poniedziałek, 7 maja 2012

Mniej znane Tatry

TRASA I DZIEŃ:
Kuźnice -> Skupniów Upłaz -> Karczmisko -> Hala Gąsienicowa -> Murowaniec -> Czarny Staw Gąsienicowy -> Żółta Turnia -> Dubrawiska -> Murowaniec


Długi weekend. Wyczekiwany od dawna. Do samego końca nie sprawdzałam prognóz pogody, chociaż wszyscy dookoła z uśmiechem zapewniali mnie, że będzie ładnie. Batoh i zimowe żelastwo czekało od marca na ponowne użycie. I doczekało się - i to jeszcze jak! :)

Ten weekend był tak długi i do tego tak obfity w różnego rodzaju przeżycia, że postanowiłam rozbić go na części i każdy tatrzański dzień opisać osobno.

Pierwsza część więc niech nazywa się "Tatry mniej znane". Dlaczego? O tym za chwilkę :)

Początek jak zwykle w Katowicach. Środek nocy, a my przemierzamy centrum z czekanami. Wysokie kwietniowe temperatury sprawiają, że rozmownych przechodniów o godzinie 3.00 jakby więcej, ale w końcu udaje nam się wsiąść spokojnie do autobusu.

Drogę znam już dobrze. Pierwszy raz próbuję podnieść głowę zaraz za Krakowem, żeby zobaczyć wschód nad Tatrami - niestety, przegapiam owe piękne miejsce. Oczy za to jakoś nie chcą się na nowo zamknąć. Stwierdzam wyższość okolic na południe od Krakowa nad moimi "ojczystymi" okolicami. Nie wiem czego to kwestia, ale tutaj po prostu jest jakoś... ładniej. Zapamiętam na przyszłość :)


Pierwsze spojrzenie na Tatry na horyzoncie jak zwykle powoduje szeroki uśmiech na twarzy. Są, do tego w pełnym słońcu. Śniegu jeszcze całkiem sporo. Nie wiem jeszcze wtedy, że podczas wyjazdu będzie mi towarzyszyć znacznie inny widok.


Na dworcu zaczyna roić się od kebsów... No cóż. Długi weekend majowy. Spotykamy się z Czarkiem i w pełnej gotowości wysiadamy w Kuźnicach, gdzie wyjątkowo... wieje. Ale jakoś zbytnio się tym nie przejmujemy.


Przed nami szlak przez Skupniów Upłaz, którym idę w tym roku już.. piąty raz. Jedynym pocieszeniem jest, że w końcu widzimy go bez śniegu. Stęskniłam się za suchymi kamorami na szkalu :)


Szlak na Boczań

Skupniów Upłaz

Po wyjściu z lasu okazuje się, że z wiatrem dzisiaj nie ma żartów. Co silniejszymi podmuchami chce nas strącić do Doliny Olczyskiej... Ale my się nie dajemy :)

Po drodze Czarek przedstawia nam napotkanego pewnego bardzo miłego "turystę", który z wrażenia aż chce sobie z nami zrobić zdjęcie... :) Ostrzega też, że na Diabełku wiatr podobno jeszcze bardziej daje w kość. Tylko gdzie też jest ten Diabełek...



Na odpowiedź długo nie trzeba czekać. Chwilę później dość wyraźnie czujemy jego diabelskość ;)




Ach ten tatrzański fryzjer.... ;)

Na przełęczy się uspokaja. Dyskutujemy głośno nad dzisiejszymi planami. Pada na Zadni Granat.

Królowa Rówień

Królowa Rówień


Hala Gąsienicowa i Betlejemka

W Murowańcu zostawiamy batohy. Jak dobrze!
Chętnie zostalibyśmy na dłużej, poduszki mają wyjątkowo wygodne.... ;)





Ale nie ma co się obijać. W drogę!
Gwiździ, piździ, duje, nie przestaje! Nad Czarnym Stawem moi Towarzysze głośno myślą nad zmianą planów...
A tak mi się podobał pomysł z Granatem! No cóż.. Będziemy dzisiaj trochę niegrzeczni. Idziemy na Żółtą Turnię, która kusi od dawna.
Czarny Staw Gąsienicowy częściowo się już roztapia, przybierając śliczną, niebieską barwę :)


Kościelec nad Czarnym Stawem

Czarny Staw Gąsienicowy wiosną

Czarny Staw Gąsienicowy wiosną

Mały Kościelec

Honoratka (Żydowski żleb)

Honoratka.



Czarek na lodzie. Jak widać niestabilność tego podłoża jest dość pozorna... :)

Odbijamy początkowo na szlak na Skrajny Granat...

A potem jeszcze trochę bardziej w lewo ;)

Skrajny Granat

Pozaszlakowe widoki są jakoś zawsze ładniejsze od tych szlakowych... ;)



Podchodzimy początkowo śniegiem, potem zdradzamy go na rzecz kamorów i trawek... I żałujemy ;)

Czarny Staw Gąsienicowy

Czarny Staw Gąsienicowy z góry tak jakby... nieco biały ;)



Wiatr wieje, słońce przygrzewa... Mamy wiosenny upał :)

Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zamarła Turnia, Mały Kozi Wierch

Widoki na przeurocze otoczenie Gąsienicowej.



Ale humory dopisują :)

Trochę stromizny, raz dwa trzy i jesteśmy na grani!

Skrajny Granat

A tu niespodzianka. Ktoś przetarł nam szlak. I był to nikt inny jak... niedźwiedź :)
W tym momencie tylko czekam, aż wynurzy się zza horyzontu i wyjdzie nam na spotkanie... Będę czuła jego oddech na plecach do samych Dubrawisk. A możę i nawet dalej!

Granią na Żółtą Turnię

Czarek wychodzi z lornetką posprawdzać, czy okolica aby na pewno jest czysta... ;)

Granią na Żółtą Turnię

... i dostrzega naszego futrzanego przyjaciela podążającego w dół, w okolicach szlaku na Skrajny Granat. Zawsze to jakieś pocieszenie - Ci w okolicach Czarnego Stawu mają gorzej :D

Krzyżne, Kopa nad Krzyżnem, Ptak, Mała Buczynowa Turnia, Wielka Buczynowa Turnia

Wojciech próbuje odciągnąć moją uwagę od misia i zająć ją widokami, które z resztą są... zacne ;) Tutaj na Buczynowe Turnie.

Żółta Turnia

I czas na atak szczytowy. Gwiździ jak cholera! Ale mamy to. 2087m. Żółta Turnia :)



... co nie najlepiej wpływa na psychiczną formę turystów :)

Krywań nad Zmarzłą Przełęczą

A teraz uwaga : coś wyjątkowego dla Żółtej Turni, czym wcześniej próbował przekupić mnie Wojciech. A mianowicie nic innego, jak Krywań zza Zmarzłej Przełęczy. Prawda, że wygląda stamtąd uroczo? :)

Żółta Turnia

I podąża nasz trzeci zdobywca :)



... i niezastąpiony fotograf :)


Żółta Turnia

Jak widać pomimo niedźwiedzi i okropnego wiatru mamy dobre nastroje :)



Może oprócz tego Pana, którego najwyraźniej coś trapi :( Czyżby zejście?

Powiedziało się a, trzeba powiedzieć b. Wracać tą samą drogą nie chcemy - przecieranie śladów po niedźwiedziu może być w miarę komfortowe tylko w jedną stronę. Chociaż Czarek ciągle straszy drugim osobnikiem....

Żółta Turnia

Przepaście? Ależ skąd. Czekają na nas nieco inne atrakcje...

Piarżysko na Żółtej Turni

A mianowicie to. Kupa kamieni-wykręć nogę. Za późno wybraliśmy się na Żółtą. Zapewne jeszcze niedawno dość porządnie przykrywał je śnieg!

Piarżysko na Żółtej Turni

Schodzimy, schodzimy i schodzimy... Boję się obracać, ciągle w obawie, że na horyzoncie zobaczę dość szybko przemieszczającą się brunatną masę.

Skrajna Turnia

Schodzenie urozmaicam sobie podziwianiem widoków na Tatry Zachodnie... Cud, że nie skręcam kostki :)



Widok śniegu staje się wręcz miły dla oka :)

A teraz pora na kolejne Żółtoturniowe atrakcje. Skoro poleźliśmy już w rezerwaty, to trzeba by było z nich jak najwięcej zapamiętać. Moim zdaniem chyba najładniejsza część tego dnia, a mianowicie Pańszczycki Żleb.

Pańszczycki Żleb (Żółty Żleb)

Pańszczycki Żleb (Żółty Żleb)

Śmiem twierdzić, że zdjęcia nie oddają uroku tego miejsca. We trójkę zgodnie przyznajemy : wow, tu jest pięknie! :) A ja pragnę iść tutaj w lecie. Bardzo!

Pańszczycki Żleb (Żółty Żleb)


Dochodzimy w końcu to żółtego szlaku. Czuję pozorne bezpieczeństwo. Chociaż tutaj też mogą czaić się miśki :)


Pańszczycka Skałka

Pańszczycka Skałka. Ładna :)




I coś, co Horolezce lubią bardzo, a mianowicie odpoczynek w ładnym miejscu :) Robimy sobie całkiem wygodne siedzisko na kamieniach i spędzamy miło czas na rozmowach o wszystkim i o niczym. Godne podsumowanie pierwszego tatrzańskiego dnia :)

Sucha Przełęcz

Kasprowy i spółka.

Kościelce i Świnica

Gąsienicowe "giganty" : Kościelce i Świnica.



A tam nasz cel : dymiący Murowaniec :)

Jeszcze krótkie spojrzenie w tył na zdobyty szczyt.

Żółta Turnia

O, tam byliśmy! Rzeczywiście, trochę nawet Żółta ta Turnia :)

W Murowańcu poznajemy nasze dwie przesympatyczne współlokatorki. Co prawda na siedzenie do późnej nocy nie mamy siły i dość szybko kończymy ten dzień, snując już plany na kolejny... :)

Myślę, że ten dzień można zaliczyć do niezwykle udanych ze względu na rzeczywisty kontakt z Tatrami, który docenimy tak naprawdę dwa dni później, bardzo za nim tęskniąc. Żółta Turnia sama w sobie nie przyniosła ani zbytniego zachwytu, ani rozczarowania. W każdym bądź razie - cieszę się, że tam byłam :)
Polecić za to mimo wszystko z wiadomych przyczyn nie mogę :)

... a ciąg dalszy nastąpi już wkrótce :)