czwartek, 6 marca 2014

Wolontariat dla Tatr - jak to jest być wolontariuszem w Tatrach?


Wolontariat dla Tatr


Wielu słyszało, paru widziało przemykających po tatrzańskich szlakach z workami na śmieci, a kto wziął udział? My! A więc, oczami wolontariuszy parę słów o tym, jak wygląda wolontariat "od kuchni", dlaczego nikt nie chce sprzątać Doliny Kościeliskiej oraz Morskiego Oka,  co wspólnego mają z wolontariatem nieuki i dlaczego warto zostać wolontariuszem :) Zapraszamy do czytania.

Nie wiem na ile istotne, ale jeśli kogoś by to interesowało, Wolontariat dla Tatr funkcjonuje od 2007 roku. Nie wiem dokładnie ilu wolontariuszy wzięło w nim udział... Z pewnością jednak było tego sporo :)
Ja o wolontariacie dowiedziałam się w 2012 roku. Jak tylko dowiedziałam się, że istnieje takie dobrodziejstwo, zrobiłam wszystko, żeby tam wylądować. I wylądowałam, a jakże... Pod koniec czerwca zameldowałam się w tzw. Storczyku. I od tego zaczęła się przygoda... :)

Ale żeby wyruszyć sobie beztrosko na szlaki z workami na śmieci i chwytakami, trzeba się trochę nastarać. Chętnych na wolontariat jest... bardzo dużo. Miejsc jednak jest trochę mniej - dlatego warto czatować na zapisy i zastanowić się wcześniej, jaki termin by nas interesował... Jak zadania "wiszą" już na stronie, trzeba się decydować szybciutko ;) Zapisów można dokonywać przez stronę TPNu - zadania pojawiają się właśnie TUTAJ. Wcześniej trzeba sobie założyć konto i powprowadzać swoje dane. 

Terminy terminami - na Wolontariacie ważniejsza jest raczej miejscówka, w której się znajdziemy. Do wyboru mamy dwie bazy: 
  • Storczyk

Dosłownie pięć minutek od wylotu Doliny Kościeliskiej. Jeszcze do niedawna było to parę drewnianych domków pośród świerkowego lasu, nad Kirową Wodą. Niestety ubiegłoroczna wichura część lasu wokół domków powaliła... Krążą pogłoski, że komuś pierwszy raz udało się tam trafić bez błądzenia. Teraz być może będzie to nieco łatwiejsze. A sprzed domków można podziwiać panoramę otoczenia Doliny Kościeliskiej ;)

Z workami na Ornak!


Wolontariusze ze Storczyka mają za zadanie sprzątanie Doliny Kościeliskiej, górnych części Doliny Chochołowskiej, Doliny Gąsienicowej i reglowych dolinek Tatr Zachodnich, czyli całkiem pokaźny rejon. Należy do nich też niezbyt lubiane zadanie, a mianowicie - pełnienie dyżuru w Wozowni. Na szczęście zawsze znajdzie się jakiś wygłodniały internetu wolontariusz, który z chęcią dla odmiany przesiedzi jeden dzień przed komputerem :)

Najbardziej pożądanymi celami do sprzątania ze Storczyków są oczywiście szczyty! Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że Czerwone Wierchy zaśmiecane są w trochę wolniejszym tempie niż tłumnie odwiedzana Dolina Kościeliska... I jednak trzeba ją sprzątać codziennie. Jeżeli ktoś ma szczęście do tej doliny, po jakimś czasie może się to znudzić... Ale! Można za to bardzo dokładnie nauczyć się topografii tej uroczej doliny ;)

  • Palenica Białczańska

Baza na Palenicy Białczańskiej działa od zeszłego roku. Wcześniej wolontariusze sprzątający rejon Doliny Rybiego potoku mieszkali na Wancie. Budynek położony obok parkingu na Palenicy na szczęście oddzielony jest od niego rządem świerków, przez co hałas i unoszący się w lecie pył do niego nie dolatują ;) Z okien widać za to Czerwoną Skałkę, a wieczorne spacery po okolicy to coś cudownego ;)

Po zachodzie słońca na Palenicy


Do obowiązków wolontariuszy z Palenicy należy męczenie się z drogą do Morskiego Oka (ale to akurat przechodzą nie tylko wolontariusze... :P), sprzątanie rejonu Morskiego Oka, Czarnego Stawu, Doliny Roztoki, Rusinowej Polany... Czyli trochę tego jest :) Najgorszym doświadczeniem jest chodzenie z workiem wokół Morskiego Oka. O poziomie "turystyki" w tym pięknym miejscu wiedzą chyba wszyscy - toteż nie da się chyba w sezonie wrócić ze sprzątania dookoła Morskiego Oka bez dwóch worów całych wypchanych puszkami, butelkami, chusteczkami... Ba! Te śmieci trzeba sobie jeszcze znaleźć! Po jakimś czasie bycia wolontariuszem ma się już taki zmysł podpowiadający, gdzie też ten pieroński turysta mógł tą zgniecioną puszkę upchać. Nie wiem co ludzie sobie myślą - że w nocy przychodzą krasnoludki i wyciągają te skarby? Ciężko powiedzieć. Krasnoludków nie ma, jesteśmy za to my - zawsze czujni! ;)


Wolontariusze przyciągają uwagę turystów na szlakach. Oczywiście - najczęściej spotykamy się z pozytywnymi reakcjami, ludzie pytają dokładnie o wolontariat, o naszą pracę, chwalą to, co robimy... I to jest miłe :) Zdarzają się też inne reakcje, np. pewna Pani idąc z dzieckiem mijała się z wolontariuszem. Padło zdanie: "Jak Ty się nie będziesz uczyć, to też tak skończysz!".
To może ja faktycznie przestanę się uczyć? :)

Sprzątanko na Rysach to już wyzwanie :)


Dość często zdarza się też, że ludzie chcą dorzucać się do naszych śmieci. Hola hola! Nie jesteśmy chodzącymi śmietnikami, dlaczego mamy za kogoś znosić jego śmieci? Ludzie jednak nie rozumieją i czasami na złość akurat rzucą coś prosto w krzaki. No cóż - taka kultura... Ale ogólnie nie należy się tym przejmować, wykonywać swoją pracę, a jak przyłapiemy kogoś na gorącym uczynku - bez skrupułów opieprzać. Oczywiście w miarę kulturalnie :)


Głównym zadaniem wolontariuszy jest oczywiście... sprzątanie :) Dla dobra naszych kręgosłupów wymyślono takie dobrodziejstwo, jak chwytaki.


Chwytaki nie służą - jak kiedyś stwierdziła jedna turystka - do chwytania się skał:), ale do podnoszenia i wyciągania różnego rodzaju śmieci. Nie wszystko taki sprzętem oczywiście można podnieść - najbardziej problematyczne są... pety ;) Myślę, że każdemu palaczowi, który chce się pozbyć nałogu powinni dać do rąk taki chwytak i kazać wyzbierać wszystkie pety w Dolinie Kościeliskiej. Momentalnie odechciałoby mu się palić ;)


Niepodważalnym plusem wynikającym z uczestnictwa w Wolontariacie nie są ładne, zieloniutkie koszulki, które dostajecie, czy tam możliwość polansowania się w polarku z logiem TPNu na ramieniu... A ludzie, których można na Wolontariacie poznać :) Osobiście trochę luda na wolontariacie miałam okazję już poznać - i  wszyscy byli super :) Zawsze już będę wspominać najróżniejsze śmiecio-przygody na szlaku, ogniska w Storczyku. A więc jeśli ktoś jest towarzyski, lubi poznawać nowych ludzi - to na wolontariacie będzie czuł się jak ryba w wodzie ;)



O wolontariacie można by pisać jeszcze sporo... Ale i tak najlepiej przeżyć to na własnej skórze! Wszystkich gorąco zachęcam do spędzenia w ten sposób trochę czasu w Tatrach - ja dopiero na Wolontariacie zaczęłam tak naprawdę dostrzegać przyrodę, mogłam posłuchać jak szumią tatrzańskie potoki, miałam czas, żeby obserwować to wszystko, co się dookoła mnie działo, mogłam doświadczyć życie bez mediów, komputera, sklepów, miejskiego hałasu... Wolontariat dla Tatr to coś zupełnie innego niż wycieczki, w których goni się przez doliny, żeby przejść wymarzoną trasę i zejść na sensowną godzinę w dół. To czas przede wszystkim spędzony z przyrodą - no i jednak własny wkład w to, żeby cennej tatrzańskiej przyrodzie pomagać :)

.... i właśnie sama sobie uświadomiłam, że w tym roku też MUSZĘ tam jechać! ;)