niedziela, 20 listopada 2016

Autostopem po Norwegii - Norwegia zachodnia

Podróżowanie stopem po Norwegii to sposób na wakacje, który nasuwa się na myśl zapewne niejednemu. A chociażby dlatego, że Norwegia to bardzo drogi kraj, a komunikacja jednak kursuje rzadko. Taki sposób na zwiedzanie Norwegii wybraliśmy i my, dwa lata temu, podczas pierwszej naszej wycieczki do tego kraju. Pełni niepewności - na internecie można wyczytać raczej opinie mówiące, że po Norwegii stopem jeździ się ciężko. Poznajcie więc nasze zdanie na ten temat.



Dla uściślenia - odnosimy się do sytuacji w Norwegii zachodniej, bo tam głównie przemieszczaliśmy się stopem. Norwegia jest bardzo różnorodna i to, jak jeździło nam się stopem np. w okolicach Bergen zapewne nijak będzie się miało do jeżdżenia stopem po Finnmark. 

Jeśli chodzi o statystyki, to stopem po Norwegii przejechaliśmy ok. 1350 km. Ilości stopów nie zliczę, ale spotykaliśmy wielu ciekawych ludzi, najwięcej oczywiście Norwegów, Niemców, Francuza, Holendra, Chilijczyka, Polkę... Pewnie ktoś by się jeszcze znalazł ;)

Ogólnie mamy raczej dobre wrażenia z łapania stopa w Norwegii. Większość stopów łapaliśmy szybko. I w większości podwożący nas ludzie byli Norwegami. Nie natknęliśmy się na żadnego nieżyczliwego człowieka - każdy pomagał jak mógł, wiele razy zdarzyło nam się, że podwożący robili dla nas więcej, niż chcieliśmy - zawozili nas dalej, dawali owoce na drogę, a nawet raz zaprosili nas do siebie do domu. 

Zdarzało się też złapać kampera ;)

Jeśli chodzi o język, to oczywiście każdy podwożący potrafił swobodnie rozmawiać po angielsku. Myślę, że nie jest to nic zaskakującego :) Warto jednak wspomnieć, że jak tylko zaczynałam rozmawiać z Norwegami po norwesku, to od razu stawali się bardziej rozmowni, chętniej pomagali, byli zdziwieni i oczywiście zachwyceni, że ktoś chce się uczyć ich języka bezinteresownie. Dzięki znajomości norweskiego udało nam się złapać stopa na przystanku autobusowym podczas pytania o drogę. Ale oczywiście angielski w zupełności wystarczy. 

Zastanawiacie się pewnie, czy dużo ludzi jeździ w Norwegii na stopa? Jak tam z konkurencją? A więc z naszych obserwacji powiem, że bardzo mała :) Na drodze autostopowiczów widzieliśmy z dwa razy... Albo po prostu w Norwegii tak dobrze się łapie stopa, że nie widać biedaków wyczekujących cierpliwie na poboczu ;) Norwegowie szczerze trochę dziwią się na widok autostopowiczów, często uśmiechają się, machają... Co nie oznacza, że tacy uśmiechnięci machający się zawsze zatrzymują :D Ale zdarzają się też tacy, którzy dziwnie się patrzą. Ale Ci drudzy są raczej w mniejszości ;)

Z czego zauważyliśmy, dużo łatwiej w Norwegii łapie się stopa na małych drogach. Lokalsi chęnie się zatrzymują, ciekawi tego, co nas przywiało w ich strony. Podwożą nawet parę kilometrów - nieraz jest to cenne parę kilometrów, pozwalające zaoszczędzić długie minuty marszu z ciężkimi tobołami ;) 

Na tej drodze "przypadkiem" złapaliśmy 3 stopy :)

Nie zapomnę, jak na drodze z Ervik, po 45 minutach marszu zwinęła nas pewna Niemiecka rodzinka, która pomimo wypchanego dziećmi i tobołami samochodu postanowiła nas zabrać. Wojtek jechał w bagażniku, a cała podróż była bardzo wesoła :) Wspomnę tylko mimochodem, że na tej drodze przez 45 minut nie minął nas żaden samochód - ten był pierwszy ;) 

Takich historii mam jeszcze parę. Najwięcej trudności mieliśmy ze złapaniem stopa na dużych, ruchliwych drogach. Ludzie pędzą, spieszą się i nie chce im się zatrzymywać. Ale i tak w końcu zawsze ktoś się zatrzymał.



Z pewnością najgorzej nam się łapało stopa, jak padało. Bo kto chce wziąć do samochodu takie zmokłe kury obwieszone tobołkami? ;) A w Norwegii często pada. Dlatego zamiast łapać stopa w deszczu i przemoknąć do suchej nitki, lepiej znaleźć przystanek, postawić pod daszkiem wszystko, ubrać pelerynę i próbować łapać. Raz, że komfort psychiczny, że jednak coś tam będzie suche, a dwa, większe szanse na złapanie podwożącego. 

I jeszcze jedna kwestia... Z tabliczką, czy bez...?

Autostopowi wyjadacze pewnie jednogłośnie powiedzą, że z tabliczką. Jeśli chodzi o Norwegię, to lepiej łapało nam się stopa na kciuka. Chociaż próbowaliśmy tak i tak. Tabliczkę często ciężko sprecyzować, w rejonie fiodrów ich drogi są kręte i czasami dotarcie do konkretnego miejsca nie jest tak oczywiste. Mimo tego prawie nie zdarzało nam się puszczać ludzi, którzy się zatrzymali. Może z raz, albo dwa. Ważne, żeby ustawić się  dobrym miejscu, za wszelkimi rozjazdami, uśmiechnąć się i czekać :)

Łapanie na Sogndal nic nie dało, zmieniliśmy na Oslo... I w rezultacie złapaliśmy stopa na kciuk ;)

Podsumowując... jeżdżenie stopem po Norwegii to całkiem fajny sposób podróżowania. I wbrew pozorom - wcale nie jest trudno tak jeździć. Nam udało się za każdym razem zobaczyć to, co chcieliśmy, a nawet więcej.