środa, 16 września 2015

Wyżej w Pieninach się nie da

TRASA:
Jaworki -> Wąwóz Homole -> Wysoka (Wysokie Skałki) -> Schronisko pod Durbaszką -> Jaworki

Weekend czerwcowy zapowiadał się ładnie. Majówkę z wielu względów w tym roku sobie odpuściliśmy. Długi czerwcowy weekend za to zapowiadał się całkiem ładnie... To co, może sobie odbijemy?

Weekend jednak zaczął się trochę mniej obiecująco niż miał. Rano zamiast słońca powitała nas mgła. Zerknęliśmy na kamerki i postanowiliśmy nieco zmienić nasze dzisiejsze plany, które pierwotnie były tatrzańskie. Mamy czerwiec, jest zielono, a więc co przychodzi na myśl? Pieniny!

Zachęceni zdjęciami, które jakiś czas wcześniej pokazywali nam Iza i Bartek (pozdrawiamy! ;)) postanowiliśmy wycelować w najwyższy szczyt Pienin o jakże jednoznacznej nazwie - Wysoka. Wpakowaliśmy cały nasz dobytek i nas samych w skodzinę i ruszyliśmy. Dość leniwie.

Przemierzaliśmy zieloniutkie Beskidy pobocznymi drogami chcąc ominąć zapewne zakorkowaną zakopiankę - sama przejażdżka tymi okolicami o tej porze roku to czysta przyjemność :) Niestety aparat był zakopany gdzieś w plecaku, dlatego te obrazki mam akurat tylko w głowie.

O dość późnej i po przebiciu się przez zatłoczoną Szczawnicę porze pojawiliśmy się w Jaworkach, gdzie mieliśmy rozpocząć spacer. Na początek Wąwóz Homole - znany większości górołazów chociaż z nazwy.




Ole, Homole!



Szliśmy nieco zatłoczoną ścieżką, za wszelką cenę próbując wyminąć wyjątkowo rozbawioną grupę wycieczkowiczów, którzy umilali sobie wycieczkę podśpiewując. Niestety, tłum się nie kończył.



Ścieżka wąwozem była malownicza, to trzeba przyznać. Wąwóz okazał się być jednak dość krótki. Nie zachwycił nas - pewnie dlatego, że wędrowaliśmy już wąwozami w Słowackim Raju, czy też Dierami na Małej Fatrze.

Razem z wąwozem skończył się też tłum ludzi, co nas ucieszyło. Po ludziach jednak przyszedł czas na owce... ;)






Owczy pęd :)



Po owczym spotkaniu ruszyliśmy dalej. A tam znalazłam to, czego szukałam - soczyście zielone pienińskie łąki.









Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że w Pieninach czuć przestrzeń bardziej, niż w innych górach.



Po jakimś czasie pożegnaliśmy się jednak z łąkami i weszliśmy w las. To znak, że zbliżamy się do szczytu.

Parę schodków i uderzenie widoków! Niech nie zmyli nikogo wygląd szlaku na Wysoką. Ze szczytu panorama jest rozległa, i to bardzo.



Oczywiście, z widoków na Tatry nici. Ale biorąc pod uwagę uroki okolicy, wcale to jakoś nie przeszkadzało.






Wystarczyło spojrzeć na Trzy Korony, żeby się przekonać, że dzisiejsza aura nie sprzyja dalekim obserwacjom.







Nie mieliśmy najmniejszej ochoty wracać znowu przez zatłoczony wąwóz, toteż postanowiliśmy urozmaicić sobie trochę wycieczkę i przejść jeszcze kawałek granią. A tam, znowu te zielone łąki...





Wędrówka granią nie trwała jednak długo. Ale jeszcze tu wrócimy - i najlepiej o tej samej porze roku. Skręciliśmy w stronę Schroniska pod Durbaszką.





Schronisko pod Durbaszką. W sumie to nic o nim powiedzieć nie możemy, bo nawet tam nie wstąpiliśmy. Już wtedy chyba nachodziły nas myśli o przepysznym placku po węgiersku w Nowym Targu ;)



Na odchodne trzeba było obowiązkowo pogłaskać kota.



Zejście znowu w typowo pienińskich klimatach.



A na koniec wycieczki małe zaskoczenie. Widział kto takie zwierzaki? Całkiem pasuje im określenie:  dwurożec ;)



Po nowotarskim placku po węgiersku udaliśmy się w stronę Tatr. Z racji, że do zmroku było jeszcze trochę czasu, wybraliśmy się na spacer Doliną Jaworową, w której jeszcze nigdy nie byliśmy. A, tak na lepszy sen ;)



Dolina Jaworowa postanowiła jednak częściowo ukryć przed nami swoje piękno. Pokazała nam tylko kawałek Murania. Zawsze coś ;)



Polana pod Muraniem.

Po powrocie do Jaworzyny trzeba było zacząć się rozglądać za jakimś przyjemnym lokum na noc. Padło na Ździar. Rozbiliśmy namiocik na jeden z moim zdaniem piękniejszych tatrzańskich widoków.



Z głowami pełnymi planów na kolejny dzień odpłynęliśmy do krainy snów.

C.D....