie ma co za szybko schodzić w dół, kiedy dookoła tak pięknie, a schronisko jest na wyciągnięcie ręki. Zanim wciągnie nas znowu gwar pięciostawiańskiego schroniska chcemy posiedzieć jeszcze nieco w ciszy. Urządzamy sobie krótką posiadówkę na kamorach. Podziwiamy Dolinę Pięciu Stawów Polskich w popołudniowym słońcu. Upewniam się w stwierdzeniu, że jest to moja ulubiona polska tatrzańska dolina.
Siedzimy sobie spokojnie do czasu, aż spadają nam na głowy pierwsze krople.
"Będziemy w schronisku za jakieś 20-parę minut." stwierdza Czarek.
"20? Gdzie tam! Spokojnie za 15" - wyrażam swój osąd, który owocuje zakładem. Włączam Hemli-pęd i okazuje się, że w schronisku jesteśmy po 10 minutach :)

Kotelnica

Kotelnica.

Dolina Pięciu Stawów Polskich

Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

I znowu Piątka. Chwila na zupkę chińską, których już mamy trochę dość. Czarek wybiera stolik pełen płci pięknej :) Wdajemy się w krótką rozmowę z dziewczynami. Okazuje się, że przyszły dzisiaj do schroniska. Na pytanie o dalsze plany wyglądają na zaskoczone - a to trzeba iść gdzieś dalej? :)


Postanawiamy nieco urozmaicić sobie dzisiejszy dzień i chcemy zobaczyć Siklawę z bliska. Wygląda naprawdę niesamowicie :)


Siklawa


Po wejściu w las docierają do nas pierwsze grzmoty. Cholera! Wyrzucam sobie, że tak długo siedzieliśmy na Szpiglasie. "Pierwszy maja, pierwsza burza" :) Na szczęście poza paroma grzmotami nic więcej się z tego nie rodzi.

Rozłączamy się przy Wodogrzmotach dość zabawnym akcentem... :) Schodzimy do Roztoki. W końcu cisza. Jest to naprawdę pięknie położone schronisko.

Schronisko w Dolinie Roztoki


Każdy tatrzański dzień niesie dla mnie jakąś nową naukę. W tym dniu też trochę się nauczyłam, a mianowicie - chyba nigdy nie pójdę na Szpiglasowy w pełnym sezonie. Trzeba było jednak wybrać Wrota, które świeciły pustkami... :)

Mam w pamięci piękne widoki z tego dnia. Jednak przy zejściu do schroniska jestem po prostu zmęczona. Nie fizycznie. Zmęczyli mnie po prostu ludzie. Widoki tego dnia były w stanie zrekompensować naprawdę sporo, ale gwar i głupota, jaką dziś obserwowałam sprawia, że z utęsknieniem wracam do dnia poprzedniego. Czas udać się na spoczynek. Jutro niestety z wielkim żalem przyjdzie nam opuścić krainę dwutysięczników :)


... to be continued... ;)