piątek, 6 grudnia 2013

Jagnięcy z urozmaiceniem - Koperszadzką Granią

TRASA:
Tatrzańska Kotlina -> Schronisko pod Szarotką -> Dolina Przednich Koperszadów -> Wielki Biały Staw -> Schronisko nad Zielonym Stawem Kieżmarskim -> Dolina Jagnięca -> Jagnięcy Szczyt -> Koperszadzka Grań -> Koperszadzka Czuba -> Przełęcz pod Kopą -> Wyżnia Przełęcz pod Kopą -> Dolina Przednich Koperszadów -> Schronisko pod Szarotką -> Tatrzańska Kotlina


Opis poprzedniego dnia można przeczytać TUTAJ.




Po wczorajszym dniu pełnym wrażeń wybieramy się na spontaniczną wycieczkę na Słowację. Z racji, że jeszcze dwa dni wcześniej nie wiedziałam dokładnie, że pojedziemy w Tatry nie mam pojęcia, co też to może być :) W głowie błądziłam gdzieś w okolicach Rumanowego. Rzeczywistość okazała się inna, ale w rezultacie nasz wybór okazał się baardzo dobry :)


Meldujemy się w Tatrzańskiej Kotlinie bez przygód. Pogoda jakby na zamówienie - w końcu w ten weekend obchodzę swoje urodziny :> Wojtuś niepotrzebnie czyta na mapie, że nasze miejsce startu położone jest tak nisko. Okazuje się, że do samej Chaty Plesnivec mamy około 500 metrów. No tak - jak kotlina to kotlina ;)



Na dzień dobry trochę słowackiej sielanki :)

Na samym początku drogi nic tatrzańskiego się nie dzieje. Sypią się kawały, jest wesoło (w końcu już Chałubiński wiedział, że najfajniej się chodzi po górach brzydko mówiąc stadem) słońce przygrzewa (nie muszę chyba dodawać, że dnia poprzedniego ZNOWU SIĘ SPALIŁAM). Daje sobie znać to, że wkroczyliśmy na teren Tatr Bielskich - po prawej stronie ścieżki co jakiś czas pojawiają się jasne, urocze skałki.

Huncowski Szczyt, Łomnica, Kieżmarskie Szczyty

Po jakimś czasie pomiędzy gałęziami wynurza się coś tatrzańskiego. I to nie byle co! Toż to same Kieżmarskie Szczyty, Łomnica i nieco przyćmiony Huncowski. Dobre i to, ale daleko - sporo dreptania jeszcze przed nami.




Czarek stwierdza, że ten odcinek szlaku przypomina krótki odcinek na trasie Kalatówki-Kondratowa. Ma rację :) Z tym, że tamten odcinek trwa chwilkę, a tutaj wędrówka zboczem się ciągnie i ciągnie...

Schronisko pod Szarotką

Po jakimś czasie wychodzimy z owego ciemnego lasu i od razy wyłania się przed nami schronisko. To ta słynna Chata Plesnivec, do której nie udało nam się w zeszłym roku trafić. Ale w sumie to jaka słynna - tak naprawdę to sporo ludzi nie wie nawet o jej istnieniu.

Miał ktoś czuja, żeby zbudować tutaj to schronisko. Widać, że zaledwie paręnaście metrów od dachu jest potężne jak na tą wysokość żlebisko, którym jak widać regularnie jeżdżą lawiny. Ale chata stoi ;)

Dookoła jest tak bardzo "bielsko". Fotografuję skały, o których nie mam pojęcia. I właśnie po to robię im zdjęcia, żeby to zmienić ;)

Skalne Wrota

Od tego czasu jednak wiele się nie dowiedziałam - no może poza tym, że ta trawiasta przerwa między skałami to Skalne Wrota.

Chwilka posiadówki i w drogę. W końcu przed wzbiciem się na 2000 czeka nas jeszcze jedno schronisko :>

Wchodzimy na przeciwległe zbocze, z którego można dobrze pooglądać sobie okolicę.

Jak na złość, po osiągnięciu jakiejśtam wysokości ścieżka idzie w dół. Akurat tam, gdzie nie powinna - to oznacza bowiem, że będziemy musieli te cenne metry jeszcze dzisiaj nadrobić. Beskidzkie standardy ;)

Dolina Przednich Koperszadów

Akurat jak las zaczyna nas wkurzać i nudzić, nadchodzi ratunek. Najpierw z prawej pokazuje nam się Golica Bielska, a potem już cała panorama otoczenia Doliny Kieżmarskiej :) Ciągle odległe!

Dolina Przednich Koperszadów



Cała wycieczka jak widać ożywia się na widok naszego celu :)

Takie wędrowanie za to jak najbardziej może być. Można przyjrzeć się porządnie okolicy, napatrzeć - codziennie w końcu nie jest się w tych samych okolicach (nie licząc może wolontariatu) :)

Dolina Przednich Koperszadów

Z racji, że godzina nie należy do najwcześniejszych, a przed nami jeszcze kawał drogi zaczynami rozmyślać nieśmiało nad jakimś planem B. Oczywiście nie mamy przy sobie takich przewodników, jakich byśmy chcieli. Robimy za to zdjęcia i pozostawiamy sobie trochę czasu do namysłu.

Skrajne Jatki i Golica Bielska


Łapię w obiektyw jesienne kolorki. Co prawda to dopiero początek września, ale już są :)

Coraz bardziej przybliżamy się do grani - po chwili głosy ludzkie zdradzają, że jesteśmy nad Wielkim Białym Stawem.

Wielki Biały Staw



A ten nad czym tak myśli? ;)

W jesiennej szacie staw prezentuje się znacznie lepiej, niż widzieliśmy go w zeszłym roku :)

Możemy się przyjrzeć dwóm naszym potencjalnym drogom zejściowym. I tutaj muszę przyznać rację Wojtkowi i Czarkowi - Kozia Grań byłaby złym pomysłem :)

I oto przede mną znienawidzony szlak - odcinek magistrali Wielki Biały Staw - Chata pri Zelenom plese. Pamiętam go jako ciasny, tłoczny, zakrzaczały i do tego pełen wystających kamorów i korzeni niemalże ciągnących za nogi ;) Baardzo życzyłabym sobie tego dnia nie musieć tędy wracać.

Stręgacznik


Stręgacznik. Po słowacku - Trojrohe pleso. To jest dopiero dziwny staw. Na moje oko rogów, czy tam kątów to on ma zdecydowanie więcej niż trzy... Najlepiej to będzie widać na zdjęciach z góry. Ale to dopiero w dalszej części relacji :)

Na czas przeprawy przez niedobry szlak. Chowam aparat i wyciągam go dopiero, jak wyłania się ściana Małego Kieżmarskiego.

Zielona Dolina Kieżmarska

Ten widok lubimy :)

Po chwili wyłania się też charakterystyczny żółto-pomarańczowy budynek Brnčalki. Przy schronisku oczywiście tłok. I cała masa Polaków. Jakoś sobie chyba szczególnie upodobali to miejsce - w końcu stosunkowo blisko granicy.

Otoczenie Zielonego Stawu Kieżmarskiego

I panorama znad Zielonego Stawu Kieżmarskiego praktycznie w całej okazałości. Durne Szczyty, Barania Przełęcz, Baranie Rogi, Czarny Szczyt, Kołowy i najbardziej spektakularna z przodu - Jastrzębia Turnia.

Dolina Dzika

Zbliżenie do Doliny Dzikiej.

Zielony Staw Kieżmarski i Tatry Bielskie

W Chacie pri Zelenom plese nie ma zbyt urozmaiconego jadłospisu. Przynajmniej nie na moją kieszeń - niestety, jak w większości słowackich schronisk jest tu dość drogo. Pozostaje mi się zadowolić naleśnikami. Całkiem dobre :)

Kiedy wyruszamy szlakiem na próg Jagnięcej Doliny, jest już stosunkowo późno. Jacyś słowaccy turyści komentują naszą piątkę dość dosadnie nazywając nas optymistami :) Dla pocieszenia, razem z nami na górę idą jeszcze z 4 osoby. Nie jest najgorzej :)

Schronisko nad Zielonym Stawem Kieżmarskim

Jak na złość, akurat podczas podejścia na próg potwornie przygrzewa słońce i to prosto w twarz. Idę trochę poddenerwowana, a z naprzeciwka jak na złość co 15 sekund Dzień dobry, cześć, Ahoj, Dobry den!. Pozdrawianie się na szlaku jest fajne, ale jak spotyka się kogoś raz na 15-30 minut. I generalnie nie sprawdza się w ładne dni w Tatrach. Wyobrażacie sobie mówienie wszystkim cześć w sezonie nad Morskim Okiem?
Odpowiadanie na te przejawy serdeczności kosztuje mnie trochę enrgii. Ale cóż zrobić :)


Dolina Jagnięca i Jagnięcy Szczyt

Nasz cel już widoczny.

Mijamy Jastrzębią Turnię, która siedzi dzisiaj Wojtkowi w głowie. Nie od dzisiaj :) Zdjęcia nie idzie jej jednak zrobić - paskudnie przyświeca zza niej słońce ;)

Czerwony Staw Kieżmarski

Czerwony Staw Kieżmarski, a z tyłu widoczny szlak na Rakuski Przechód.

Jakoś w samej dolinie się rozdzielamy - Słowacy chyba trochę dają nam z Wojtkiem do myślenia i powraca do nas poczucie czasu i to, że z każdym dniem ubywa dnia i przybywa nocy.

Dolina Jagnięca


Dolina Jagnięca

Spojrzenie w tył. Mały Kieżmarski rzuca potężny cień ;)


Łańcuchy na szlaku na Jagnięcy Szczyt

Mijam jedyne trudności - jakiś tam łańcuch przed wyjściem na grań. Na grani robi się ciekawie - po lewej tereny absolutnie nam nieznane, a za nami postrzępiona grań Kiezmarskich, Łomnicy i Durnych, które teraz wydają się jeszcze wyższe.

Dolina Kołowa i Kołowy Staw

Coś z tych mniej znanych. W dole Kołowa Dolina i Kołowy Staw.

Łomnica, Mała Pośrednia Turniczka, Poślednia Turnia, Durny Szczyt, Durna Igła, Mały Durny Szczyt, Czubata Turnia

Łomnica, Mała Poślednia Turniczka, Poślednia Turnia, Durny Szczyt, Igła w Durnym, Mały Durny Szczyt i Czubata Turnia.

Granią na Jagnięcy Szczyt

Tak właśnie wygląda wędrówka granią na Jagnięcy Szczyt. Nad okolicą góruje Kołowy Szczyt.

Bździochowa Grań

A to jest coś przepięknego. Nigdzie chyba nie widziałam tylu tak fajnie nakładających się na siebie postrzępionych grani :)


Trochę przyjemnej wędrówki granią po ciepłym granicie ( :3 ) i melduję się pierwsza na szczycie. Wbrew mojemu pierwszemu wrażeniu, nie jestem sama. Jest jeszcze jakaś grupa Polaków, z której to dziewczyna na głos czyta z blaszanej panoramy słowackie nazwy. Strasznie nieumiejętnie :)

Wojtuś tak chyba trochę nie doceniał tego Jagnięcego - może i łatwa i nie za wysoka górka, ale ciekawa. Raz, że fajnie z niej widać zarówno Bielskie jak i te najwyższe Wysokie, a poza tym od Jagnięcego odchodzą aż 4 granie! I każda interesująca :)

Szczegółowo opisaną panoramę z Jagnięcego Szczytu można zobaczyć TUTAJ.

Tatry Bielskie z Jagnięcego Szczytu

Zachodnia część Tatr Bielskich.

Kozia Grań z Jagnięcego Szczytu

Kozia Grań.

Kozia Grań

Na zbliżeniu - w dole Zielony Staw Kieżmarski.

Tatry Bielskie z Jagnięcego Szczytu

Wschodnia część Tatr Bielskich wraz z Kopą Bielską, która - jak podsumował Wojtek - wygląda jak bochenek chleba :)

Grań Wideł

Wschodni, Wielki i Zachodni Szczyt Wideł, Miedziany Mur, Łomnica.

Po jakimś tam czasie da się słyszeć Czarka. Tak już ma, że jego się najpierw słyszy, a potem widzi :) Jesteśmy więc w komplecie.



Przychodzi Czarek, czas na zdjęcie zdobywcy :P

Na szczycie w sumie już jest pewne, że nie będziemy schodzić tą samą drogą. Pozostaje teraz kwestia tego, którędy :) Moje Rzeżuchowe odpadają. Zostaje więc odcinek Grani Głównej z Jagnięcego do Przełęczy pod Kopą. Jak już mówiłam, przewodnika nie mamy. Wojtek jako nasz ochotnik szuka nam drogi zejścia. Szczerze, nie wygląda to z góry jakoś przyjaźnie :)



Kiedy już decydujemy się schodzić, okazuje się, że nie jesteśmy sami. Za nami schodzi jeszcze jakieś małżeństwo z dzieckiem (!). Jak się później dowiedzieliśmy, ośmioletnim:-) Słowacy często robią w górach rzeczy, o których w Polsce nawet by się nie śniło (szczególnie z udziałem dzieci!). Im być może ciężko sobie wyobrazić takie Morskie Oko i puszkę po piwie pod co drugim kamieniem. Tak jakoś wychodzi, że nawet na Słowacji jak już znajdujemy jakieś śmieci, w większości mają polskie etykiety. Hę?

Wróćmy jednak do zejścia. Nie idziemy ściśle granią, na początku przechodzimy na stronę Doliny Białych Stawów. Jest parę kopczyków, których rozmieszczenie nie ma jednak większego sensu. Jest trochę trudności, z którymi radzimy sobie poprzez zdjęcie plecaka :)

Za nami małżeństwo z dzieckiem też sobie całkiem dobrze radą. Zapewne nie są tutaj pierwszy raz - na pewno też nie przypadkiem.


Koperszadzka Grań

Oryginalnych widoków tu nie brakuje :) Jakoś godzę przewieszony aparat przez ramię i schodzenie granią. No, przynajmniej do pewnego momentu :>

Koperszadzka Grań

Graniówka jest świetna. Popołudnie zapewnia nam widoczki z odpowiednim oświetleniem. Na wprost nas - Tatry Bielskie. Po prawej - zacieniona Dolina Białych Stawów z wielkim cieniem Jagnięcego :) Widzimy jak się przesuwa, traktujemy go więc jako pewnego rodzaju zegar.

Dolina Białych Stawów

Moje ulubione zdjęcie z całej wycieczki :) Wojtkowy plecak zazwyczaj dodaje uroku moim zdjęciom ;)

Żółta Kotlinka

Żółty Stawek i ponownie Kozia Grań.

Kieżmarskie Szczyty, Widły, Łomnica


Schodzimy na przemian - raz po stronie Jagnięcego Kotła, raz w cieniu górnych pięter Doliny Białych Stawów. Jest trochę krucho. Cały czas trzeba być ostrożnym. Im niżej, tym idziemy coraz bardziej wyraźną ścieżką. Najwidoczniej ta droga cieszy się popularnością :)

Jagnięca Grań

Jagnięca Kotlina i Jagnięca Grań.

Koperszadzka Grań

Całkowicie zapominamy z Wojtkiem o obiektach do naszej topografii. Poza tym, ciężko byłoby je znaleźć bez żadnego porządnego źródła (mamy tylko mapę Sygnatury, która akurat w przypadku tego rejonu średnio się sprawdza).

Koperszadzka Grań

4/5 :) Ustawiliśmy się do tego zdjęcia wzorcowo :)

Koperszadzka Grań

Nasza Koperszadzka Grań czasami wydaje się być łagodna...

Koperszadzka Grań

... a czasami nagle staje przed nami dęba ;)


Koperszadzka Grań

Czarek przoduje :)


Koperszadzka Grań

To już za nami.


Koperszadzka Grań

Ale nadal trzeba się czasem przytrzymać skały.

Koperszadzka Grań

Po drodze spotykamy całkiem sporo kozic. Z jednej i drugiej strony grani. Nie wyglądają na jakoś mocno niezadowolone z naszej obecności. Nawet pozują ;)





Kozice


Jagnięcy Szczyt


Trudności kończą się całkowicie chyba dopiero gdzieś w rejonie Koperszadzkiej Czuby. Stamtąd to już spacer wydeptaną ścieżką po trawiastym stoku w zachodzącym powoli słońcu z Tatrami Bielskimi przed nami :) Ten widoczek zapamiętam na długo.


Dolina Zadnich Koperszadów

Dolina Zadnich Koperszadów.

Przełęcz pod Kopą, Szalony Wierch

Kopské Sedlo.

Przełęcz pod Kopą


Meldujemy się w końcu na Przełęczy pod Kopą, czyli granicy Tatr Wysokich i Tatr Bielskich. Marcin i Aneta zadowoleni - udało im się przeżyć taki spontaniczny poza-szlak :) Poradzili sobie z nim jednak świetnie, trzeba dodać, że przedtem w Tatrach byli zaledwie parę razy. Tak trzymać :)

Spoglądamy wstecz na naszą grań. Teraz mogę spokojnie powiedzieć, że była to jeden z najfajniejszych terenów w Tatrach, które odwiedziliśmy. Czy przebija Żabi Wyżni? Ciężko stwierdzić. Raczej nie :)

Chwilę po nas na przełęczy meldują się nasi słynni towarzysze ze Słowacji. Gratulujemy małemu, który okazuje się - chodzi do 2 klasy podstawówki. Wygląda na zadowolonego i dumnego z siebie. I słusznie! Pewnie za jakieś 10 lat z hakiem będziemy o nim czytać jako o dobrym, słowackim taterniku :)



I znowu 4/5 :)

Z Przełęczy pod Kopą mamy jeszcze sporo drogi. A tak się nie chce stąd iść! :) Ale coraz dłuższe cienie mówią same za siebie. Nie ma na co czekać.

Wyżnia Przełęcz pod Kopą


Przełęcz pod Kopą


Wyżnia Przełęcz pod Kopą

Na Wyżniej Przełęczy pod Kopą. Ten rejon Tatr chyba nieprędko się nam znudzi :)

Wielki Biały Staw

Wielki Biały Staw i po lewej stoki naszego bochenka :)

Wielki Biały Staw

Wielki Biały Staw.

Dolina Przednich Koperszadów

Dolina Przednich Koperszadów raz jeszcze. Nie lubię wracać tą samą drogą - ale warunki świetlne tak się zmieniły, że przestaje to przeszkadzać :)

Dolina Przednich Koperszadów


Włączamy szybkie tempo, a i tak pech sprawia, że po drodze się rozdzielamy. We czwórkę docieramy do Schroniska pod Szarotką. Zaczyna szarzeć. Wyciągamy czołówki. Wojtuś trochę nas wyprzedza - spotkamy się więc przy samochodzie.

Wędrówkę ciemnym lasem umilamy sobie światłem czołówek i rozmowami o wszystkim. Żadne oczy nie świecą zza krzaków, nic podejrzanego nie szeleści. Co cztery źródła światła to nie jedno ;)

Wojtka spotykamy na rozejściu szlaków. On nie miał tak fajnie - jemu jakiś zwierz w krzakach się napatoczył :) Nie chcę sobie siebie wyobrażać w takiej sytuacji - toteż nie chodzę po ciemku sama po lesie :P

Deczko zmęczeni wsiadamy do auta. Do Krakowa zajeżdżamy całkiem sprawnie - z głowami pełnymi wrażeń czas powrócić do codziennego świata. W moim przypadku tylko na tydzień - w przyszłą niedzielę będę znowu pod Tatrami.