czwartek, 7 stycznia 2016

Spotkanie z szorstkim granitem na Pośrednim Wierszyku

TRASA I DZIEŃ:
Podbańska -> Wyżnia Cicha Polana -> Podbańska

TRASA II DZIEŃ:
Podbańska -> Dolina Koprowa -> Dolina Ciemnosmreczyńska -> Przybylińska Przełęcz Niżnia -> Przybylińska Czuba -> Niżni Pośredni Wierszyk -> Palec -> Przybylińska Przełęcz Wyżnia -> Wyżni Pośredni Wierszyk -> Mały Koprowy Wierch -> Koprowy Wierch -> Koprowe Czuby ->  Koprowa Przełęcz Niżnia -> Dolina Hlińska -> Dolina Koprowa -> Podbańska

W Tatry zawitało na dobre lato. Dni gorące, noce ciepłe. Tak się nawet złożyło, że na weekend nie prognozowali żadnych burz, a więc - trzeba to wykorzystać ;)

Z racji długiego lipcowego dnia postanowiliśmy odwiedzić rejon, który nie jest zbyt popularny turystycznie.

Z ostatniej naszej wizyty w Dolinie Koprowej w pamięci zostało nam tylko, że dreptania jest tam w cholerę. Dlatego w ostatniej chwili zapakowaliśmy do samochodu rower... Jeden ;) Niestety więcej nie mieliśmy do dyspozycji.

Do Podbańskiej przyjechaliśmy w sobotę wieczorem. A z racji, że do zachodu słońca jeszcze trochę czasu mieliśmy, postanowiliśmy przetestować, czy uda nam się w ogóle we dwójkę skorzystać z roweru. I przy okazji zwiedzić kawałek Doliny Cichej.

Pod górkę było trochę ciężko. Wojtek pedałował, a ja, na sępa, na ramie:) Fajnie za to rozpędzało się z górki. Udało nam się dojechać na Wyżnią Cichą Polanę. To jest dopiero tatrzańskie odludzie - nie ma się co dziwić, że miśki lubią ten rejon, jest ich w Cichej Dolinie w całych Tatrach najwięcej.

Dolina Cicha rower

Niżnia Cicha Polana

Wróciliśmy do Podbańskiej w sumie nie do końca przekonani, czy rower sprawdzi się też z ciężkimi plecakami. Razem z innymi turystami (parking w Podbańskiej to popularne miejsce noclegowe;)) umościliśmy sobie posłanie (ja w aucie, Wojtek na trawniku) i poszliśmy spać.

Rano jak zwykle wstawać się nie chciało. Przeciągałam czas wyjścia na szlak mamrocząc coś o niedźwiedziach... Jak zrobiło się względnie jasno, to wyruszyliśmy w drogę, coś koło 5:00. Z rowerem ;)

Z plecakami było jeszcze ciężej. W sumie to nie mi to oceniać - "szoferem" był Wojtuś :) Czasami jechaliśmy na przemian, przy okazji serwując drugiej osobie trening biegowy, wykorzystywaliśmy wszystkie zjazdy. Gdzieś w okolicach połączenia ze szlakiem z Trzech Studniczek spotkaliśmy pierwszego człowieka na trasie. Ucieszyliśmy się na jego widok - on na nasz pewnie też ;)

Z rowerem poruszaliśmy się sporo szybciej. Niechętnie rozstaliśmy się z nim na końcu ścieżki rowerowej. Ukryliśmy go w krzakach i dalej korzystaliśmy już tylko z własnych nóg :)

Nasz towarzysz skręcił w Dolinę Hlińską. I znowu zostaliśmy sami.

Dolina Koprowa

Mur Hrubego

Idąc dalej w kierunku Doliny Ciemnosmreczyńskiej na ścieżce jak na złość natrafialiśmy na niedźwiedzie "pozostałości". Może i jestem przewrażliwiona, ale czułam miśka w powietrzu.

Ku Ciemnosmreczyńskim Stawom dotarliśmy w miarę sprawnie. Poranek w tamtym miejscu wyglądał pięknie. Chyba nie muszę dodawać, że wokół żadnej żywej duszy.

Nizne Temnosmrecinske pleso

Pośredni Wierszyk

Czekała nas dzisiaj porządna trasa, więc od razu ruszyliśmy w stronę Przybylińskiej Przełęczy Niżniej. Trochę kosówki, kamorów - niezbyt wyraźna ścieżka urwała się na jakimś piarżysku. Droga jednak miała nie być zawikłana - trawiastym żlebem do góry... I to paskudnie stromym żlebem! Lepiej się na stromych trawach nie przewracać.

Takie podchodzenie na przełęcz nieco nas zmęczyło. Ale za to szybko zyskaliśmy wysokość i szersze widoki na okolicę.

Kotelnica

Niżni Ciemnosmreczyński Staw

A Niżni Ciemnosmreczyński Staw ponad 200 metrów niżej.

Dolina Ciemnosmreczyńska

Potężna Cubryna i jeden z piękniejszych widoków na nią.

Widok z Przybylińskiej Czuby

No i nasza grań. Z tej perspektywy wydaje się strasznie długa. Spojrzenie w tę stronę wiąże się tylko z myślami jak stąd daleko do mety.


Prawdziwe ciemne smreczyny.

Przybylińska Czuba

A skoro już jesteśmy na przełęczy, to odwiedzamy odległą o kilkanaście metrów Przybylińską Czubę.

Niżni Pośredni Wierszyk

Na początek czekał nas raczej trawiasty i łagodniejszy odcinek Pośredniego Wierszyka - Niżni Pośredni Wierszyk. Ścieżki żadnej, śladów ludzkiej bytności też - całe szczęście, że są jeszcze takie "niepopularne" miejsca w Tatrach.

Niżni Pośredni Wierszyk

Przybylińska Czuba

Dość szybko zaczynają się jednak pojawiać skałki.

Pośredni Wierszyk

I grań Pośredniego Wierszyka nabiera typowego wysokotatrzańskiego charakteru.

Dolina Hlińska

Z prawej strony cały czas towarzyszy nam Mur Hrubego.

Niżni Pośredni Wierszyk

Miejscami jest ciekawie - czas założyć kask :) Znajdujemy też ładne piórko. Ogólnie już na Niżnim  Pośrednim Wierszyku zaczynamy być zachwyceni tą granią. Takich miejsc w Tatrach właśnie szukamy.

Dolina Hlińska

Po stronie Doliny Hlińskiej stoki Pośredniego Wierszyka są o wiele łagodniejsze niż po północnej stronie. Tam właściwie mamy już ściany i zionące grozą przepaście.

Przybylińska Przełęcz Wyżnia

Hm, jak widać amatorzy na nocleg w takim miejscu też się znaleźli. Przybylińska Przełęcz Wyżnia.

Wyżni Pośredni Wierszyk

Drugi etap grani - Wyżni Pośredni Wierszyk. Długością podobny do Niżniego, ale bardziej skalisty i częściej trzeba poszukiwać obejścia.

Pośredni Wierszyk

Dolina Ciemnosmreczyńska -z tej strony jeszcze przez nas nie oglądana.


Zostawiamy w tyle Niżni Pośredni Wierszyk.

Wyżni Pośredni Wierszyk

Zdobywamy kolejne metry, słońce zaczyna już porządnie przygrzewać, a do końca grani nadal wydaje się być daleko Szczerze - to nawet końca nie widzimy.

Wyżni Pośredni Wierszyk

Czasem granią, czasem po Hlińskiej, a czasem po Ciemnosmreczyńskiej stronie. Trzeba czasem przejścia poszukać, bo śladów ścieżek raczej na marne szukać.

Zadni Mnich

A tymczasem w polskich Tatrach na pewno tłoczno. Zadni Mnich - z tej strony też wygląda zupełnie inaczej niż dotychczas nam znany Zadni Mnich.

Dochodzimy do najtrudniejszego miejsca w grani - w okolice Palca. Palec to turniczka, która jest w grani... Sama jak palec ;) Wyrasta z przełączki o podobnej nazwie (Przełączka pod Palcem) i przewyższa ją tylko o 10 metrów, ale jest za to trudno dostępna.
Właśnie z jego powodu Wojtuś targał tutaj linę.
Na początku z jej pomocą dostajemy się z góry na przełęcz, bo jakoś kruszy się wszystko pod nogami i są po obu stronach stromizny.

Pośredni Wierszyk

Wojtek nie mógłby sobie pozwolić, żeby być po Palcem i na niego nie wejść. Mi nie pozostaje nic innego jak go przyasekurować. Sama nie mam oczywiście ochoty na zdobywanie Palca - wrażeń z Pośredniego Wierszyka mam i tak pod dostatkiem :) Wojtek marudzi coś na ruszające się kamienie, ale udaje mu się wejść na szczyt.

Pośredni Wierszyk

Pozostała na nim tylko pętelka. Zdjęć niestety brak - z przewieszonym przez ramię aparatem nie chcieliśmy próbować.
Wojtek wraca na dół tą samą drogą i możemy kontynuować wycieczkę granią. Dalej w górę wydaje się, że jest trudno - tutaj zaczyna się grań Małego Koprowego Wierchu. Na początek dość stromy uskok. Schodzimy więc paskudnie kruchym żlebem spod Palca i szukamy obejścia. W rezultacie trochę za bardzo oddalamy się od grani - na prawdę nie warto. Szybko naprawiamy błąd i wracamy na górę.

Pośredni Wierszyk

I spojrzenie w tył, na Palec wystający kawałkiem zza ścianki.

Szpiglasowy Wierch i Miedziane
Szpiglasowy Wierch i Miedziane

Grań robi się coraz bardziej przepaścista. Ale za to jest bardzo atrakcyjna i w większości nietrudna - po prostu przyjemna wędrówka. Granit jest niesamowicie szorstki. A ja naiwna znowu wzięłam krótkie spodenki...


Spory kawałek zostawiliśmy za plecami, ale nadal nie widzimy końca. Choć już na pewno "bliżej niż dalej".


Jest w pełni skaliście i ładnie.


Stoki do Doliny Hlińskiej zaczynają być łagodne i pozbawione trudności. To tak w razie jakby komuś znudził się Pośredni Wierszyk, albo pogoda się psuła ;) Nam pogoda dopisuje i spacer się bardzo podoba, idziemy dalej.

Ostatnia część grani jest też miejscami dość eksponowana. A skoro mamy sznurek w plecaku, to postanawiamy wykorzystać naszą grań i poćwiczyć trochę lotną asekurację.


Muszę przyznać, że przypada mi do gustu - dodaje odwagi w miejscach, gdzie metrów pod nogami jest dużo.



I nareszcie zza skał wynurza się Koprowy Wierch! I to nawet zaskakująco blisko :)

Cubryna i Mięguszowieckie Szczyty
Pośredni Wierszyk

Im bliżej Koprowego jesteśmy, tym bardziej mi szkoda, że to już koniec grani. Piękna to była wędrówka!


Końcówka, czyli wierzchołki Koprowego Wierchu jest już zupełnie łatwa.


W dole Piarżyste Czuby. Przyciągały wzrok już od pewnego czasu, strasznie się nam spodobały.


I jesteśmy na Koprowym. W końcu ma nam kto zrobić zdjęcie :)

A więc, czas na widoki...

Z Koprowego Wierchu
Mięguszowieckie Szczyty

Szczyrbski Szczyt, Grań Soliska, Hruby Wierch


I zapiski wrażeń z Pośredniego Wierszyka.


Właściwie to kawał grani przebyliśmy :)

Na Pośredni Wierszyk straciliśmy więcej czasu niż piszą przewodniki. Ale z racji, że dzień jest długi, postanawiamy w drodze na dół odwiedzić jeszcze Koprowe Czuby - króciutki i łatwy odcinek grani.


Koprowa Kopa - szczyt może mały, ale absolutnie nie do ominięcia.

Vyšné Kôprovské sedlo

Wyżnia Koprowa Przełęcz.

Wielki Hińczowy Staw

Grań Baszt

A oto i nasze Koprowe Czuby pod Granią Baszt.

Dolina Hlińska

Z drugiej strony Koprowy Wierch, który niezbyt dostojnie prezentuje się z tej strony. Cieszymy się, że wyszliśmy na niego z nieco innej strony.



Koprowmi Czubami idzie się całkiem przyjemnie. Tutaj już jest ścieżka, bliskość szlaków dała o sobie znać.


W dole Dolina Hlińska, nasz dzisiejszy wariant na powrót.


Przejście czubami zajmuje nam kilkanaście minut. Opuszczamy naszą krótką grań na Niżniej Koprowej Przełęczy. W różnych opcjach był jeszcze pomysł przejścia kawałek dalej... Ale nie tym razem - kończy się dzień i zapał też mniejszy:-)


W Dolinie Hlińskiej jesteśmy pierwszy raz. Włodek Cywiński pisał, że podczas wędrówki nią "można dostać szyjoskrętu" - oczywiście za sprawą Muru Hrubego. My jednak spoglądamy też w stronę Pośredniego Wierszyka - z dołu wygląda o wiele łagodniej i ciężko nawet rozpoznać konkretne miejsca grani.

Kôprovský chrbát

A przy spojrzeniu wstecz - Koprowe Czuby.

Mur Hrubego

Ale faktycznie, Mur Hrubego robi wrażenie. Wydaje się być naprawdę ogromny. Tutaj Hruby Wierch, kawałek Muru i Wielki Ogród.

Wielki Ogród


Po paru godzinach wędrówki w pełnym słońcu wyczekujemy jednak lasu i odrobiny cienia.


Ostatni odcinek lasem jakoś się ciągnie. Potem tylko trochę zejść, wygrzebać rower z krzaków i w dół. Byliśmy na tyle zmęczeni, że jakoś nie w smak nam było prowadzenie roweru. Usiedliśmy na nim we dwójkę i za kilkoma przekręceniami pedałów zjechaliśmy do Podbańskiej. Oczywiście z prędkością kontrolowaną - w około 20 minut:)

W Podbańskiej meldujemy się paskudnie zmęczeni, chyba głównie słońcem. Ale to jest ten rodzaj przyjemnego zmęczenia - oprócz tego w głowie pozostaje wiele pięknych widoków i trochę wrażeń. Do tego mała popularność, przez co osobiście Pośredni Wierszyk uznajemy za jedną z  naszych najpiękniejszych tatrzańskich wycieczek :-)