niedziela, 11 sierpnia 2013

Z wizytą u Lubomira. Borowikowym szlakiem.

TRASA:
Myślenice Zarabie -> Uklejna -> Śliwnik -> Działek -> Schronisko PTTK na Kudłaczach -> Łysina -> Lubomir -> Łysina -> Schronisko PTTK na Kudłaczach -> Działek -> Wierch Stróża -> Chełm -> Myślenice Zarabie


Pomysł pójścia na Kudłacze zrodził się całkiem przypadkiem.
Zaczęło się od zakupu mapy Beskidu Wyspowego parę miesięcy temu, zanim wiedziałam o co chodzi z tymi wszystkimi makowsko-beskidzkimi pagórami.
Potem było ustalanie, jaki też pagór widać z naszego mieszkanka. W sumie to nadal nie wiem ile w tym prawdy i czy to prawda, ale wyszło na... Kudłacze i Łysinę. Stwierdziliśmy, że koniecznie koniecznie musimy tam pójść!

Zapowiedzi burzowej soboty doszczętnie odebrały nam chęci pojechania w ukochane Tatry - jak się potem okazało na całe szczęście, bo w tamtą sobotę dwie osoby w okolicach Karczmiska zostały porażone piorunem. My spędziliśmy sobotę wspinając się na Zakrzówku.

A niedziela? Jedźmy w Beskidy!
Pobudka chwilę po świcie. Na dobry początek dnia Wojtuś zjadł wprawdzie męskie śniadanie - jajecznicę, a ja wprawdzie damskie.. Czyli owsiankę :) Wsiedliśmy w auto, chwila delektowania się pustą zakopianką... I pagóry witają.

Jakie spokojne były Myślenice o poranku! Śpiew ptaków, żadnej żywej duszy... Sielanka. Nie byliśmy jeszcze wtedy świadomi, jak bardzo to miejsce zmieni się do popołudnia :)

Wyruszamy na szlak o 6:50. Już po pierwszych metrach okazuje się, że spakowana do plecaka reklamówka na grzyby się nie zmarnuje - na szlaku rosną sobie kurki :) Narzeczony się rozochoca i od tej pory przez całą wycieczkę będzie chodził ze wzrokiem skierowanym w krzaki :)

Szlak na Uklejnę

O, jaki zadowolony! :)

Idzie się bardzo przyjemnie. Poranek jest rześki, a las pachnący... :) Jedyne co przeszkadza to cała masa komarów i innych robali. Dlatego zdarza mi się protestować kiedy Wojtek odbija w bok w poszukiwaniu "skarbów" ;)


Szlak na Uklejnę

Polanka i pierwsze widoczki :) Już nam się podoba.




I grzyybyy! :)

Szlak na Uklejnę

W ciszy i spokoju powoli pniemy się do góry, żeby osiągnąć nasz pierwszy dzisiejszy cel - Uklejnę. A tak właściwie to jak poznamy, że to już? :)


Szlak na Uklejnę

Może po błotku? :)

Idzie się świetnie. Porządne śniadanie przed wyjściem na szlak jest jednak bardzo ważne.

Po czasie docieramy do czegoś, co wydaje się nam być ową Uklejną. Kupa kamieni jest, jakaś tyczka... Czyżby?

Kolejne metry na szlaku uświadamiają nam jednak, że byliśmy w błędzie :) Specjalnie wyznaczony żółty szlak doprowadza nas na Uklejną, z której widok byłby fajny... Gdyby nie zarósł :) Wracamy na szlak i oto co widzimy?



A takiego oto grzyba! :) Jest dość... nietypowy :) Narzeczony mówi, że to Smardz, jest pod ochroną... i okrutnie śmierdzi :) Szczególnie to ostatnie się zgadza.

Poza smardzem natrafiamy na całą masę innych grzybów.






O, chociażby na takiego ogromnego borowika :)

I tak w grzybowym szaleństwie okazuje się, że czas na kolejny jakże ważny szczycik (ten przynajmniej doczekał się... oznaczenia).

Śliwnik

Śliwnik!

Śliwnik

Ale nie myślcie sobie, że było łatwo :P To już całe 600 m n.p.m.!

Za Śliwnikiem jednak Beskid Makowski odkrywa nam całe swoje piękno.

Szlak na Kudłacze

I tutaj muszę z bólem stwierdzić, że zdjęcia nie oddają piękna tamtego miejsca. Prawdziwa, górska wioska. Wędrujemy polną drogą pomiędzy polami uprawnymi, łąkami tętniącymi życiem. A wszystko otoczone jest łagodnymi, beskidzkimi wzniesieniami. Jest po prostu cudnie, a my jesteśmy oczarowani :)


Szlak na Kudłacze

I Wojtuś na tle naszych przyszłych celów :)


Szlak na Kudłacze




I idealne dopełnienie tamtego miejska - kapliczka :) Swoją drogą, na tamtym szlaku jest ich cała masa. Moja kolekcja kapliczek beskidzkich ciąągle się powiększa :) Jak będę miała chwilę czasu na to, chętnie jakoś je pozbieram i zaprezentuję na łamach tego bloga :)


Szlak na Kudłacze

Dalej szlak wiedzie między pojedynczymi domkami, aż do miejsca, którego nazwa tak nas rozbawiła - Kudłacze! :)

Kudłacze


Schronisko na Kudłaczach

I Schronisko PTTK na Kudłaczach. Wydaje się klimatyczne. Co prawda wolimy siedzieć na zewnątrz, ale zaglądamy do środka. Naszą uwagę przykuwa przede wszystkim dość bogata górska biblioteczka w rogu jadalni. Żeby tak mieć jeden wieczór, żeby część przejrzeć... :)

Nie chcemy się jednak zatrzymywać tam na dłużej. Będziemy tędy jeszcze wracać. Ruszamy więc na Łysinę :)


Łysina

Chwila moment i jesteśmy :) A gdzie? Widać... ;) Albo i nie :P

Widoków nie ma żadnych. Grań dokładnie porośnięta jest bukowym lasem. Mamy nadzieję, że chociaż Lubomir uchyli nam rąbka beskidzkiej tajemnicy...

Lubomir

No i niestety... Nie uchyla :P Zastajemy tam zamknięte obserwatorium astronomiczne.



I robimy sobie pamiątkowe zdjęcie :) Jakby nie było - jesteśmy na najwyższym szczycie Beskidu Makowskiego, który wlicza się do różnych tam koron... Może kiedyś zachce się nam je zbierać, to się przyda :)




A to co? Jak widać warto mieć oczy dookoła głowy, bo w każdym najmniejszym zakątku może czaić się coś ważnego, czy też historycznego.
Z tabliczki obok dowiadujemy się, że są to pozostałości z pierwszego Obserwatorium Astronomicznego, które zostało wybudowane tutaj w 1922 roku. Budynek przetrwał do II wojny światowej, po czym został zniszczony.
Dowiadujemy się poza tym, że nazwa szczytu pochodzi od Kazimierza Lubomirskiego, który to ofiarował tereny pod budowę pierwszego obserwatorium. Wtedy też nazwa szczytu została przemianowana na Lubomir z Łysiny. Co ciekawe, Łysina nie zniknęła z map - znajduje się tylko trochę dalej :)
Nowoczesny budynek obserwatorium, który stoi tam obecnie został otwarty dopiero w 2007 roku, czyli dość niedawno.

Po pięknym, bezchmurnym niebie nie ma już śladu. Lipcowa aura daje się we znaki - coś się chmurzy.

Szlak na Lubomir

W drodze powrotnej znajdujemy całkiem miłe i... widokowe miejsce. Ile przestrzeni!


Szlak na Lubomir


Widok z Kudłaczy

I znowu na Kudłaczach :) Widoczność dzisiaj średnia, ale urokliwie jest i tak.




I kolejny smardz na naszej drodze. Ale urodziwy ;)

Dochodzimy do miejsca, w którym czas odbić na jeszcze nieznany nam szlak, prowadzący na górę Chełm. Tutaj jednak pojawia się więcej cywilizacji. Spacerujemy wiejską, ale asfaltową ścieżką.




Po drodze napotykamy o, taką chatkę + hemli zabawy w Photoshopie :) Tylko ta czapka się coś nie zgadza... :P

Chwilę błądzimy, po czym znajdujemy właściwą drogę (bo ścieżka niestety to już nie jest) na Chełm. Otoczenie bardziej krzaczaste, pojawiają się zwolennicy kolejki... Już nie jest tak fajnie, jak rano :)



Kapliczka musi być :)


Obserwatorium na Wierchu Stróża

I kolejne obserwatorium astronomiczne. Hęę? Czyżby krakowski smok (smog) tutaj nie dolatywał? ;);)

Chełm

Wieża widokowa na Chełmie. I tutaj koniec hemli-gratki. Okazuje się, że raz już tutaj byłam. Bu :( Poznaję wyciąg krzesełkowy na szczyt. Gdzieś w swoich zbiorach mam nawet panoramę z wieży widokowej...

Widok z wieży widokowej na Chełmie

O. Zdjęcie sprzed 5 lat :)

I tak kończy się nasza pierwsza wycieczka w Beskid Makowski. Schodzimy do Myślenic i zastajemy spokojne miejsce z rana jako hałaśliwe, zatłoczone miejsce niedzielnego odpoczynku. Chociaż średnio rozumiemy, jak w takim miejscu można wypocząć? Pozostaje nam szybko wsiadać do auta, przemknąć jeszcze niezakorkowaną zakopianką i wrócić na nasz spokojny kurdwanów :)

Jedno jest pewne - będziemy w Beskid Makowski wracać :)