środa, 2 listopada 2016

Granią Baszt

TRASA:
Szczyrbskie Jezioro -> Drygant -> Złudna Baszta -> Skrajna Baszta -> Przednia Baszta -> Pośrednia Baszta -> Szatan -> Dolina Młynicka -> Szczyrbskie Jezioro

To, że tydzień wcześniej nieco dłużej posmykaliśmy się po Tatrach odwiedzając Pośredni Wierszyk nie oznaczało, że nie skusimy się na wycieczkę w ten weekend. Prognozy zachęcały, a więc wspólnie z Bartkiem stwierdziliśmy, że odwiedzimy Grań Baszt, a konkretnie jej łatwiejszą część - od Skrajnej Baszty do Szatana. 

A skoro grań, to grań ;) Wyruszyliśmy znad Szczyrbskiego Jeziora i nie zdążyliśmy jeszcze dobrze rozprostować kości na szlaku, a już trzeba było pożegnać się z elegancką ścieżką i zrobić skok w bok. 

Czekała nas przeprawa przez morze kosówki, które porasta Skrajną Basztę. Na szczęście przez ten gąszcz prowadzi ścieżka. I biada temu, kto ją zgubi - W. Cywiński pisze w swoim przewodniku, że kto zgubi ścieżkę, tego czeka biwak w krainie kosówki. Oby tylko jeden!


My jednak biwaku nie planowaliśmy, więc uważnie pilnowaliśmy ścieżki. Przyroda jednak nie daję tam za wygraną. Co jakiś czas musieliśmy się wyplątywać z macek kosówki, które chwilowo nas wstrzymywały. Niestety, nie mam zbytnio zdjęć z tego gąszczu. Jakbym miała podczas przedzierania się aparat na szyi, to chyba by mnie szlag trafił ;)


A tak wyglądało przedzieranie się ;)

A tak właśnie wygląda morze kosodrzewinowe ;)



Kosówka jednak w końcu się skończyła, a my mogliśmy się w końcu wyprostować ;) Pojawiły się piękne widoki w stronę Doliny Złomisk.


Osterwa i Tępa
Zdobywamy dzisiaj pierwszy nazwany punkt - bardziej garb niż szczyt, zwany Złudną Basztą. Z dołu sprawia wrażenie oddzielnego szczytu, a w rzeczywistości jest to nieznaczne wzniesienie w grani Skrajnej Baszty.


Zaglądamy już do Żabiej Doliny
Od Skrajnej Baszty dzieli nas teraz spacer przyjemnym terenem.



Z oryginalnymi widokami m.in. na Popradzką Grań.


Skrajna Baszta okazuje się być jednak średnio gościnna... Wita nas lodowatym wiatem. Brr. A Wojtek się śmiał, że biorę kurtkę... ;)


Sam oczywiście nie wziął i pozostaje mu chowanie się przed podmuchami ;)

Mała Baszta

Dalsza część naszej grani póki co też jest chodecka. A więc w drogę ;)


Możemy się przy okazji dobrze przyjrzeć Grani Soliska. Ciekawie się prezentuje.


No i Wojtek w końcu odnajduje swój ulubiony widok w Tatrach... ;))


Ja jednak wolę np. takie widoki na Rysy :)


Bez trudności wchodzimy na Małą Basztę. Dalej już będzie nieco trudniej.


Pośrednia Baszta nie wygląda już tak przyjaźnie ;)

Wielki Staw Hińczowy i Mięguszowieckie

A z drugiej strony Furkot i Hruby
Większość trudności obchodzimy. Miejscami jest trochę lufiasto.




Zejście z Małej Baszty jest zdecydowanie trudniejsze, niż się wydawało.


Smok :)

Z racji, że wybraliśmy się na Grań Baszt, żeby m.in. potrenować chodzenie na lotnej asekuracji, wyciągamy sprzęt. We trójkę może to nie być takie łatwe i przyjemne jak we 2 ;) Dostaje mi się ostatnie miejsce. Ruszamy więc w kierunku Pośredniej Baszty.


A oto kierownik wycieczki ;)


Teren nie jest jakiś szczególnie trudny, toteż lina miejscami przeszkadza.


Ale do najłatwiejszych też nie należy ;)


Tą poszarpaną grańkę sobie odpuściliśmy :)


Parę momentów wymagających troszkę większej uwagi i jesteśmy na Pośredniej Baszcie,



Przed nami piętrzy się już dzisiejsza wisienka na torcie - Szatan.



To już dzisiaj za nami.


Żegnamy się z Pośrednią Basztą i ruszamy na przełęcz. Zejście tak jak i z Małej Baszty, jest miejscami kłopotliwe. Jak dla mnie trochę za dużo metrów pod nogami, żeby czuć się komfortowo ;) Ale jesteśmy prawie na wysokości 2400 m, więc czegóż innego można się spodziewać. Chowam aparat do kieszeni, żeby dodatkowo mi nie przeszkadzał i nie stresował.


Wchodzimy na ostatnie kopki przed Szatanem. Troszkę krucho, troszkę skałek... I jesteśmy na przełęczy.


Stąd już żlebem bez większych trudności na szczyt. Coś nam tutaj jednak nie pasuje... Dlaczego tu tak... gwarno?


Czy my aby na pewno jesteśmy poza szlakiem? :) Słowacy zadowoleni rozsiedli się na szczycie. I to najzwyklejsi turyści. Tacy, jakich można spotkać na Szpiglasowym, albo na Kozim... No cóż. Nie od dzisiaj wiadomo, że Słowacy trochę inaczej i bardziej świadomie od nas chodzą po górach. Zamieniamy z towarzystwem parę słów i wybieramy na popas drugi wierzchołek. Tam tłumów nie ma ;)


Troszkę ciszy ;)


I spojrzenie w tył na odcinek Grani Baszt, z którym się dzisiaj zmierzyliśmy.

Widok z Szatana na Dolinę Młynicką
I na drugą stronę, Dolina Hińczowa
I dostojna Wysoka.



Bartek korzysta z uroków letniego dnia...


A Wojtek oczywiście zwiedza okolicę.


I odkrywa, że wierzchołek, na którym się wylegujemy, jest przewieszony :)


Dalej Granią Baszt już dzisiaj nie idziemy. Kolejną część zostawiamy sobie na przyszłość :)


Jeszcze tylko wpis do książki, zdjęcie pamiątkowe i zwijamy się w dół. Czeka nas dzisiaj jeszcze biwak w naszej ulubionej miejscówce - Podbańskiej ;)



Schodzimy początkowo żlebem. Jest sypki, ale bez trudności. Kask lepiej jednak na głowie mieć...


Schodzimy do Doliny Młynickiej, która późnym popołudniem jest już praktycznie pusta. Wszyscy, którzy chcieli przejść przez Bystrą Ławkę są już z pewnością w Młynickiej... Albo piją piwko w Szczyrbskim :)



O tam, na górze byliśmy!



I tak kończy się dla nas ten tatrzański dzień.

Jeśli chodzi o moje wrażenia z Grani Baszt, to muszę przyznać, że spodziewałam się jednak nieco ciekawszego przejścia. Dużo było obchodzenia - gdyby nie lina, pewnie ogólnie mało byśmy pooglądali grani... Ale mimo wszystko, dla pięknych widoków warto było się tam wybrać :)