sobota, 22 czerwca 2013

Hlavným hrebeňom Malej Fatry

Majówka na Słowacji - dzień V.

Opis poprzedniego dnia można zobaczyć tutaj.

TRASA PIESZO: Vratna -> Chata na Grúni -> Poludnovy Grun -> Steny -> Hromove -> Chleb -> SnilovskéSedlo -> Velky Kriván -> Sedlo za Kraviarskym -> Dolina za Kraviarskym -> Vratna

Mapa trasy:



TRASA SAMOCHODEM: Terchova -> Stara Bystrica -> Skalite -> Zwardoń -> Żywiec -> Bielsko-Biała -> Czechowice-Dziedzice

Mapa trasy:




Pokusim sa psať slovensky, pretože je to najkrajši jazyk sveta. A taky sme boli na Slovensku... Ale bohužiaľ nikto tomu nebude rozumieť.

To może jednak po polsku? :)
Czas na ostatni dzień naszego Slovensko trip. Pani Kohova zapewnia nam z uśmiechem, że dzisiejszy dzień będzie piękny. Faktycznie, po przebudzeniu widzę, że niebo jest czyste. Pakujemy klamoty do samochodu, zdajemy pokój i żegnamy się z panią Kohovą... Robiąc sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcie :)



Na pewno jeszcze do Stefanovej wrócimy!

Czas jednak w drogę. Podjeżdżamy samochodem do Doliny Vratnej. Z buta byłby to kawałek drogi. Dzień faktycznie piękny, słoneczny, droga dnem doliny wije się wyżej i wyżej, aż naszym oczom ukazuje się lanovka, czyli kolejka na Snilovske Sedlo. Słowacy jednak na nas sobie nie zarobią.

Vratna


Zaraz obok rozejścia szlaków znajduje się Chata Vratna. Pierwotnie mieliśmy mieć w niej nocleg, ale ostatnimi czasy chyba dość słabo prosperuje. Przypuszczam, że skończy tak jak Dom Turysty w Zakopanem przerobiony na 4-gwiazdkowy hotel. Nadal nie mogę się pozbierać po takiej stracie taniego miejsca noclegowego w świetnej lokalizacji. Chlip.

Ale dajmy jeszcze na chwilę Tatrom spokój - powróćmy na Małą Fatrę.

Vratna

Wyruszamy szlakiem (żółtym) w kierunku Chaty na Gruni. To absolutnie najprzyjemniejszy szlak do niej doprowadzający. Idzie się szybko, w cieniu, tempo mamy bardzo dobre. Wyczuwam nasz dobry dzień na chodzenie :)

Grun



Przechodzimy przez bramę witającą nas na Gruniu i oto co? Mały kawałek Szwajcarii na Słowacji :)

Chata na Gruni

Gadajcie se co chcecie. Mi to się z tym kojarzy i tyle. Sam budynek schroniska + wyglądający zza niego Vel'ky Rozsutec tworzą dla mnie taki klimat. I ta zielona trawka! Mam na myśli oczywiście te "tradycyjne" schroniska i chatki, a nie alpejskie blaszane molochy, na które nie mogę patrzeć :>
I znowu uciekłam w inne góry!

Widok sprzed Chaty na Gruni

Podejście na Poludnovy Grun

Z Chaty na Gruni bierzemy tylko pieczątkę i lecimy dalej. Wojtusiowi miejsce przypada do gustu, gości dzisiaj jest sporo. Chata chyba przybiera na popularności i przez to na przełomie ostatnich lat przestała być tanią bazą noclegową. Szkoda - ale trudno. Na szczęście niewiele dalej jest Stefanova, a tam cała masa baz noclegowych w rozsądnych cenach :)

Podejście na Poludnovy Grun

Podejście jest strrome :) Inaczej niestety się nie da.

Zaczynają zbierać się chmury - to znak, że dzisiejszy dzień nie będzie jednak do końca taki, jak byśmy tego sobie życzyli. Ale póki co jest pięknie - rozpoczynamy wdrapywanie się na Poludnovy Grun. W słońcu! :)

Tiesnavy

Widok na Tiesnavy.

Podejście na Poludnovy Grun

Warto patrzeć w tył :)

W tym szlaku są dwie rzeczy, jakie są dobre. Po pierwsze - szybko zdobywa się wysokość (od Chaty na Gruni ok. 500 m przewyższenia) + widoki są fajne. Poza tym jest to podchodzenie po śliskiej trafie + błotku z zadyszką :)

Ale dzisiaj mamy dobry dzień, więc podchodzi się w porządku.

Przy końcówce podkręcam swoje tempo, żeby jak najszybciej znaleźć się na grani i móc spojrzeć na drugą stronę. Wojtuś, nieświadomy widoków idzie ze mną... I wow! Faktycznie jest pięknie :)

Widok z Poludnovego Grunia na Wielki Rozsutec i Stocha

Vel'ky Rozsutec i Stoch, a między nimi Sedlo Medziholie, na którym byliśmy wczoraj.


Ale to nie koniec widokowych niespodzianek dzisiaj.




Niżnie Tatry

Niżne Tatry. Bajecznie wyglądają w tych chmurach :)

Mały Rozsutec i Wielki Rozsutec

I Rozsutce dwa. Wielki to kawał pięknej góry :)

Główna grań krywańskiej Małej Fatry jest od Południowego Grunia aż po Chleb dość wąska.

Granią Małej Fatry

Granią Małej Fatry

Różnice wzniesień za to niewielkie. Cały czas balansujemy między 1500 a 1600m.

Pięć dni spędzonych na Słowacji i Wojtuś całkowicie przekonany do naszych południowych sąsiadów. Już nawet gada po słowacku chętniej niż po polsku :)


Góry Choczańskie

Widok na Wielki Chocz. Jeszcze przedwczoraj mieliśmy okazję podziwiać go z rynku w Dolnym Kubinie. Dzisiaj jesteśmy nieco wyżej :)


Po drodze spotykamy sympatycznych Czechów, których zadziwia nasze dzisiejsze zawrotne tempo. Patrząc na ich obciążone batohy nie dziwię się, że w takim piekącym słońcu idzie się im ciężej. Mówimy do zobaczenia (wtedy jeszcze nieświadomi, że spotkamy się na Snilovskem Sedle) i idziemy dalej.


Steny

Steny. Dość długa część krywańskiej części Małej Fatry. Pamiątkowa foteczka musi być :)

Steny


Šutovska Dolina

Šutovska Dolina


Dzisiaj ruch na szlaku już spory. W końcu cichną polskie głosy - tego dnia spotykamy nadzwyczaj sporo Czechów. Wyjeżdżają sobie kolejką na Snilovske Sedlo i granią aż do Chaty na Gruni. I znowu nie pogadasz po Słowacku, ech... :)

Wielki Krywań

Vel'ky Krivan - najwyższy, nasz dzisiejszy cel.




Kiedy grań skręca, z naszego pola widzenia znikają widoki na Šutovską Dolinę. Pojawia się za to po prostu cudowny widok na rzekę Váh, czyli po polsku Wag - najdłuższą rzekę na Słowacji. Jej źródła mają początek pod Krywaniem jako Biały Wag, oraz pod Kral'ovą Holą jako Czarny Wag. W tym miejscu przepływa ona między Małą a Wielką Fatrą. Po raz kolejny podczas tego wyjazdu potwierdzamy, że Słowacja JEST piękna :)

Dolina Środkowego Wagu

To ten oto widoczek :) Jest na co popatrzeć.

Granią Małej Fatry

I wyłania się Chleb.

Chata pod Chlebom

A razem z nim Chata pod Chlebom. Szkoda, że do niej nie zaszliśmy!

Poza tym, widać trochę płaskiej części Słowacji. Coraz lepiej widoczna jest Luczniańska część Małej Fatry - tam nas jeszcze nie było :)


Szlakowskazy coś nas dzisiaj kłamią. Dochodzimy do Sedla za Hromovym, tam skręt do Chaty pod Chlebom i prosto, na Chleb. Wydaje się całkiem blisko, a na tabliczce jakaś dziwna, przesadzona liczba :) Do chaty nie skręcamy - idziemy w górę.

Chleb

Chleb.

Chleb

I z Hromovego... Prosto na Chleb :)


Widok z Chleba

Podobają nam się okolice Chleba. Robi się tutaj tak troszkę tatrzańsko - tutaj kosówka, tutaj skały, a tam w dole nawet mały stawek :)

Na Chlebie jesteśmy faktycznie raz-dwa. Tutaj już bardziej tłoczno, bowiem większość turystów wyjeżdżających tu kolejką nie zadowoli się jakąś przełęczą i chcą zdobyć szczyt. A Chleb jest bardzo blisko :)

Jestem bardzo ciekawa, skąd wzięła się właśnie nazwa Chleb. Ale myślę, że odnalezienie jakichkolwiek informacji na temat etymologii małofatrzańskich nazw (o wielkofatrzańskich nawet nie wspomnę) graniczy z cudem. Nie ma w tym jednak chyba żadnych większych filozofii, bo jedno ze wzniesień odchodzących od Chleba nosi nazwę Bochník, co oznacza nic innego jak... bochenek :) Wystarczy może po prostu stanąć z dobrej perspektywy :)

Na szczycie pierwsi spotkani Polacy tego dnia. I mała foto-sesja :)

Chleb

Chleb

Granią Małej Fatry


Trochę zaczyna się chmurzyć. A miał być taki piękny, czysty dzień! Wiosna jednak rządzi się swoimi prawami, jest fikuśna i rzadko kiedy pozwala cieszyć się w górach bezchmurnym niebem. Ale nie ma co narzekać - jest dużo lepiej, niż dnia poprzedniego :)

Granią Małej Fatry

Granią Małej Fatry



Schodzimy do Snilovskeho Sedla. Kolejka działa, bierzemy pieczątkę i robimy sobie małą przerwę na przekąskę :) Nieświadomie siadamy dokładnie przed kamerką, którą często obserwuję w internecie, chcąc sobie umilić dzień -> Snilovske Sedlo webkamera. Spędzamy tu troszkę czasu, a na odchodne spotykamy znowu tych samych, sympatycznych Czechów :) Żegnamy się, tym razem na dobre i wyruszamy na Vel'ky Krivan, najwyższy szczyt całej Małej Fatry.



Jaki skupiony :)

Snilovske Sedlo

I jeszcze foteczka :)

Wojtuś jest rozczarowany - największy szczyt, a taki płaski i w ogóle... Bez sensu :)

W drodze na Wielki Krywań

W drodze na Wielki Krywań


Okoliczne szczyty nieco się zachmurzyły :) Idziemy w górę, chcemy bowiem załapać się na jakieś widoki.

W drodze na Wielki Krywań

O, te choinki pod szczytem zauroczyły Wojtusia :) Ja pewnie normalnie nie zwróciłabym na nie uwagi. Ale są ładne :)

I na szczycie.

Wielki Krywań

Wielki Krywań

Mały Krywań

Vel'ky Krivan może i nie wygląda zbyt imponująco, ale widoki z niego są piękne :) Mały całą Fatrę jak na dłoni. Szczególnie przypada nam do gustu Maly Krivan, smagany przez chmury. Szkoda, że dzisiaj nie zamierzamy go odwiedzić :)

Wielki Krywań


Sesja zdjęciowa na szczycie. Prosimy kogoś, kto gada po angielsku o zrobienie nam zdjęcia, z drugiej strony słyszymy Słowaka, który częstuje nas koláčem (czyli roladą z makiem) i do tego próbuje mówić po polsku... Roztrojenie językowe! :)

I koniec odwiedzin u Krywania. Czas lecieć w dół i powoli żegnać się z Małą Fatrą. Nie chce nam się wracać do Snilovskeho Sedla, dlatego robimy mały myk i szybko z czerwonego graniowego szlaku znajdujemy się na niebieskim.

Zejście z Wielkiego Krywania



Ostatnie spojrzenie na drugą stronę i schodzimy z grani.

Granią Małej Fatry

Tak ładnie, że chciałoby się pójść dalej... :)



Mały poza-szlak.




Przekraczamy spore żleby, w których zalega jeszcze dość dużo śniegu. Zimą tu byłby stresik, pomimo niedużej wysokości :) Jak widać, w górach niższych też mogą zdarzyć się lawiny.


Któraś tam wersja naszej wycieczki planowała jeszcze przejście granią przez Kraviarske aż do Sedla Prislop, ale tą wersję odrzucamy - mamy do przejechania dziś jeszcze jakieś 120 km, a nie chcemy zajeżdżać do Czechowic jakoś późno :)


Do Sedla za Kraviarskym prowadzi ścieżka wśród chaszczy, częściowo pokrywa śniegiem. Jest na tyle upierdliwa, że przypomina mi szlak z Babiej Góry na Przełęcz Brona świeżo po deszczu ;)

Sedlo za Kraviarskym

Sedlo za Kraviarskym i ostatnie małofatrzańskie rozległe widoki. Czas się pożegnać - a tak żal!

Chata na Gruni

I spojrzenie w stronę Chaty na Gruni.

Ale trudno. Wchodzimy do Doliny za Kraviarskym. Bardzo ładna, bukowa + potoczek. Nieoceniony w taki dzień, jak ten - upalny!




Tutaj na szlaku pustki. Po około godzince jesteśmy już na drodze, którą rano przyjechaliśmy samochodem. Parę minut spaceru po rozgrzanym asfalcie i jesteśmy przy karocy :)



Wstępujemy jeszcze na chwilkę do Chaty Vratnej, po pieczątkę :>


Czas przebrać się ze względnie świeże ciuchy i w drogę. Tak się składa, że nieopodal parkingu płynie sobie potok - tak się już przyzwyczailiśmy, ze trochę się w nim odświeżamy :P

I w drogę! Żegnamy się z Małą Fatrą. Wrócimy, to na pewno - i na pewno nie raz :) Po cichu liczę, że może nawet w tym roku - Maly Krivan i Suchy czekają i zapraszają... :)

Czeka nas jeszcze droga częściowo przez nieznane. Jedziemy przez spokojne i malownicze słowackie wioski, górzystą drogą. Przez Czadcą na chwilę włączamy się do drogi ekspresowej, ale równie szybko z niej zjeżdżamy, przy okazji pytając słowackiego policjanta o drogę :) Ale ich się tam kręci - zapewne czatują na polskich kierowców :)

Po zjechaniu z ekspresówki droga staje się jeszcze... ciekawsza :) Trzymamy się jakiejś Astry na polskich blachach, ale pasażerowie nie wyglądają na jakichś przekonanych co do słuszności obranej drogi :) I ani się obrócimy, a jedziemy pierwsi... I tym razem oni wloką się za nami :)

Jedziemy naprawdę dziwnymi drogami. Nie zdziwiłoby nas, gdyby skończył się przypadkiem asfalt... :) Ale miejscowi zapewniają nas, że to dobra droga. Ano, ano!

Nie chcemy opuszczać Słowacji, ale cieszymy się, kiedy mija nas tabliczka oznaczająca wjechanie na polskie ziemie. I oto zdziwienie - kto tutaj wybudował taką drogę?!?!



Widać Hemli dawno nie woziła się w tych okolicach samochodem. Piękna ekspresówa szybko się kończy, ale dalej jedziemy już bez problemu.

... oczywiście poza odcinkiem Żywiec-Bielsko. Budujcie tą drogę, bo zapotrzebowanie naprawdę jest ogromne.



I oznaka tego, że jesteśmy na podbeskidziu - Skrzyczne! :) Dzisiaj raj dla paralotniarzy.

Szczęśliwi, meldujemy się w Czechowicach. Czas się przestawić do innej rzeczywistości, ale na samo wspomnienie tych 5 dni cieszą nam się buźki... :) I sukces - Wojtuś polubił Słowację! :) Ogólnie podsumowując majówka na Słowacji była chyba najlepszym pomysłem, jaki mógł nam przyjść do głowy. Wystarczy pomyśleć, co się w tym samym czasie działo w Tatrach... :) A tak, poznaliśmy, co to piękna Wielka Fatra, jak wygląda wiosna na Słowacji, udało nam się odwiedzić Vlkolinec, Zamek Orawski, zaznać spokoju słowackich miast, ba, nawet skosztować flaków po słowacku, pomoczyć nogawki w Hornych Dierach, a na koniec obejrzeć całą Małą Fatrę, idąc jej główną granią. 5 dni - a jakże barwnych.

To kiedy jedziemy zaś? :)