sobota, 1 listopada 2014

Gdzie świstaki mówią dobranoc

TRASA:
Stary Smokowiec -> Siodełko -> Dolina Staroleśna -> Zbójnicka Chata -> Świstowy Grzbiet -> Świstowy Szczyt -> Świstowa Przełęcz -> Zbójnicka Kopka -> Zbójnicka Chata -> Stary Smokowiec


Początek sierpnia. Górskie pragnienie daje się we znaki.  Chociaż tydzień wcześniej włóczyliśmy się gdzieś po Młynarzu, to przecież mamy sierpień. Najlepszy górsko-tatrzański miesiąc.

Cel tym razem stuprocentowo wybieram ja. Otóż mam ogromną ochotę iść na Świstowy. Bo tak! Pozostaje jeszcze kwestia pogody, a właściwie tego, jak ją przechytrzyć. Hmmm...

Budzik dzwoni sama nie wiem o której. Chyba coś po północy... Nie mamy jednak najgorzej. O równej 1:30 pod naszymi drzwiami meldują się Bartek i Wojtek. Dla takich jednodniowych wyskoków można się nie wyspać... ;)



Czwarta godzina! O tej porze w blasku żółtych świateł ulicznych... no i gwiazd, popijamy kawę  w Starym Smokowcu. Słońce już wkrótce stanie, toteż nie ma na co czekać. Ruszamy.



Taka konieczność przechytrzania wrednej pogody ma swoje plusy. W ciszy podchodzimy na Siodełko Smokowieckie. Dookoła cisza, przed nami ciemne, tajemnicze sylwetki Durnego i Łomnicy na tle rozgwieżdżonego nieba Do teraz mam ten obrazek dokładnie przed oczami. Było przepięknie.

Widok z Siodełka Smokowieckiego

Widok z Siodełka Smokowieckiego

Na Siodełku wita nas brzask. W dole snują się poranne mgiełki. Sielankowo. Fajnie by było świt zobaczyć troszkę wyżej. Urządzamy sobie piknik i wchodzimy w Staroleśny... las. Który na szczęście dość szybko się kończy. Dookoła nas już zaczyna się czerwienić.

Dolina Staroleśna o świcie

Dolina Staroleśna o świcie

Skojarzenie: Kraina miodem i mlekiem płynąca z Kubusia Puchatka :)

Dolina Staroleśna o świcie

Dolina Staroleśna o świcie

Na szlaku nie spotykamy nikogo. Dookoła nas cisza. I ścianiska tatrzańskich gigantów :) Opłacało się wcześnie wstawać!

Dolina Staroleśna o poranku

Warzęchowe Strażnice

Warzęchowe Strażnice.

Dolina Staroleśna - szlak

Podchodzimy na próg Warzęchowej Kotliny. Tam znajduje się Warzęchowy Staw, który tak bardzo chciałam zobaczyć w rzeczywistości.

Warzęchowy Staw
Warzęchowy Staw i Warzęchowa Strażnica.
I co? Hmmm... Myślałam, że jest bardziej urokliwy :) Chociaż miło tutaj być. Okolice masywu Sławkowskiego Szczytu są bardzo zawikłane. Patrzę w górę i właściwie to tak piąte przez dziesiąte wiem co widzę.

Wysokość Warzęchowego Stawu mówi nam, że już niedaleko. I faktycznie, paręnaście minut później wyłania się Zbójnicka Chata.


Zbójnicka Chata


Długi Staw w Dolinie Staroleśnej

Po drodze mijamy kolejny staroleśny stawek - Długi Staw. Dzięki Wojtkowi mam o takie ciekawe ujęcie :)

Tempo nam wychodzi dość dobre. Jeszcze jest rześko. Co przyniesie dzień jednak niestety wiemy :)

Przed schroniskiem oczywiście czeka na nas orszak powitalny. Do zdjęcia jednak nie chciał zapozować w całości :(





Zbojnicka Chata - zvon

O, taka nowość przy Zbójnickiej Chacie.

Kozica - Dolina Staroleśna

Przy schronisku jak zwykle tłoczno. Trzeba uważać, żeby nie wpaść na jakieś stworzenie.. parzystokopytne. Co te kozice się tak na tą Zbójnicką uparły?

Godzina 7:00. Zasłużyliśmy sobie chyba na porządne śniadanko. Sielanka nie trwa jednak długo... Jest wcześnie, ale mój zew burzofoba mówi: na co czekasz! Do góry! I ma rację, a jak ;)

Dolina Staroleśna o poranku

Nasz dzisiejszy cel króluje nad okolicą. Może nie straszy wysokimi ścianami ( z tej strony!), ale ma w sobie to coś :)

Dolina Staroleśna

Okazuje się, że w tym samym czasie w okolicy Zbójnickiej Chaty kręcą się nasi blogowi znajomi z http://dla-frajdy.blog.pl/, których pozdrawiamy :). Dowiadujemy się o tym jednak już w domu :)

Ruszamy. Idziemy chwilkę niebieskim szlakiem, po czym stajemy mniej więcej tam, gdzie powinniśmy iść już w górę, bo Świstowy Grzbiet już się nad nami może nie piętrzy - ale na pewno wznosi.

Świstowy Szczyt

Jak go ugryźć? Właściwie to wydaje mi się,  że z kosówką ostatnio jestem nawet jakoś za pan brat i ją ujarzmiłam, aale... No to na wprost!



Co jak co, ale te oczy zawsze gdzieś grzyba wypatrzą :)

Kilka chwil i stajemy na wygodnej trawce. Na owym grzbiecie. No to czas na spacer :)

Kupola a Vychodna Vysoka

Świstowy Grzbiet jest bardzo widokowy. Na lewo ścianiska Staroleśnego i tym podobnych, na prawo, nieco dalej, Jaworowe. Jest w czym wybierać ;)

Północna Ściana Staroleśnego Szczytu

Staroleśny Szczyt to jeden z najpiękniejszych szczytów tatrzańskich, moim zdaniem. Z każdej strony prezentuje się dostojnie.

Świstowy Grzbiet

Na północ z grzbietu opadają jednak jakieś tam ściany. Lepiej nie sprawdzać jak wysokie ;)

Świstowy Grzbiet

Ta notka całkiem pasuje do określeń "tatrzańskie bezdroża". Niby Świstowy Grzbiet jest taki prosty, atrakcyjny, a mimo to naprawdę wyraźniej ścieżki jakoś brak... Jak to możliwe? ;)) W Tatrach ściechy i kopczyki są przecież wszędzie... Ano, możliwe. Jak się później okaże, najwyraźniejsza ścieżka na Świstowy Szczyt prowadzi po piarżysku z Dzikiej Kotliny. Zsuwanie się piargami zamiast wędrówki tak przyjemną granią? Ludzie nie wiedzą, co tracą.

Zbójnicka Chata

W dole zostawiamy Zbójnicką. Pod nami Staroleśna - kraina jezior. Spośród wszystkich dolin tatrzańskich właśnie w niej kryje się najwięcej stawów.

Ladove pleso a Javorove stity

Jaworowe Szczyty i Zmarzły Staw.

Svistove sedlo a Puste pleso

Tutaj z kolei Pusty Staw i Świstowa Przełęcz, na którą zmierzamy.

Diva veza a Diva kotlina

Dzika Turnia. Pod jej ścianami, w Dzikiej Kotlinie widzimy ludzi, którzy też chcą dzisiaj się przywitać ze Świstowym.

Odnośnie trudności. Według WHP Świstową Granią na Świstowy idzie się łatwo (0+). Hem hem. Wszystko jest okej, aż do pewnego momentu, kiedy coś się przed nami wypiętrza...





No i co teraz? :)

Czy to jest 0+? A ja wiem? Jakbym w tym momencie była wpięta do liny, nie zastanawiałabym się nad wyceną. Teraz jednak, zastanawiam się jak to ugryźć i... Jakoś nie jestem przekonana. Niby widzę, co zrobić dalej, czego się chwycić... Ale jakoś strach.
Wojtek próbuje. Po paru ruchach stwierdza, że co jak co, ale 0+ to na pewno nie jest :) To dobra i zła wiadomość. Zła, bo przewodnik wprowadza w błąd, a dobra... Bo nie jest ze mną tak źle :P



Wojtek decyduje się na przejście prosto. Na górze zauważa jakąś wiekową śrubę z uchem.

A my, we 3kę zabieramy się za obchodzenie, co nie jest też takie do końca przyjemne.

Świstowy Grzbiet - obejście

Osobiście wybieram trochę nieprzyjemną i strasznie usypistą drogę. Jeden niepewny moment, mały stresik i... Jestem na górze.

Jaworowa Grań

A stamtąd odsłania się piękny widok na Jaworową Grań. Z północnej strony na pewno robi dużo większe wrażenie, ale podoba mi się ta perspektywa :)

Dolina Staroleśna

Hej, hej... A co to robią te chmury?? 5 minut temu ich tutaj nie było ;)

Trianguł na Małym Świstowym Szczycie

Na szczęście nasz cel już jest bliziutko. Trianguł znajduje się na Małym Świstowym. No to w górę!

Świstowy Grzbiet

Śpieszmy się łapać widoki - za chwilę zamiast panoramy będziemy mieli figę z makiem!

Parę minut i jesteśmy. Jak dobrze tu być! Łapiemy znane nam szczyty z nowej, nieznanej perspektywy. Na górze siedzi dwójka Polaków. Jeśli to czytają - pozdrawiamy! ;)

Widok ze Świstowego Szczytu w stronę Lodowego

Dolina Rówienek

W dole Rówienki. Chyba najbardziej cieszy mnie to, że mogę jej się z takiej perspektywy przyjrzeć. Robię cenne zdjęcia ;)

Mały Świstowy Szczyt

Mały Świstowy Szczyt. Nam jednak on nie wystarczy - idziemy na Wielki, po drodze zdobywając Pośredni. Główny, ale nie najwyższy wierzchołek masywu. Długo by o tym pisać... Chyba pokusimy się o to dopiero w opisie topograficznym :)

Dolina Białej Wody ze Świstowego Szczytu

Z Wielkiego Świstowego Szczytu można spojrzeć już do Doliny Białej Wody. Kaczy Bandzioch z tej perspektywy strasznie staje dęba. Gościliśmy tam tydzień wcześniej :)

Dzika Kotlina

Staroleśny, Mała Wysoka, Dzika Turnia.

Szeroka Jaworzyńska

Szeroka Jaworzyńska.

Zadni Gerlach

Gerlachy powoli przykrywają się chmurami. A niech je...!

Świstowa Grań ze Świstowego Szczytu

I spojrzenie na Świstową Grań.



Autorzy na szczycie muszą być :)

Pośredni Świstowy Szczyt

Ładnie się robi dookoła. Ja jednak jak zwykle uruchamiam alarm. Nie ma się co ociągać. Idziemy!

Świstowy Szczyt

Najpierw trzeba jednak wrócić na Mały Świstowy, na którym beztrosko pozostawiłam plecak. Na szczęście nadal tam jest ;)

Jaworowy Szczyt

Dolina Staroleśna ze Świstowego Szczytu

A miało być tak pięknie, tak bezchmurnie... Ach!

Świstowy Szczyt

Na powyższym zdjęciu widać, ze z Małego Świstowego na Wielki to niezły kawał drogi jest.

Z Małego Świstowego Szczytu na Świstową Przełęcz mamy dotrzeć 0-owo. Żlebem. Żleb na początku nie wygląda zbyt sympatycznie...



Wbrew pozorom jest jednak w porządku.

Dolina Staroleśna

W Staroleśnej robi się magicznie.

Dolina Staroleśna

A my zmierzamy na przełęcz. Bartek i Wojtek postanawiają zrobić sobie jeszcze mały popasik na szczycie.

Zejście na Świstową Przełęcz

Świstowa Przełęcz

Świstowy Szczyt

Piękne okolice. Po raz kolejny gościmy na tatrzańskich bezdrożach. Bo kto właściwie chciałby pójść na z pozoru nudną Świstową Przełęcz? Ale dlaczego nie urozmaicić sobie wycieczki na Świstowy? ;))

Z okolic Świstowej Przełęczy na stronę Rówienek niezła lufa. Lubię w takich miejscach stawać na krawądkach i gapić się w dół.



Tędy jednak schodzić nie zamierzamy. Wybieramy dupo-ślizgi do krainy jezior ;)

Tam trochę się rozdzielamy. Mi się oczywiście spieszy - a bo groźne chmurki. Wędruję sama między staroleśnymi stawami. Gdzieniegdzie zza kosówki wyłoni się niespeszona w ogóle moją obecnością kozica. Czuję się dzięki nim bezpieczna. Wierzę, że tam, gdzie one wędrują swobodnie, żaden misiek się nie kręci ;)

W obiektyw oczywiście wpada mi parę stawków. Chyba dzięki nim tak lubię Staroleśną.

Male Puste pliesko

Mały Pusty Stawek.

Wyżni Zbójnicki Staw

Wyżni Zbójnicki Staw.

Zbójnicki Staw

I przepiękny widok znad któregoś Zbójnickiego Stawu na Jaworowe Szczyty.

W tym samym czasie, kiedy ja powoli zmierzam w kierunku Zbójnickiej Chaty, mój niesforny Narzeczony zwiedza Zbójnicką Kopkę, z której podziwia m.in. Zmarzły Staw.

Ladove pleso

Na szczęście na tym jego zwiedzanie się kończy i jakiś czas później spotykamy się pod schroniskiem.

Do kompletu brakuje jeszcze Bartka i Wojtka. Przy schronisku tłumy, co jednak jakoś w ogóle nie przeszkadza. To nie Morskie Oko ;) Po jakimś czasie pojawiają się i zguby. Okazuje się, że postanowili nie iść w nasze ślady i zeszli sobie w dół przez Dziką Kotlinę.



Na zwieńczenie dzisiejszego dnia raczej niesmaczne piwko i czas wracać. Niestety, tym razem powrót do rzeczywistości czeka nas już dziś.
Przy zejściu na Siodełko aparat ląduje głęboko w plecaku. Zachmurzone widoki nijak się mają do tych porannych ;)

Żadna burka oczywiście nie nadchodzi. Czy sypią się na mnie gromy za mój pośpiech? Właściwie to już nie pamiętam... :P

Na szlaku z Siodełka podziwiamy prawdziwe, tatrzańskie lato. Wiatr smaga trawami, dookoła różowo od wierzbówki kiprzycy...

Sławkowski Szczyt

Chyba nigdy nie zrozumiem tych, co przekładają tatrzańską i w ogóle górską zimę nad lato.

I na tym kończy się ten upalny, sierpniowy dzień. Do domu wracam z uśmiechem i wspomnieniem o Świstowym. Nie żegnamy się jednak na długo. Za tydzień ponownie zawitamy w Tatrach, które tym razem nie będą dla nas tak łaskawe.
Ale o tym już następnym razem :)