czwartek, 17 kwietnia 2014

Gorczańska przygoda

Gorce. Co też tak właściwie kryje się pod tą nazwą?
Niby pasmo beskidzkie jak każde inne. A jednak, jest tam park narodowy, coś tam się na ich temat słyszało, ktoś zachwalał, gdzieś tam mignęły przed oczami jakieś zdjęcia... Wszystko zachęcało do odwiedzenia tych zupełnie nieznanych przez nas gór.

A więc nasz wybór padł właśnie na Gorce. Początek zimy. Miała być gorczańska sylwestrowa noc, wyszło inaczej. Parę dni przed sylwestrem spakowaliśmy swoje plecaki i... pojechaliśmy ;)

I DZIEŃ TRASA:
Ochotnica Górna -> Wierch Znaki -> Kiczora -> Przełęcz Długa -> Schronisko PTTK na Turbaczu -> Turbacz -> Kiczora -> Rąbaniska -> Przełęcz Knurowska -> Ochotnica Górna

Po przejechaniu dłuuugiej Ochotnicy Dolnej i dłuuuugiej Ochotnicy Górnej w końcu udało nam się wyjść na szlak.
Szlak? W Gorcach pod tym względem jest straszna samowolka.

Ochotnica Górna

Znajdowaliśmy się na jakąś tam ścieżkę edukacyjną. Problem był taki, że twórcy owej ścieżki nie byli do końca zdecydowali na kolor, którym znaczyli ten szlak :) Podążaliśmy więc za zielono-czerwonymi znakami.



Po wyjściu ponad las pierwsze zetknięcie z tym, dlaczego Gorce są takie fajne. Myślę, że tłumaczyć nie muszę ;)

Gorce



Widok na Tatry z Gorców

Ohoho - wygląda na to, że w Tatry znowu dzisiaj zawitał halny. Trochę niedobrze - zaledwie parę dni temu nad Tatrami przeszła poważna nawałnica, która poczyniła ogromne szkody w tatrzańskich lasach i okolicach.

Widok na Tatry z Gorców


Widok na Tatry z Gorców



Okazało się, że wybraliśmy dość mało popularny szlak. Śniegu jak na grudzień było dość sporo. Szliśmy po jakichś tam śladach, co jakiś czas napotykając zielono-czerwone oznakowania... Oj tam, byle do przodu :)





Wyżej zrobiło się trochę bardziej kłopotliwie. Może i kalendarzowy grudzień, ale warunki były bardziej wiosenne. Mokry, zapadający się śnieg, temperatura dość wysoka. Jak miło jest się trochę pozapadać ;)

Po 2,5 h w końcu osiągamy nasz pierwszy cel - Kiczora! Tutaj nasz szlak łączy się z innymi, które - mamy nadzieje - będą trochę bardziej przetarte. W butach co prawda chlupie nam już od jakiegoś czasu...

Hala Młyńska Gorce

Na Kiczorze robimy mały popasik i obserwujemy chmury kłębiące się nad Tatrami. Zastanawiamy się, kiedy wietrzysko pojawi się i w Gorcach...

Widok na Tatry z Gorców

Halniak wygląda groźnie ;)

Pieniny z Gorców

Dalej na szczęście faktycznie, trochę ludzi przed nami przedreptało szlak. Jesteśmy trochę zmęczeni ponad dwugodzinnym podchodzeniem w śnieżnej brei. Kochana zima ;)

Długa Hala Gorce

A oto i Hala Długa. Faktycznie jest długa. Gdzieś tam, na jej drugim końcu czai się Schronisko na Turbaczu.

Długa Hala Gorce

Jeest ;) A co do hali, to myślę, że jej widok wczesnym musi być zdecydowanie piękniejszy od tego zimowego. Wtedy jest tam zielono, wszystko kwitnie, pasą się owieczki... Zapamiętać i w najbliższe lato się tutaj pojawić.

Schronisko na Turbaczu

Schronisko na Turbaczu. Moloch, ale nawet ładny.

Długa Hala

To też jakiś fragment Hali Długiej.

Zadowoleni z życia docieramy do schroniska. Chociaż przez chwilę rozkoszujemy się chodzeniem po czymś twardym, co się nie zapada. Chociaż w butach chlupie nadal. Chłoniemy widoczki, ale...
Ale okazuje się, że niedokładnie doczytaliśmy mapę... bo nie jesteśmy na szczycie. Jeszcze 10 minut. W GÓRĘ. No nie...

Na Turbacz

Chlup, chlup, szlak na Turbacz przynajmniej jest dokładnie przetarty.

Turbacz

A na Turbaczu? Dokładnie nic. Trochę zamieszania, jakiś krzyż, słup, wiatrołomy... Gdzieś tam przeczytałam, że wierzchołek Turbacza jest zupełnie nieinteresujący. Trochę mi wstyd, ale się z tym zgadzam.

Turbacz

To bodajże jedyne zdjęcie, na którym widać szczyt. Wojtek zgodnie z tradycją podjął próbę zniszczenia mi zdjęcia i wejścia w jakże starannie ułożony kadr, ale nawet się wkomponował. Jego szczęście ;)

Chłopcy próbują zdobyć owy słupek na szczycie, a my w tym czasie z Izą wykorzystujemy chwilę ich nieuwagi i czmychamy z powrotem do schroniska. Podobno podają tam tajemniczo brzmiący deser gorczański... ;)

W rezultacie zamiast deseru zadowalamy się pocztówką z pieczątką. Wiem, że marna to rekompensata za deserek, ale w okresie około-świątecznym trzeba zadbać zarówno o żołądek, jak i o portfel :)

Napawamy się za to widoczkami sprzed schroniska.

Widok sprzed Schroniska na Turbaczu

...oczywiście znowu na Tatry :)

Schronisko na Turbaczu


Schronisko na Turbaczu

Pamiątkowa foteczka i lecimy. Grudniowe dni są bardzo krótkie, a jeszcze musimy dotrzeć z powrotem do Ochotnicy i wyjść do bacówki... Chociaż mamy cichą nadzieję, że uda nam się tam dostać trochę w inny sposób ;)


Hala Młyńska Gorce

Schodzimy do Przełęczy Knurowskiej.

Rabaniska Gorce

A tak właśnie wyglądają szlakowskazy w Gorczańskim Parku Narodowym.

Zejście jakoś nam się dłuży. Głodni, w mokrych butach docieramy w końcu na Knurowską Przełęcz.

Przełęcz Knurowska Gorce

Docieramy wkrótce do karocy, która na szczęście stoi tam, gdzie stała i zaopatrzamy się w okolicznym sklepiku. Odwiedzamy Rafała, czyli właściciela bacówki, w której mamy spędzić dzisiejszą noc. Jesteśmy nastawieni na to, że na do widzenia musimy dzisiaj jeszcze zrobić ok. 300 m przewyższenia, żeby się do niej dostać. A tutaj niespodzianka...

Rafał wywozi nas swoim niesamowitym pojazdem (którym z resztą z Wojtkiem mieliśmy okazję wcześniej jechać) na górę :) Jazda oczywiście pełna wrażeń ;) Na szczęście na wybojach wszyscy dobrze się trzymają i nikt nie wypada z paki. Na górze meldujemy się więc w komplecie ;)



... ale niestety spóźniamy się na zachód słońca ;)



Prawda, że maszyna niezła? ;)

W bacówce rozpalamy w kominku i korzystamy z przywileju, jakim jest możliwość zdjęcia tych pierońskich, mokrych butów. Ciepło działa na nas tak kojąco, że zamiast urządzać grube imprezy... zasypiamy ;)

Ale to jednak nie koniec wieczoru. Po regeneracji sił zabieramy się za ognisko - nie zamierzamy w końcu znosić prowiantu z powrotem w dół ;) Na mokre buty wymyślamy pewien patent. Powstają w ten sposób worko-buty. Olać goretexy! Najważniejsze, że skarpetki suche... ;)

Męska część ekipy rozpala ognisko.

... a damy się grzeją ;)






Taka mała współpraca: Bartkowe i Wojtkowe płuca do podtrzymywania ognia + nasze ręce do trzymania patyków z kiełbaskami :)



Wiem, że to nie najlepsze zdjęcie, ale gorczańskie niebo jest niesamowite.

Po upieczeniu kiełbasek zwijamy się szybko do chatki bo ziiimno. Trochę gadu gadu, zawijamy się w śpiwory, koce i idziemy spać. Poranek zapewne będzie orzeźwiający... ;)



II DZIEŃ TRASA:
Tylmanowa -> Makowica -> Pasterski Wierch -> Lubań -> Tylmanowa 

Następnego dnia obudziliśmy się raczej średnio-rześcy. A właściwie to mnie obudził budzik. Takie życie fotografa - nie ma spania, won na zewnątrz z aparatem robić zdjęcia... Po podniesieniu jednego oka zebrałam się jednak szybciutko, bo przekonałam się, że warto ;)

Chwilę później z Izą, też amatorką górskich wschodów słońca siedziałyśmy w naszych worko-butach przed domkiem i kontemplowałyśmy.






Wszyscy wiemy, że we wschodzie słońca najlepsze są kolorki "przed".






My miałyśmy wschód słońca z widokiem na Lubań - nasz dzisiejszy cel.















Wschód słońca był-niebył, pogoda się zdupiła i niebo zasnuło chmurami. A więc... czas na strawę!



Zdjęcie zwiera lokowanie produktu ;)



Ale w kominku ciągle hajcować trzeba!

Trochę trwało, zanim spakowaliśmy nasze klamoty i zatwierdziliśmy trasę na dziś. Jeszcze ciężej było nam się rozstać z bacówką. Cudowne miejsce... ;)



Przy zejściu okazało się, że w sumie to trochę poniżej widać już Tatery...









Gorczańskie hale.

Po oddaniu kluczy do bacówki Rafałowi i solidnej gościnie musieliśmy jednak wstać od stołu - podobno przyjechaliśmy w góry... :) I wtoczyć się jeszcze na Lubań. Podobno przeklętą górę. Nie ma co wierzyć na słowo - trzeba było to sprawdzić osobiście... ;)

Podjechaliśmy do Tylmanowej, gdzie znaleźliśmy się tak jakby w innym świecie. Gdzie ta zima? Gdzie śnieg?! Nie, żebyśmy jakoś bardzo tęsknili, no ale...

Szlak na Lubań z Tylmanowej

W dole Ochotnica, tym razem Dolna.

Szlak na Lubań z Tylmanowej

Czy to jeszcze jesień, czy już wiosna? Na szlaku na Lubań pustki. W sumie to czego się spodziewaliśmy...

Pasmo Lubania to trochę inne Gorce. Wygląda na to, że nikt zbytnio nie dba tutaj o ochronę przyrody, pięknych hal pasterskich nie widać... Ale las całkiem ładny :)

Szlak na Lubań z Tylmanowej

Nie wiem o co chodziło, ale Bartek najwidoczniej odczuł potrzebę wspięcia się na coś i padło na tego okazałego buka. Trzeba sobie jakoś szlak monotonny urozmaicać... :)

Szlak na Lubań z Tylmanowej

Widać, całe otoczenie Lubania też zapomniało o zimie.

aż tu nagle...

Szlak na Lubań z Tylmanowej

Śnieg! To znak, że jesteśmy już blisko...

Lubań

Rzeczywiście. I ktoś nawet jednak na tą górę wchodzi! Jakaś dość spora grupa piekła sobie kiełbaski. Szkoda, że my nasze zjedliśmy wczoraj... ;)

Pojawiły się i widoki. Najpierw usiłowałam fotografować Tatry pomiędzy gałęziami drzew - no cóż, takie beskidzkie warunki, kiedy zorientowaliśmy się, że szczyt Lubania jest jednak trochę dalej.

Lubań widok na Tatry

Tam już nie było patyków włażących w kadr ;)

Taki trochę niesamowity był ten widok. Dziwne kolory, dziwna aura.. Ale było ładnie :)

Lubań widok na Tatry



Wojtkowi jak zawsze brakuje metrów... ;)



A ja tam wolę kontemplować :)

Lubań widok na Tatry



Skoro cel osiągnięty, czas wracać... Niestety, tą samą drogą :)

Lubań

Na pożegnanie jeszcze, gdzieś tam w połowie szlaku trochę się powgapialiśmy...



... wiadomo w co ;)






A Wojtek znalazł dogodne miejsce na nasze przyszłe ognisko i biwakowanie :)

Nie wiem czy Lubań jest przeklęty. Nie zrobił nam w sumie nic złego, może poza tym, że oczywiście w drodze powrotnej zgubiliśmy szlak. Z opałów wyszliśmy w sumie bez szwanku, tylko nieco urozmaiciliśmy sobie trasę... ;)

Tylmanowa

Podsumowując: Gorce bardzo przypadły nam do gustu. Może i pora roku średnia, jeżeli chodzi o prezentowanie ich walorów, ale wiemy już, że nie są popularne tylko ze względu na piękne widoki na Tatry. Na pewno jeszcze nieraz tam zawitamy i Wam też bardzo polecamy... Uważajcie tylko na znaki ;)