wtorek, 17 lipca 2012

Giewont

Trasa:
Dolina Małej Łąki -> Wielka Polana -> Kondracka Przełęcz -> Giewont -> Wyżnia Kondracka Przełęcz -> Siodło -> Przełęcz w Grzybowcu -> Przysłop Miętusi -> Zahradziska -> Kiry
Kiry -> Smreczyński Staw -> Schronisko PTTK Ornak -> Kiry


Siedzę w ciepłym domu, przede mną stoi mój ulubiony kubek z zieloną herbatą. Siedzę i przeglądam zdjęcia. Dużo zdjęć, które już wkrótce będę mogła wziąć do ręki. Przeglądam i wiem, że zaledwie 1,5 tygodnia jeszcze byłam tam, w innym świecie. Teraz, kiedy zdążyłam się już nieco oswoić z brakiem widoku na dwutysięczniki, przyszedł czas na uporanie się ze zdjęciami z wolontariatu i z tym, co tam właściwie się działo. Klimat tego pobytu postaram się chociaż trochę oddać zdjęciami. I z racji, że podczas tych dwóch tygodni wiele się nauczyłam, niech będzie dość.. szczegółowo :) Trzeba wrócić do końca czerwca. Przyjazd na Storczyk, szkolenie BHP, krótkie przywitanie z Tatrami w Kościeliskiej, podhalański zachód i aklimatyzacja... :) Na dzień dobry po całym dniu deszczu przyszedł czas na rozprostowanie kości w Kościeliskiej. Co prawda tylko do Lodowego Źródła, ale dobre i to :)


  Polana Stare Kościeliska


Charakterystyczny widok na ukrytą w chmurach Bystrą ze Starych Kościelisk.


  Polana Stare Kościeliska i Kończysta Turnia


Stare Kościeliska i Kończysta Turnia.


 


Dzielne wolontariuszki, czyli obowiązkowe zdjęcie z kozicą na ramieniu :)


 


I na koniec dnia krótka wyprawa do Kościeliska na piękny zachód słońca :) Pierwszy dzień robót na wolontariacie. I co na rozgrzewkę? Kościeliska od Smreczyńskiego. I to od 16.00... To daje do myślenia. Biorę mapę i kalkulator w rękę, liczę i ustalam trasę. Po pewnym czasie, co mnie bardzo cieszy, okazuje się, że nie będę musiała sama przemierzać szlaków. Dołącza do mnie Justyna. Mam dziwną ulubioną aurę w Tatrach. "W taką paskudną pogodę nawet nie podejmuję próby wyjścia z domu" - wspomina czasem Czarek. Niestety, jak nie widzi się Tatr z okna, trzeba lubić to, co się ma... Albo nieco przeinaczyć sprawę i mieć to, co się lubi :) Ja najbardziej lubię chmury. Oczywiście nie burzowe i nie kitowe. Chmury fotogeniczne (nie nadużywając i nie nazywając "fotograficzne" :) ). Ale do rzeczy. twieram jedno oko coś w okolicach 6.00. Słońce! O rany.. A wystraczyłby szum kropel deszczu, żebym mogła dalej słodko drzemać do późna... Człowiek w zbytniej bliskości gór robi sie niesamowicie leniwy. Łapiemy busa, który omija sprytnie Kościelisko. Okazuje się, że równie sprytnie kasuje nas grubo za przejazd zaledwie dwóch przystanków... Cóż. Następnym razem pójdziemy z buta. U wylotu doliny cicho. Jest w końcu przed sezonem. Idziemy przez zaciszne, zalesione dno Doliny Małej Łąki. Nie bez powodu wybrałam ją jako mój pierwszy cel wycieczki w Tatrach tego lata. Ilości naoglądanych panoram z Wielkiej Polany zaryły mi się w pamięć. Kiedyś, mając bardzo blade pojęcie o Tatrach przeglądałam znalezione w domu stare, rysunkowe tatrzańskie panoramy. Wtedy właśnie znalazłam to miejsce. Strzeliste kontury turni wydały mi się niesamowite i pierwsza myśl - chcę tam pójść i to wszystko zobaczyć na żywo! I oto jestem :) Dolinka ta jest podobno najmniejszą doliną walną ze wszystkich tatrzańskich. Przy Wielkiej Polanie zrobiłyśmy postój. Widok rzeczywiście : wow. Co prawda częściowo zasłonięty, z wierzchołkiem Wielkiej Turni skąpanym w chmurach i tak robił wrażenie. Wyczytałam gdzieś, że kiedyś w miejscu Wielkiej Polany znajdował się staw. To musiał być dopiero niesamowity widok!


  Dolina Małej Łąki


Wielka Polana. Od lewej : fragment Długiego Giewontu, Giewont, Mały Giewont, Siodłowa Turnia, Mnichy Małołąckie i Wielka Turnia. Idziemy przez Polanę. Z każdym metrem przekonuję samą siebie, że to miejsce jest piękne. Stopniowo odsłaniają się coraz to nowsze widoki na otoczenie doliny, przyglądamy się z bliska licznym skałkom. W końcu pojawia się i nasz dzisiejszy cel - Giewont. Czerwone Wierchy przykryte są chmurami. Nawet Kopa Kondracka nie chce się odsłonić. Przez nasz wierzchołek z krzyżem przewalają się czasem jakieś niezbyt-gęste chmurki. Dookoła same tmave mraky... Czy dzisiaj zmokniemy?


  Dolina Małej Łąki


I zostawiamy w oddali Wielką Polanę. Po prawej Siodłowa Turnia - tym razem od innej strony.


  Zagonna Turnia


Zagonna Turnia z Osobitą w tle.


  Siodłowa Turnia


A tutaj Justyna z Siodłową Turnią :) Zaczyna się morze kosówki. Wydaje się, że już tu, już tu... No gdzie do cholery ta przełęcz?


 


Uff, jest! Na Przełęczy Kondrackiej cieszy mi się micha i cykam masę zdjęć. Czasem odsłoni się kawałek Koszystej, czasem Mur Hrubego. A chmury nad Świnicą.... Bajkowo :)


  Kasprowy Wierch


Na pierwszym planie Kondratowy Wierch, na drugim poczciwy Kasprowy, Świnica ukryta w chmurach. Ale Walentkowy nie ;-)


 


Na Kopę? Niee!
  Giewont


O! Tam idziemy! W drodze na szczyt natykamy się na pracownika TPNu. Na naszą odpowiedź, że idziemy na Giewont pyta dość zaskoczony i bardzo zdziwiony "A po co?":) Niezbyt wiemy, co mamy na to odpowiedzieć. Przecież nie to, że "bo jest"... Proponuje podwózkę do Kir, którą miałybyśmy odbyć kosztem zejścia do Kondratowej.


  Goryczkowe Czuby


Goryczkowe Czuby. Moim zdaniem mocno niedoceniane. Prawie się o nich nie słyszy, a mi tak się podobają! Cały czas mam jeszcze do przejścia szlak od Kopy Kondrackiej do Kasprowego... Traktuje go w ramach "wisieńki na torcie" wśród szlaków w Polskich Tatrach Zachodnich :) I na pewno dobiorę odpowiednią pogodę! Raz-dwa-trzy, trochę stopni wyrytych w skale (wtf???) i jesteśmy na niezbyt chlubnych 1894 metrach. Widok z Giewontu? Taki se. Najfajniej wygląda nieodległy Mały Giewont. I Długi też niczego sobie :)


  Widok z Giewontu


Skupniów Upłaz, Królowe Kopy, Kopa Magury, Zawrat Kasprowy, na drugim planie Sołtysie Kopy ( :> ) i grań Koszystej. W samym tyle nieco w chmurach piękne Tatry Bielskie :)


  Widok z Giewontu


I hop, widok na drugą stronę.


 

Jak już się zdobywa taki szczyt, to trzeba sobie zrobić zdjęcie pamiątkowe, żeby inni uwierzyli :) Tym bardziej, że nie planuję wrócić jakoś szybko.


  Łysanki z Giewontu




Widok z Giewontu


Cała masa "wysranek" i Kominiarski :) Delektując się dzisiejszą "zdobyczą" rzucamy okiem na nadchodzące chmury. Zarządzamy natychmiastowy odwrót. Dzięki temu na szczycie jesteśmy niecałą minutę. Ale - uwaga! Jesteśmy tam same :) Schodzimy z wyślizganego Giewontu i na Herbacianej Przełęczy skręcamy w prawo. Kolejna dzisiejsza gratka - tego szlaku też byłam ciekawa.


  Mały Giewont


Szlak jest świetny. Trawersujemy Mały Giewont, przechodzimy pod ścianami i wchodzimy sobie na Siodło :) Ludzi może i trochę więcej, z nieba nie spada za to ani jedna kropla.


 




Siodło


Siodło z Siodłową Turnią. Nie mamy co prawda czasu na wylegiwanie się - Kościeliska wzywa jeszcze dzisiaj.


  Giewont z Grzybowca


I północna ściana Giewcia z Grzybowca. Zejście ponownie do początku Wielkiej Polany. Jakoś przestaje wiać i wychodzi nawet słońce! Tym razem nie ma czasu na posiadówę - czas na powrót przez Przysłop.


  Przysłop Miętusi



Czerwone Wierchy bardzo ładnie się prezentują. Przysłop Miętusi to całkiem sympatyczne miejsce :) Wracamy do Storczyka. Tam witają nas wyspane dziewczyny, oraz... chwytaki i worki na śmieci. Wracamy do Doliny... I spacerkiem nad Smreczyński Staw.


 


Dla relaksu nieco kalendarzowych zdjęć Kościeliskiego Potoku :) Trochę wymijania koni, dziecięcych wózków i generalnie ujmując - ludzi i jesteśmy nad Smreczyńskim.


  Smreczyński Staw


Kurcze, ładnie tu! I ta Bystra się do nas jakoś tak uśmiecha, hmm....


  Smreczyński Staw






Gotowe do pracy :) Najgorsze to zacząć... Odcinek Smreczyński-Ornak i dalej idzie gładko. Trochę gorzej się robi, jak okazuje się, że dzisiaj miały być jeszcze jaskinie... Podział niestety nadal żywy. Justyna z Olą zajmują się Raptawicką. A mnie i Julitę czeka... Mylna! Dobry Boże...


 


Trochę widoków na Dolinę Pyszniańską i Błyszczo-Bystre na rozluźnienie.


  Jaskinia Mylna


Zdjęcie zrobione przed wejściem. Tak na pamiątkę. I z nadzieją : oby to nie było moje ostatnie zdjęcie! Mylna. Nie pomyliłam się. Byłam tam pierwszy i mam nadzieję ostatni raz. Jeżeli będę drugi, to z pewnością nie dobrowolnie. Polecam wszystkim, którzy lubią nabijać sobie guzy, cały czas być schylonym, czołgać się w wodzie i nie móc domyć potem spodni. I do tego nic nie widzieć! Przepraszam za dość surową ocenę, ale... ja po prostu nie lubię jaskiń :) Skoro już przeżyłam wizytę w jaskini, pozostało cieszyć się światłem, światem i... zielenią. I do tego zbierać śmieci, oczywiście :)


  Polana Pisana


Saturn, Ratusz i fajny obłok. I Polana Pisana :) Do dziennika wolontariusza nie wpłynął żaden zapis o wyjątkowym śmieciowym-znalezisku. Kościeliska pożegnała nas ładnym zachodem słońca, po czym udałyśmy się na zasłużony spoczynek. Z chytrym planem na dzień kolejny... :) Ale o tym w następnym wpisie :)