czwartek, 29 marca 2012

Tatrzańska opalenizna

TRASA I DZIEŃ:
Kuźnice -> Dolina Jaworzynka -> Karczmisko -> Hala Gąsienicowa -> Zielona Dolina Gąsienicowa -> Liliowe -> Skrajna Turnia -> Pośrednia Turnia -> Świnica -> Liliowe -> Murowaniec -> Kuźnice


Zbliża się koniec marca. Spoglądam do mojego kalendarza, na ostatnie strony. Czytam postanowienia noworoczne… Właściwie to nie muszę ich czytać. Tęsknota sama pcha mnie na południe. Pojechać w Tatry!

Właściwie to ten wyjazd planowany jest od dawna. Po gigantycznej ilości zmian podczas organizacji siedzę na zajęciach jak na szpilkach. Szykuje nam się piękna pogoda! Dwójka lawinowa nie straszy. Plany są bardzo ciekawe. Namawiam więc mojego najlepszego Kamarada, który dość długo się waha. Na szczęście z wahania nie pozostaje praktycznie nic ;)


Ruszamy z Katowic ciemną nocą. Zarówno my, jak i Kuba mamy za sobą częściowo nieprzespaną noc.

Kiedy docieramy do Zakopanego, słońce oświetla już obielone szczyty. Po raz kolejny to uczucie, uśmiech na twarzy. Jak dobrze być znowu tutaj!

Po zebraniu się prawie całej ekipy w Kuźnicach, startujemy w Dolinie Jaworzynki. Po jakichś 20 minutach dołącza do nas Wojciech, który wyruszył nieco wcześniej.



Szałasy na Polanie Jaworzynka

Podejście na Przełęcz między Kopami jak zawsze dostarcza sporo zło... tzn. radości :) A najbardziej widok ławek na samej przełęczy.



Jednakże my, zamiast siadać z Wojciechem rzucamy na siebie krótkie spojrzenia.
-Idziemy?
-A idziemy!

Podczas tego krótkiego podejścia na chwilkę zrzucamy ukochane batohy. Nie mija pięć minut, a podziwiamy widoki z Wielkiej Królowej Kopy.

Wielka Królowa Kopa

Traktuję to jako malutką rekompensatę za styczeń, kiedy to próbę namówienia mnie na małe odbicie w lewo skwitowałam tylko wymownym spojrzeniem. Teraz przynajmniej coś było widać :)




I jeszcze część ekipy na przełęczy z Giewciem w tle.


Hala Gąsienicowa i otoczenie.

Czas na piękne widoki. Wynurza się też nasz dzisiejszy cel. Równie piękny jak całe otoczenie, ale mający w sobie coś wyjątkowego - jest najwyższy!


Po niezwykle" bogatej w odpoczynek" nocy krótka posiadówka w Murowańcu dość skutecznie dodaje sił. Nawet zwykła zupka z proszku smakuje jak domowy obiadek.


Ruszamy dalej... W górę.


Mały Kościelec i Kościelec

Kościelce dwa. Nie dziś :)


Żółta Turnia

Żółta Turnia, Wierch pod Fajki i Granaty. Też nie dziś!


Kościelce

Widoki zacne. Słońce przygrzewa.




Mała wymiana fotografujących... I znowu ekipa nie w całości!


Podejście na Liliowe


Podchodzimy na Liliowe. Dookoła aż roi się od narciarzy, w sporej części Ski-tourowców.


Na Liliowym wszyscy bezwzględnie wyciągamy wszelkiej maści kremy z filtrem... Obawiam się jednak, że może być na to trochę za późno.

Wielka Kopa Koprowa
Wielka Kopa Koprowa


Liliowe, Liliowa Kopka i Beskid

I znowu tourowcy. Najwidoczniej trasa tych poruszających się bez dwóch desek kończy się na Beskidzie.




Prawie jak na plaży ;)




I udaje się - jesteśmy chociaż na jednym zdjęciu w komplecie!


Podejście na Skrajną Turnię

Nie ma czasu na obijanie się - czeka nas jeszcze jakieś 350 m podejścia!


Podejście na Skrajną Turnię

Na południowych stokach przygrzewa najbardziej. Z resztą, to widać.


Świnica w zimowej szacie

I oto nasz dzisiejszy cel w całej okazałości - Świnica! Moja pierwsza tatrzańska miłość. Co prawda dawno przebrzmiała, to jednak w tej zimowej szacie podbija moje serce raz jeszcze. Jest piękna.




Iście himalajskie zdjęcie. To se mi libi! :)




Grań Hrubego i Krywań

Z prawej mamy piękne widoki na Krywań i grań Grubego. Tzn. Hrubego :)


Pośrednia Turnia i Świnica

I jeszcze troszkę Świnicy :)


Skrajna Turnia

Skrajna Turnia. Po raz pierwszy mam przyjemność oglądać ją z tej perspektywy.




Wojciech przeżywa rozterki życiowe. A wszystko za sprawą jednego głupiego kamienia z Liliowego!

Świnicka Przełęcz


I Świnicka Przełęcz. Tam nieco się rozdzielamy. Na szczyt idziemy bowiem we czwórkę. I co ważne - zostawiamy ciężkie batohy. Jak lekko się wchodzi!


Pośrednia Turnia

Pochodzimy na Świnicę.
Widoki coraz piękniejsze.




Ani się obejrzymy i jesteśmy na taternickim wierzchołku Świnicy.


Taternicki wierzchołek Świnicy

Świnica jest dla mnie poniekąd zaskoczeniem z racji, że wejście na nią było niezwykle... łatwe.


Dolina Cicha



Czterech zdobywczyków :)


Na taternickim wierzchołku Świnicy

Strasznie podoba mi się, jak ta grań wygląda właśnie w tej perspektywy. Gąsienicowa i Niebieska Turnia opadające na północną stronę urwistymi ścianami robią wrażenie.


Na taternickim wierzchołku Świnicy

Łapię ostatnie widoki ze szczytu... i czas w dół.




Popatrzcie tylko - czyż to nie urocze? Wojciech ze swoim ukochanym granitem, który chyba odwzajemnia jego uczucie "-Jest ciepły!" :)


Dolina Walentkowa i Walentkowy Wierch

Pośrednia Turnia

Prawie na naszych oczach z Pośredniej Turni schodzi mała lawinka.


Po zejściu na Świnicką Przełęcz ciężko zastanawiamy się nad drogą powrotną. Problem sam rozwiązuje nam pewien narciarz, który zapragnął zjechać w dół ze Świnickiej Przełęczy. Zatrzymuje się jakieś 5 metrów pod przełęczą z wypiętą nartą. Zmrożony śnieg powoduje, że jakiekolwiek manewry są bardzo ryzykowne. Z opresji wyciąga go Czarek. Mamy małą akcję ratunkową, która na szczęście dobrze się kończy. Narciarz może powiedzieć o sporym szczęściu, a my wiemy, że czeka nas dzisiaj powrót przez Liliowe.
..co w rezultacie wychodzi nam na dobre ;)


Pośrednia Turnia

Od północy nadciągają do nas chmury. Sięgają po wierzchołek Kościelca, dosięgają też Świnicę, a nam prezentują przepiękny "festiwal światła" :)


Świnicka Przełęcz


Świnicka Przełęcz





Krywań

Nieskromnie polecam chodzenie ze mną w góry. Ja mam praktycznie zawsze szczęście do takich zjawisk :)


Zachód słońca z grani Świnica-Kasprowy


Zachód słońca z grani Świnica-Kasprowy


Zachód słońca z grani Świnica-Kasprowy


Zachód słońca na Skrajnej Turni

I tak, pstrykając bez opamiętania dochodzimy znowu do przełęczy Liliowe, gdzie niestety trzeba zejść w dół. Dzień ma się ku końcowi. A my do Kuźnic mamy jeszcze kawałek :) Zachód nad Czerwonymi Wierchami

Mimo wszystko to chyba najpiękniejszy zachód słońca, jaki miałam okazję podziwiać :)


Do Murowańca docieramy praktycznie po zmroku. W totalnych ciemnościach za to przemierzamy odcinek do Kuźnic. W chlupiących butach, do tego z perspektywą krótszej nocy o godzinę. Kto do cholery wymyślił zmianę czasu?

W Domu Turysty nie brakuje atrakcji. Jest chrapiący dziadek, który najwidoczniej uwielbia usypiać z radyjkiem. My jesteśmy nieco innego zdania, na szczęście udaje się go obudzić i nakłonić do wyłączenia szuszczącego sprzętu. W tej chwili jednak nie przeszkadza mi nawet chrapianie - nieprzespana noc i aktywny dzień robią swoje i śpiwór tej nocy jest mi najmilszy na świecie :)


TRASA II DZIEŃ:
Kuźnice -> Skupniów Upłaz -> Karczmisko -> Hala Gąsienicowa -> Dubrawiska -> Hala Gąsienicowa -> Czany Staw Gąsienicowy -> Karb -> Kościelec -> Zielona Dolina Gąsienicowa -> Murowaniec -> Kuźnice


Poranna pobudka nie jest zła o tyle, że błękit za oknem aż zachęca do wyjścia na szlak. Zbieramy się szybko i ruszamy do Kuźnic. Na miejscu okazuje się, że dzisiaj nasze szeregi się nieco przerzedziły. Jest nas trójka.


Podchodzimy przez Skupniów Upłaz wraz z grupą PTTK z Nowego Sącza. Nie chce nam się liczyć, ale jeden z mijanych nas turystów zdradza, że jest ich około 50. Wierzymy na słowo, z resztą wydaje się to całkiem prawdopodobne.

Królowa Rówień

Dzisiejszy plan jest nieco... niestandardowy. Właściwie to mamy dwa plany. Schodząc do Murowańca widzimy, jak pracownik TPN przez jakiś całkiem fajny sprzęcik patrzy sobie na nasz plan A... Ups. No nic. Nie zraża nas to skutecznie.


Murowaniec i Kościelce

Zawsze podobało mi się spojrzenie z tej perspektywy. Właściwie to dlaczego wcześniej tego nie uwieczniłam?

Krótki posiłek w Murowańcu i ruszamy w kierunku Dubrawisk. W końcu wychodzimy z lasu i możemy bliżej spojrzeć na nasz cel..


Dubrawiska

Spotykamy tam grupę Ski-tourowców. Wdajemy się z nimi w krótką dyskusję. Krótką, ale na tyle treściwą, żeby dowiedzieć się, że spotkaliśmy... Służbę TPN. Ups! Wysłuchujemy historii na temat ciężarnych kozic i dowiadujemy się, jak szybko straż TPN zasuwa na ski-tourach. Wysokość pokuty powoduje, że decydujemy się na wycof. Właściwie, to ja całkiem lubię kozice... A Żółta Turnia nie ucieknie :) A poza tym raczej kiepskim pomysłem byłoby podpaść TPN przed wolontariatem... :)



Dzisiaj słońce też przygrzewa. Nie popełniamy błędu z wczoraj i maszerujemy po szlaku grubo wysmarowani kremem. Naiwni!

No nic. Wzdychamy głębiej i wcielamy w życie plan B - też fajny.


Kościelec

Prawda, że ładny? :)


Trawers Małego Kościelca

Na sam początek trawersik Małego Kościelca. Kamień Karłowicza zimą jakoś bardziej widoczny... I daje do myślenia!


Trawers Małego Kościelca

Zbliżamy się do jednego z moich ulubionych miejsc w Tatrach Polskich.


Czarny Staw Gąsienicowy zimą

Czyż tu nie jest przepięknie?


Czarny Staw Gąsienicowy zimą

Towarzyszy nam do tego nietypowe światło.


Wierch pod Fajki, Pańszczyckie Czuby, Skrajny Granat

Mijamy grupkę ludzi, spośród których jeden próbuje wskazać towarzyszom Wierch pod Fajki.
-Zwróćcie uwagę, tam jest taka dość charakterystyczna pionowa skała...
Jednocześnie z Wojciechem odpowiadamy -Lama!



Naprawdę wygląda jak lama :)

Karb

Nasz dzisiejszy przewodnik Czarek zadecydował, że Karb zdobędziemy od strony Czarnego Stawu. I chwała mu za to! Patrzę na żleb, który jeszcze dwa miesiące temu oglądałam z drugiej strony i mówiłam sobie "eee, nie ma mowy!". Teraz już nikt nie bawi się w takie gadanie. Zbieramy się i w górę!

Fakt faktem. Jest trochę stromo. Zjeżdżający nim narciarze próbują pokatować nas trochę spadającymi kulkami śnieżnymi. Chowamy się pod skałą.





Podejście na Karb żlebem znad Czarnego Stawu

Górny odcinek żlebu z tej perspektywy rzeczywiście robi wrażenie.


Podejście na Karb żlebem znad Czarnego Stawu

Z tej perspektywy wydaje się za to chyba nieco łagodniejszy, niż w rzeczywistości :)


No i proszę państwa - Karb.




Czarek robi nam górskie portrety. Muszę przyznać - jeszcze tak dobrego "ludzkiego" fotografa w górach ze sobą na wycieczce nie miałam :)


Kościelec w zimowej szacie

A co to - ufo? Chyba nie...


Kościelec

Obłoczek wygląda zjawiskowo. Rzekomo zwiastuje zmianę pogody.




Zmieniać się wiele nie zmienia - może poza tym, że coraz bardziej wieje.

Podejście na Kościelec

W górę, w górę... Po drobnych trudnościach...


Kościelec

I Dżentelmeni puszczają niewiastę przodem - Hemli jako pierwsza zdobywa 2155m + warstewka śniegu.


Kościelec

I cała nasza trójka :)


Kościelec

Czas ma odpoczynek? ;)


Kościelec



Na szczycie trwa prawdziwa sesja foto... ;)




I kolejne himalajskie foto :)


Robi się późno... A dziś trzeba wracać do okrutnej rzeczywistości na zaledwie 200 m.n.p.m.!

Zejście z Kościelca

Jesteśmy dziś ostatni zarówno na Kościelcu, jak i na Karbie. Zaraz zaraz... To gdzie są wszyscy? A może należy spytać - jak ważny jest ten mecz, który leci dzisiaj w TV?




Schodzimy zadowoleni :)




A wiatr z nami... we włosach ;)



Ostatnie zdjęcia na Karbie i postanawiamy włączyć tryb przyspieszenia. Nabieram coraz większej ochoty na szarlotkę w Murowańcu! ( swoją drogą naprawdę je polecam )


Karb


"Szlak turystyczny bardzo trudny". Oj tam, oj tam :)


Świnica

Nasza wczorajsza zdobycz.


Zielona Dolina Gąsienicowa

Na granicy słońca i cienia.


Zielona Dolina Gąsienicowa i otoczenie

Widoki jak na podsumowanie wyjazdu są idealne :)


Granaty, Kozi Wierch, Kozie Czuby

W Murowańcu znajdujemy rzeczywiście chwilę czasu na szarlotkę. Udaje nam się wyjść na szlak przed zmrokiem, dzięki czemu oglądamy dość ciekawie zachodzące słońce za Giewontem.


Zachód słońca na Karczmisku

Niestety dość słabo udaje mi się to uchwycić. W rzeczywistości jednak kolory nieba wyglądają niesamowicie.


Swoją drogą, jeśli by się przyjrzeć, to na tym zdjęciu idzie dostrzec miniaturkę Wysokiej I Gerlacha. Chyba, że to tylko ja mam takie odchyły :)


I właśnie na Przełęczy między Kopami robię ostatnie zdjęcia z tego wyjazdu. Powracamy na równiny, Czarek dotrzymuje nam towarzystwa na zakopiańskim dworcu. Wsiadamy w autobus i wiemy, że nie żegnamy się na długo i to sprawia, że nie jest nam aż tak żal odjeżdżać. Mówimy sobie "do zobaczenia" i tak kończą się dwa dni, które zapadają w pamięć bardziej niż całe dwa tygodnie "codzienności'.


Wracam do Katowic naładowana pozytywną energią. I dzieje się coś, co lubię najbardziej - wracając z wyjazdu biorę się za planowanie kolejnego. To jest to! :)


Pearl Jam - Oceans