poniedziałek, 13 stycznia 2014

Grań Ornaków na pożegnanie

TRASA:
Kiry -> Dolina Kościeliska -> Schronisko Ornak -> Iwaniacka Przełęcz -> Suchy Wierch Ornaczański -> Ornak -> Zadni Ornak -> Iwaniacka Przełęcz -> Dolina Kościeliska -> Kiry



Podczas wrześniowego wolontariatu zdecydowałam się na nieco wcześniejszy powrót. Po pierwsze, wzywały sprawy związane z nową uczelnią, a poza tym... Dobiła mnie pogoda. Podczas tego 1,5 tygodniowego wyjazdu zaledwie raz udało się wejść na wysokość 2000 m, przy czym zostałyśmy wtedy prawie zwiane z Kopy Kondrackiej, a wiatr dosłownie wciskał nam deszcz do butów... Parę zdjęć z tej wycieczki zamieszczam na końcu - nie chce mi się bowiem po raz kolejny opisywać wycieczki na tą górę w fatalnych warunkach. A poniżej było całkiem ładnie :)



Przenieśmy się jednak w nieco lepsze klimaty. Ostatniego dnia wolontariatu postanowiłyśmy wykorzystać dobre prognozy i wybrać się w końcu gdzieś wyżej.
Pobudka. Poranki w Storczyku nie rozpieszczają - jest zimno. Ubrałam na siebie chyba wszystko co miałam. Chwilę później, we trójkę przemierzałyśmy opustoszałą o tej porze Dolinę Kościeliską. No, nie licząc jednego Pana, który wybrał się tam na krótką przebieżkę ze swoją Pociechą (jeśli to czyta - w tym miejscu pozdrawiam i bardzo podziwiam!!).

Tempo miałyśmy raczej żwawe - było zimno :) Z perspektywy czasu sobie myślę, że chyba od rześkiego jesiennego poranku lepszy jest tylko rześki letni poranek. Z zimowymi z reguły jest jakoś gorzej ;)

Długo bronię się przed wyjęciem aparatu. W końcu, na Polanie Pisanej poranne światełko daje za wygraną. Kiedy po raz ostatni widziałyśmy słońce? Tydzień temu?

Polana Pisana


Polana Pisana

Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam tutaj w takiej ciszy. I kiedy ostatnio widziałam to miejsce tak puste. Czy kiedykolwiek?

Stoły

Stoły.

Dolina Kościeliska


Docieramy do Schroniska Ornak. Bufet niestety jeszcze zamknięty. Pożeram swoją zmrożoną czekoladę i ruszamy dalej. Widać, że minionej nocy dosypało jeszcze troszkę śniegu.


Mała Polanka Ornaczańska

Bystra jak zawsze wygląda reprezentacyjnie.


Wielka Polana Ornaczańska i Bystra

Znad Wielkiej Polany Ornaczańskiej. Tamta mgiełka jakby wołała "chodź do mnie, chodź do mnie..." Nie posłuchałam :(


Wielka Polana Ornaczańska i Kamienista

Kamienista.

Żegnamy się na chwilkę z widokami i wchodzimy w rześki las. Idzie się super - wszystko co prawda paruje, ale temperatura jest wprost idealna.

A skoro śnieg pasuje... Tworzą się oto takie piękne zjawiska ;) Biegam po lesie i robię zdjęcia jak szalona.













Po chwili zapomnienia przytomnieję i doganiam dziewczyny. Jednak nie jesteśmy w tym lesie same - nad nami słychać jakieś głosy. Później okaże się, że są to dziewczyny z sąsiedniego domku. Wstały troszkę wcześniej ;)

Spotykamy je na przełęczy, która też swoją drogą paruje. Okazuje się, że zmierzamy w tą samą stronę.

Czeka nas teraz trochę przewyższenia. Do tej pory miałam okazję jedynie schodzić odcinkiem Suchy Wierch Ornaczański-Iwaniacka Przełęcz. Zawsze wydawał mi się męczący. Tego dnia jednak zmieniłam zdanie - jest bardzo fajny! Szybko zdobywa się wysokość + ogląda się piękne widoki na Kominiarski.



Czyli, że mamy jesień? :)

Dolina Tomanowa

Tomanowa Przełęcz. Troszkę w nocy przyprószyło - ale śnieg szybko znika. Na szlaku jest trochę ślisko - moje Vibramy jak zawsze pokazują klasę i walczę o każdy suchy fragmencik skały :)




Upłazkowa Turnia i Wielka Turnia

Moje ulubione turnice z tej strony też prezentują się fajnie. Upłazkowa Turnia i Wysoka Turnia.




I widoki w stronę Chochołowskiej. Tam za to trochę chmurek - mamy nadzieję, że dzisiaj nie przyćmią widoków :)



Tak właśnie wygląda szlak. Śniegu co kot napłakał... Ale ślisko jest ;)

Okolica za to prezentuje się super. Chciałam rude zbocza, to mam... Lepiej późno, niż wcale ;)
Podchodzimy na Suchy Wierch Ornaczański. Kwestia tego szczytu na mapach jest dość sporna... I często nie znajduje swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Idąc granią szczyt jest zaznaczony za to dość wyraźnie.

Zostawiamy kosodrzewinę, kończy się ostre podejście i rozpoczynamy wędrówkę ściśle granią.

Wołowiec

Wołowiec. W prawym dolnym roku widać też tabliczkę na Trzydniowiańskim :)

Baraniec

Baraniec w wersji bezśnieżnej. Taka ciekawostka :) Czyżby nad niego śnieżne chmurzyska  nie dotarły?

Starorobociański Wierch z Suchego Wierchu Ornaczańskiego

Ciekawe dzisiaj widoki, trzeba przyznać. Królem dnia zostaje Starorobociański Wierch.Tatry Zachodnie to nie tylko zachodnie zbocza. Potrafią tez być poderwane - i nie tyczy się to tylko Czerwonych Wierchów ;)

Panorama z Suchego Wierchu Ornaczańskiego

Od Bystrej po wyróżniający się Baraniec.



I Suchy Wierch Ornaczański. Dość płaski i rozległy. Dzięki dziewczynom ze Storczyka udaje nam się na nim zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie we trójkę :)

Bystra z Ornaków

Bystra wygląda chyba najbardziej śnieżnie w okolicy.

Obryw z Dudowych Turni

W oczy rzuca mi się oto coś takiego - o czym czytam później w kwartalniku Tatry. Z Dudowych Turni nastąpił w tym roku obryw - nie wiadomo dlaczego. W domu porównuję sobie zdjęcie z zeszłego roku i faktycznie, wyglądało to trochę inaczej.

Tatry Wysokie z Ornaków

Szlak granią Ornaków jest niesamowicie widokowy i bardzo przyjemny. To też bardzo fajna opcja na zimowa wędrówkę.
Odsłaniają się nam całe Tatry Wysokie.

Świnica z Ornaków

Świnica i Dolina Walentkowa.


Kralova Hola z Ornaków

A nad Pyszniańską Przełęczą Kralova Hola rodem z Niżnich Tatr.

Widok z Ornaku

I meldujemy się na Ornaku. Nazwa może trochę myląca - wcale nie jest w tamtej okolicy najwyższy!  O dokładnie 13 metrów przewyższa go Zadni Ornak - najbardziej charakterystyczny punkt w całej grani. Ale na nim zameldujemy się trochę później.
A nie mówiłam, że śniegu jest mało?



Krótki odpoczynek na Ornaku :)



I zdjęcie pamiątkowe. Oczywiście z najładniejszym szczytem w okolicy ;)

Rohacze

Rohacze.

Zadni Ornak

Ustalam sobie Zadni Ornak jako ostatni punkt mojej wycieczki. Z chęcią szłabym dalej, dalej, Starorobociański tak kusi... Ale obowiązki wzywają, a poza tym mam dzisiaj ważną misję do spełnienia :)

Widok z Zadniego Ornaku

Parę kroków po śliskich skałkach i jesteśmy na górze! Ciekawie wygląda Zadni Ornak - taka wyspa kamieni na długim, trawiastym grzbiecie. Z niego do Głównej Grani już całkiem blisko. Ale niestety... :)
Tutaj żegnam się z dziewczynami i sama schodzę w dół. I sprzątam ;) One postanawiają za to podejść na Starorobociański Wierch.

Widok z Zadniego Ornaku


Średnio lubię chodzić sama po górach, toteż włączam sobie szybkie tempo. Zejście z Suchego Wierchu Ornazcańskiego do Iwaniackiej Przełęczy zajmuje mi paręnaście minut. Dalej, do Schroniska nie jest już tak szybko - za dużo chusteczek do podnoszenia :) Przy schronisku przystaję tylko na chwilkę.

Idąc w dół doliny staram się chłonąć wszystko jak najlepiej. Zdaję sobie sprawę z tego, że długo tutaj nie zawitam... To by podchodziło pod masochizm ;)

Zachodzę jeszcze do Wąwozu Kraków. Ludzi jak zwykle za dużo - słoneczna pogoda przyciąga spragnionych ładnej pogody turystów.

Wąwóz Kraków

Na szczęście udaje mi się też zrobić zdjęcia w wersji bez-ludzkiej ;) A o to w Wąwozie Kraków bywa bardzo ciężko.

Wąwóz Kraków



Wąwóz Kraków

Dalej schodzę już normalnym tempem. Wyklarował się piękny dzień - dlaczego akurat w dzień mojego wyjazdu?!




Na pożegnanie jeszcze fotografuję baranka, który odłączył się od swojego stada i becząc biegł w stronę swoich :) Strasznie żałuję, że tego nie nagrałam. Był uroczy :>


***

A teraz czas na mały epilog, czyli o tym, że tatrzańska jesień jest... przereklamowana. W sumie to wcale tak nie uważam, ale gdzieś muszę dać upust mojemu rozczarowaniu, jakie mi w tym roku przyniosła. Planowałam długie wędrówki wśród rusych traw grzbietami Tatr Zachodnich. Rzeczywistość niestety okazała się inna... :P

Część pierwsza. Czyli o tym, jak przejść Dolinę Chochołowską z zatruciem pokarmowym... I wrócić o własnych siłach!
Do tej pory szlag mnie trafia, jak sobie pomyślę, że przeszłam całą Chochołowską tylko po to, żeby paść na ryjek w schronisku i ledwo co wracać z powrotem. Cóż... Przynajmniej nie ominęły mnie widoki z Wołowca, których tego dnia nie było.

Polana Chochołowska


Polana Chochołowska i Kominiarski Wierch



Część druga. Szczyt moich marzeń - Sarnia Skała.
Powinnam oszczędzić oglądających i nawet nie wymieniać tej nazwy... Ale jednak! I podczas tego wolontariatu Sarnia Skała była moja. W sumie... To nawet ładnie było. Skończyło się... oczywiście na deszczu i przepysznej herbatce z malinowym sokiem w strążyskiej herbaciarni :)

Suchy Wierch

Suchy Wierch.

Zawieszka
Turnia Zawieszka
Część trzecia. Kopa Kondracka to chyba najwredniejszy szczyt w całych Tatrach.
Powiedziałyśmy dość siedzeniu w Storczykach. Oczywiście nie było mowy o żadnym słońcu, fajnej widoczności itp. Postanowiłyśmy posprzątać Czerwone Wierchy. W rezultacie posprzątałyśmy tylko jeden owy Wierch. Chociaż w sumie to wiele roboty nie miałyśmy - śmieci po prostu wywiało :) Wywiało i nas. Dość szybko. Ciekawe wrażenie, kiedy wiatr wciska Ci deszcz do butów... :)

Hala Kalatówki

Hala Kalatówki. Ciągle jest jeszcze przyjemnie.

Hala Kondratowa

Hala Kondratowa. Ciągle jeszcze mamy nadzieję!

Podejście na Przełęcz pod Kopą Kondracką

Dalej nie było czemu robić zdjęć. Aparat siedział głęboko w plecaku.


I to by było na tyle. Aczkolwiek wrzesień w Tatrach się jeszcze dla nas na tym nie skończył... Ale to już w kolejnej relacji :)