poniedziałek, 16 grudnia 2013

Pierwszy śnieg... tego lata.

TRASA:
Kiry -> Dolina Kościeliska -> Schronisko Ornak -> Smreczyński Staw -> Dolina Kościeliska -> Przysłop Miętusi -> Wielka Polana Małołącka -> Gronik -> Droga pod Reglami -> Kiry

Połowa września. Znowu jestem na dworcu w Zakopanem. Z wyładowanym plecakiem wciskam się do busa do Kir. Lekko pada deszcz, jakoś tu pusto... W porównaniu z tym, jak było tu jeszcze tydzień temu, jest bardzo spokojnie.

Jakiś czas później znowu schodzę tą samą drogą. Tym razem nie otacza mnie zapach łopianu - ktoś zdązył go skosić, a poza tym - mamy jesień.

Melduję się u Pani Storczykowej, która chyba już mnie rozpoznaje. Wystarczy więc tylko dzień dobry, ja do czwórki. Tak jest, tym razem trafił mi sie najzimniejszy z wszystkich Storczyków. I jednocześnie - najbardziej odległy od prysznica :P

Już wtedy wiem, że raczej mogę zapomnieć o pięknej, słonecznej i ciepłej tatrzańskiej jesieni. Najwidoczniej limit szczęścia już tego lata wyczerpałam ;) Na dzień dobry urządzamy sobie z Angeliką wycieczkę na rozruszanie - szedł właściwie ktoś kiedyś z Kir na Gubałówkę? Ja już tak ;)

Czerwony Grzbiet

Oglądamy takie widoczki. Któż to wtedy wiedział, że dwa dni później Czerwone Wierchy przeistoczą się w białe... Można w sumie się tego spodziewać. Następny dzień spędzamy... w Zakopanem. Parasole się przydają :)

Trzeciego dnia budzi mnie sms. Pora może i nie jest wczesna... Ale ten oto sms zmusza mnie do wstania i oznajmienia wszystkim domkom, że mamy dzisiaj szkolenie w terenie ;)
Teren jakże zacny - Kościeliska! Czy wszyscy czują ten element niespodzianki? :)

Śmiechy śmiechami. Niespodzianka w rzeczy samej naprawdę jest - noc spłatała nam psikusa i trochę Tatry jawią nam się w pierwszym śniegu (nie licząc tych pseudo-opadów sprzed paru dni). Już z Bramy Kantaka roztacza się jedno wielkie 'woow' :)

Wyżnia Kira Miętusia


Swoją drogą, Wyżnia Kira Miętusia jest miejscem, w którym w Tatrach naprawdę czuć przestrzeń. A ja nawet chyba wiem dlaczego - jest tam po prostu płasko :)


Kończysta Turnia

Kończysta Turnia i całkiem ciekawe mgielno-świetlne zjawisko.


Wraz z całą gromadą przemieszczamy się przez dymiącą Kościeliską wysłuchując szkolenia. Dowiaduję się wielu ciekawych przyrodniczych faktów, które jednak od tamtego czasu zdążyłam zapomnieć :/ Domyślam się, że nie pamiętałam ich już godzinę później :P

Polana Pisana. Czas na drugie śniadanie.

Polana Pisana, Gubalec i Wielka Turnia

Polana Pisana, Gubalec i Wielka Turnia.

Upłazkowa Turnia

Upłazkowa Turnia.

Szkolenie kończy się w Wąwozie Kraków, gdzie okazuje się, że jednak dzisiaj mamy posprzątać :) Oczywiście nie dane nam dzisiaj żadne ambitne trasy. Można się pocieszać, że wznieśliśmy się na zaszczytne 1000 m :P W takim Beskidzie Śląskim np. to już coś.

Za pierwszy cel obieramy Smreczyński Staw. Cel - brzmi dostojnie. Po drodze zahaczamy oczywiście o Ornak. Obywa się bez szarlotki. Ćwiczymy silną wolę :>



Światło jest dzisiaj wyjątkowe :)

Mała Polanka Ornaczańska

Mała Polanka Ornaczańska. Bystra z Błyszczem chcą się dzisiaj upodobnić do 8-tysięczników. Czy im to wychodzi? :)

Robimy jeszcze parę kroków do Wielkiej Polany Ornaczańskiej. Pstryk i z powrotem - tym razem przez bagniska nad staw.

Wielka Polana Ornaczańska

Wielka Polana Ornaczańska.



Po drodze dochodzą do nas odgłosy rykowiska - ach, to już przecież wrzesień! :) W sumie to do tej pory mam raczej średnie wspomnienia związane z ryczącymi jeleniami. Jakoś takoś trochę mnie przerażają te odgłosy, które wydają :) Ale póki trzymają się na bezpieczną odległość - jest okej ;)

Widok znad Smreczyńskiego Stawu przechodzi nasze oczekiwania. Staw też paruje :)

Smreczyński Staw


Smreczyński Staw


Smreczyński Staw


Błyszcz i Bystra

Błyszcz i Bystra ponownie.

Ludzie lepią bałwanki i robią im zdjęcia. Co jak co - mamy kalendarzowe lato ;) Kalendarz nie kłamie.

Wracamy jednak do obowiązków. Przysłop się sam nie wysprząta. Po drodze mijamy już rzesze turystów, którzy zorientowali się, że pojawiło się okno pogodowe. Okno dosłownie - już następnego dnia pogoda znowu spieprzy się na amen. Ale cieszmy się póki co tym, że widzimy otaczający nas świat :)

Okręt

Turnia o trafionej moim zdanie nazwie Okręt. Coś, czego się nauczyłam na szkoleniu, o! ;) Przyznam, że pomimo, że w Kościeliskiej byłam X razy, nadal mam średnie pojęcie o ogromie turnic w jej otoczeniu. Chyba czas to zmienić ;)

Polana Stare Kościeliska

Wypas owiec na polanie Stare Kościeliska ze znanym widokiem. Alpejsko? :)

Na Przysłopie pod nogami mamy już więcej trawy niż śniegu... I klasyk-widoczek na Czerwone Wierchy :)

Przysłop MIętusi


Giewont z Przysłopu Miętusiego


Przysłop Miętusi i Czerwone Wierchy


Krzesanica, Ciemniak i Dolina Mułowa

Krzesanica i Ciemniak, pod nimi Dolina Mułowa.


Kominiarski Wierch i Stoły

I jeszcze widoczek na Polanę na Stołach i Kominiarski.

Jeżeli kogoś interesowałoby, co dokładnie widać z Przysłopu Miętusiego, odsyłam TUTAJ.

Schodzimy niebieskim łącznikiem do Doliny Małej Łąki - bo kazano :) Naciągam Andżelikę do tego, żeby załapać się dzisiaj na widoczek z Wielkiej Polany Małołąckiej. Zapewniam, że nie pożałuje ;)

Wielka Polana Małołącka

I co? Chyba jednak było warto :) Co ciekawe, nie wiedziałam, że z miejsca, gdzie niebieski szlak wpada do Doliny Małej Łąki do Polany jest aż 120 metrów podejścia. Aż - bo w końcu to taka niewinna dolinka ;) Uchodzi przecież za najmniejszą walną dolinę w Tatrach Polskich.

Wracamy Drogą pod Reglami snując plany na kolejne dni... Co z tego wyjdzie - zobaczymy ;)