czwartek, 16 lutego 2012

Tatrzański sen

Trasa I dzień:
Siwa Polana -> Dolina Chochołowska -> Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej -> Grześ -> Rakoń -> Wołowiec -> Rakoń -> Grześ -> Schronisko na Polanie Chochołowskiej



Z dedykacją dla W :) :
Jak to było powiedziane : w życiu trzeba mieć jakiegoś hopla, a reszta sama się ułoży. Osobiście dodałabym do tego jeszcze jedną kwestię : trzeba mieć z kim dzielić tego hopla :) Wtedy ma się naprawdę szczęście. A ten nasz jest chyba najfajniejszy na świecie – bo tatrzański! :)

Coś się kończy, coś się zaczyna… Ledwo co wróciłam z poprzedniego wyjazdu, w mojej głowie zaczęło się już coś nowego rodzić. I tak oto miesiąc później znowu szliśmy z zapakowanymi plecakami w środku nocy na autobus… niewyspani, ale uśmiechnięci :)

Prawdziwa radocha zaczyna się na początku na dworcu w Zakopanem. A co w nim takiego szczególnego? Właściwie, to nic! Jest brzydki, w zimie robi za bardzo istotne źródło ciepła… tyle. Ale ma jedną, ważną zaletę : czujemy, że jesteśmy w Tatrach!

Wsiadamy do busa, którego kierowca jest fanem dość specyficznej muzyki, która przez cały dzień siedzi nam w głowach „Janek, Janek, Janek, heej!” i wprawia w dobry nastrój. I tutaj kolejny nieodłączny element przyjazdu do mojej krainy szczęścia : siedzę z nosem przy szybie i podziwiam skaliste granie na tle pomarańczowo-różowego nieba. Za każdym tak samo robią wrażenie i tak samo cieszą. Wjeżdżamy do innego świata :)

Koniec jednak emocjonalnych rozkmin. Zdecydowanie za szybko kierowca wyrzuca nas na wylocie Doliny Chochołowskiej. Jest zimno. Jest bardzo zimno! Przed nami około dwóch godzin marszu. Wokół ani żywej duszy. Im szybciej przemierzymy te parę kilometrów, tym lepiej!







"Chłodno", ale magicznie :)


Dolina ciągnie się niemiłosiernie. Przynajmniej do pierwszych widoków, które sprawiają, że nieco się ‘budzimy’ ;) Pierwsi ludzie mijają nas na szlaku. No i w końcu – Polana Chochołowska! Pamiętam ją tylko z dziecięcych wspomnień – niezbyt dokładnie. Piękny widok na Kominiarski Wierch i Mnichy Chochołowskie. Doszukujemy się podobieństwa do Cerro Torre ;)


Polana Chochołowska


Polana Chochołowska

A oto nasza dzisiejsza trasa ;)




A oto dowód na to, że mróz był ohoho... siarczysty ;) I zrobił ze mnie świętego Mikołaja! :(


Rzucamy batohy w schronisku, łyk ciepłej herbatki i w drogę! Włączamy nasz pęd i 50-minutowy odcinek łoimy w 22 minuty. W końcu naginanie czasoprzestrzeni to nasza specjalność ;) Po drodze łapię Kominiarski za komin ;)




1653m. Na szczycie nawet się nie zatrzymujemy – dookoła tyle widoków, a my chcemy więcej!


Trzy Kopy, Hruba Kopa, Banówka, Pachoł

Tutaj z kolei "Dwie lewe trzy kopy :)", Hruba Kopa, Banikov i Pachol'a :)




Słońce świeci, podchodzi się przyjemnie... To i uśmiechu zabraknąć nie może ;)


Jarząbczy, Łopata i Czerwony Wierch

Jarząbczy, Łopata i Czerwony Wierch.


Podejście na Rakoń

Podejście na Rakoń jest przyjemne. Chociaż Długi Upłaz naprawdę jest… długi. Przybliża się za to nasz dzisiejszy cel .




W czasie, kiedy ja gapię się na mój pierwszy zmowy dwutysięcznik, Wojciech w swojej głowie układa plan powrotny nieco… naokoło. Słucham w skupieniu i nieufnie spoglądam na Jarząbczy.


Osiągamy wysokość 1879m. Według Słowaków - 1876m. Zaczyna mnie denerwować ta rozbieżność wysokości :)

Rakoń

Ruszamy na najwyższy punkt dnia dzisiejszego. Po prawej cieszą oko Rohacze, szczególnie Ostry :)


Podejście na Wołowiec

Podejście na Wołowiec

Podejście. W lecie wydawało się jakieś... krótsze ;)


Rohacze

Rohacze.


2063m! Cudny widok na wszystkie strony.

Dolina Jamnicka

Otargańce, Dolinę Jamnicką i Niżne Tatry na horyzoncie.


 Rohacz Ostry

I po raz kolejny : Rohacz Ostry z bardzo dobrze widoczną Rohacką Szczerbiną i Baranec po lewej.


Otargańce

Otargańce.




I my :)


Widok z Wołowca

Część naszej jutrzejsze trasy :) Oprócz tego Łopata, Jarząbczy, Jakubina, Kończysty Wierch, Starorobocianski, aż po Bystrą - Tatry Zachodnie w pełnej krasie ;)


Widok z Wołowca na Tatry Wysokie

I widok na Tatry Wysokie z Lodowym na czele ;) Mówi się, że widok z Wołowca na Tatry Wysokie jest jednym z najpiękniejszych w Tatrach Zachodnich. Jest ładny - trzeba przyznać. Ale czy najpiękniejszy? Moim zdaniem zdecydowanie nie :)




Hemli-zdobywca :)


Do Zachodu słońca mamy sporo czasu. Nie zgadzam się na powrót przez Jarząbczy, więc postanawiamy twórczo zająć sobie czas na szczycie ;)



Wojciechowi jak widać nie wystarczy 2064 m + nieco ponad metr śniegu. Chce być wyżej :)




Polowanie na białe niedźwiedzie. Do tego właśnie przydaje się czekan na Wołowcu ;)




Strach się bać... ;)




Zbyt długie działanie promieni słonecznych dziwnie działa na górołazów... Nie wiem, o co chodzi z tą pozą :)


Około godzina posiadówy i na szczycie mamy już dość sporo zdobywców. Jestem za to jedyną przedstawicielką płci pięknej. Też mi nowość!

Słońce świeci coraz słabiej. To znak, że czas się zbierać.


Dolina Rohacka

Zejście z widokiem na Dolinę Rohacką :) Mamy dziś ciekawe światło.




I tutaj kolejne ciekawe zjawisko – widział kto co takiego? ;) Może zdjęcie słabo „to” obrazuje - ja jestem za to zadowolona, że w ogóle udało mi się to sfotografować :)






Jest tak pięknie, że nie chce się nam schodzić w dół...


Wołowiec



Dość ciekawie wyłaniają się promienie słońca zza Banówki ;)


Salatyny

Równie ciekawie wyglądają Salatyny.


Dolina Rohacka

Gra kolorów i mgieł, czyli piękny początek zachodu słońca nad Doliną Rohacką i Osobitą :)


Zachód słońca na Grzesiu

Schodzimy jako ostatni nie licząc pary, która dopiero zdobywa Rakoń… Jesteśmy we właściwym miejscu i o właściwym czasie. Podziwiamy zachód słońca z Grzesia :)


Zachód słońca na Grzesiu

i spojrzenie na przemierzoną drogę... ;)


Zachód słońca na Grzesiu

...i na to, co jeszcze przed nami :)


Kominiarski Wierch

Kominy Tylkowe i Ciemniak.


W rezultacie jesteśmy w schronisku około zmroku. Zajadamy się kaszą ze słoniną, która dość skutecznie mnie zapycha, wymieniamy górskie plany na dzień następny ze współlokatorami, nastawiamy budzik. W końcu za nami praktycznie nieprzespana noc :)


_______________

Trasa:
Schronisko na Polanie Chochołowskiej -> Polana Trzydniówka -> Trzydniowiański Wierch -> Czubik -> Kończysty Wierch -> Starorobociański Wierch -> Siwe Turnie -> Ornaki -> Iwaniacka Przełęcz -> Schronisko Ornak


Ciężka pobudka rano. Do naszego pokoju nie wpadają promienie słońca, więc przez chwilę nachodzi mnie myśl: No co z tą pogodą? Zwlekam się z łóżka i jedno spojrzenie przez okno rozwiewa moje wątpliwości – mamy błękitne niebo :) Niestety, wstawanie nie o świcie nie popłaca – tracimy sporo czasu w kuchni turystycznej czekając na wrzątek. Pech trafił, że jeden czajnik jest… zepsuty.

Wojciech ucina krótką pogawędkę z Toprowcem i okazuje się, że wczoraj zeszła lawina z Jarząbczego w stronę Łopaty. Uśmiecham się w duchu – kobiece przeczucie jednak czasami działa!

Skończyło się niestety chodzenie ‘na lekko’. Zarzucamy batohy na plecy i wychodzimy na mróz. Chyba znowu zamarzają mi włosy :)

Podejście na Trzydniowiański Wierch. Z pewnością zapamiętam! Bardzo stromą ścieżką pniemy się w lesie, co jakiś czas uświadczając widoków na Kominy Tylkowe. I nawet ten widok nie pomaga!

Wychodzimy z lasu. Lepiej! Cała nasza dzisiejsza trasa jak na dłoni.

Podejście na Trzydniowiański Wierch



Starorobociański o charakterystycznej formie piramidy góruje nad okolicą. Tam idziemy!

Pierwsze podejście za nami. 1758m i krótki postój.



Ktoś kazuje mi siąść "po chłopsku" :|




Niska Przełęcz

Niska Przełęcz.




Fotka z Doliną Chochołowską :)


Idziemy dalej. Zamiast trawersować wchodzimy też na Czubik. I w tym momencie zaczyna się Hemli-godzina zgrozy. Podejście na Kończysty Wierch, które zapamiętam… na długo ;)

Kończysty Wierch

Co jest powodem Kończystego kryzysu? Sama nie wiem. Może pękający pod nogami śnieg? Przez dłuższą chwilę tęsknię za poczuciem bezpieczeństwa z Trzydniowiańskiego. Myślę o tym tak intensywnie, że nie zauważam, jak wypada mi… aparat! Zatrzymuje się na szczęście jakieś 10 cm od miejsca, w którym zjechałby do Jarząbczej Doliny i w rezultacie ratuje go Wojciech… Jak dobrze ;)

Dochodzimy z Wojciechem do wspólnego wniosku. Chcesz się czegoś nauczyć w zimowych Tatrach? Idź na Kończysty! Coś w tym musi być :)

Starorobociański Wierch

Starorobociański coraz bliżej.


Kończysty Wierch


Kończysty też coraz bliżej. Dzięki Bogu!

Kończysty Wierch

2002m. Chwila na rozluźnienie. Podziwiamy niezwykle uroczą Jakubinę i Starorobociański. Po raz kolejny słyszę na szlaku określenie : Starobociański. A chcielibyście Dolinę Starego Bociana? To nie brzmi :(


Raczkowa Czuba

Urocza Jakubina.


Starorobociański Wierch

Podejście na Starego Robota. Podoba mi się o wiele bardziej niż na Kończysty.


Podejście na Starorobociański Wierch

I jesteśmy! 2176m. Wyżej już podczas tego wyjazdu niestety nie będzie.


Na szczycie spotykamy współlokatorów z Chochołowskiej, którzy podobno wybierają się na Bystra. Chwilę później jakimś dziwnym cudem znikają nam z pola widzenia. Gdzie poszli – to pozostaje już zagadką ;)

Widok ze Starorobociańskiego Wierchu

Kamienista i panorama Tatr Wysokich. Też niczego sobie ;)




Duet zdobywczyków :)




Siedzi się niczego sobie :)


Zadnia Dolina Raczkowa

Zadnia Dolina Raczkowa.


Błyszcz i Bystra

Błyszcz i Bystra - najwyższa w Tatrach Zachodnich.


Przed nami jeszcze trochę drogi. Żegnamy się więc z widokami ze Starego Robota i w dół!




Wojciech próbuje bawić się w tropiciela kamzików… ;)

Schodzi się całkiem sympatycznie. No, może poza kamorami, które skutecznie uprzykrzają maszerowanie w rakach.

Kamienista, Liliowe Turnie

Kamienista, w oddali Krywcio, Liliowe Turnie I Błyszcz.







Ot, takie sobie nawisy śnieżne :)

Starorobociański Wierch

I spojrzenie za siebie :)

Liliowe Turnie

Chętnych na Błyszcz/Bystrą dzisiaj nie brakuje. My dochodzimy do Liliowego Karbu ( nazwa bardzo sporna – moim zdaniem ta najlepsza :) ) i zamiast w górę, kierujemy się w dół.


Dolina Gaborowa

Jest niesamowicie pięknie, cisza i spokój... I urocza Dolina Gaborowa :)


Liliowe Turnie

Liliowe Turnie.




Jak widać, Liliowy Karb i lutowe tatrzańskie słońce sprzyja skupieniu… ;)


Komu w drogę, temu… w dół :) Czas na Siwe Turnie. Postraszyli, że będzie strasznie, a tymczasem jest nieco stromo, ale w porządku.


grań Ornaków

Czas na Ornaki. Za nami cały czas piękne widoki na Bystrą, Błyszcz i Klin. A grań Ornaków jest naprawdę… szeroka!


Z Zadniego Ornaku

Zadni Ornak

Najfajniejszy oczywiście Zadni Ornak. Słońce się obniża powodując, że Tatry z minuty na minutę wyglądają coraz to piękniej :)


Smreczyński Wierch

Smreczyński, Kamienista i Ornaki.




:)






Kominiarski Wierch

Przybliżamy się do Kominiarskiego. Kolejny przepiękny zachód słońca na grani. Oprócz okolicznych szczytów uwagę przykuwa również Diablak – też prezentuje się uroczo :)







Nie jesteśmy ostatni ;)


Zachód słońca na Ornaku

Zejście do Iwaniackiej Przełęczy też zapamiętam na długo. Chociażby z tego względu, żeby tamtędy… nie wchodzić! Po początkowej walce postanawiam przerzucić się na kontrolowany zjazd na tyłku.


Na przełęczy żegnamy się z widokami. Zachód słońca ma się ku końcowi. Ma w sobie coś niezwykłego ten kończący się zimowy, tatrzański dzień. Kolory, cisza, spokój sprawiają, że jest… magiczny :)


Schronisko Ornak

Zejście do Ornaku zajmuje nam mało czasu. Dochodzimy tam praktycznie po zmroku.


W schronisku  początkowo poprzez roztargnienie naszych współlokatorów musimy zadowolić się tylko jadalnią. Tam modyfikujemy nieco nasze plany na następny dzień. Spotykamy znajomych z pokoju z Chochołowskiej. Tym razem nie zamierzają skorzystać z przetartego przez nas szlaku.


Już w pokoju, toczą się po części tatrzańskie rozmowy, które schodzą na typowo… egzystencjalne! Górskie zmęczenie sprawia, że dochodzimy do wniosku, że szczęście w życiu daje… cel :) I rzeczywiście, coś w tym jest!


__________________

Trasa:
Schronisko Ornak -> Dolina Kościeliska -> Cudakowa Polana -> Polana Upłaz -> Chuda Turnia -> Ciemniak -> Krzesanica -> Małołączniak -> Kopa Kondracka -> Kondracka Przełęcz -> Dolina Kondratowa -> Kalatówki -> Kuźnice


Dzień trzeci. Pogoda bez zmian. Pobudka : wcześnie! Dostajemy obiecany wrzątek. Próbuję wmusić w siebie śniadanie – marnie mi to idzie, ale udaje się nie wyjść na szlak z pustym żołądkiem. Czeka nas na początek nieco zejścia Kościeliską – moje kolana „zaprawione” wczorajszym zejściem z Ornaku bardzo się na to cieszą ;)

Z Kir Wyżnich odbijamy w prawo. Przed nami około 1150 m przewyższenia.



Najgorsze jest zawsze – podejście lasem. Humory poprawiają się wraz z pierwszymi widokami.


Giewont



Podejście na Ciemniak

Droga na Ciemniak nieco się ciągnie. Podejście jest zdradliwe. Wydaje się, że to już już, a tutaj się okazuje, że czekają nas jeszcze z 3 podejścia! Wiem to, ale i tak daję się nabrać.








Grań Baszt! ;)


Gdzieś w partiach szczytowych Bogu ducha winien Ciemniak dostaje nowe imię… dość mało cenzuralne :) Na szczęście po niecałych 4 godzinach udaje się zdobyć 2096m.

Na Ciemniaku

Czas na okazanie radości z wejścia :)




Hurra! ;)






Zasłużona chwila odpoczynku ;)


Krzesanica

I tutaj krasa w czystej postaci - Krzesanica! Nie dość, że najwyższa z Cz.W., to jeszcze najładniejsza.


Głazista Turnia

Tomanowy, Smreczyński i Kamienista.


Krzesanica

Czerwone Wierchy przyciągają najwięcej turystów. Może dlatego, że jest piękna słoneczna niedziela, a może dlatego, że są po prostu.. łatwe?


Widok z Małołączniaka

Widok z Małołączniaka. Jak nie Grań Baszt, to Żółta Turnia... ;)






Wojciech :)


Widok z Małołączniaka

Słowackie Tatry Wysokie z Małołączniaka. Wydają się niesamowicie blisko :)



:)




Nie mogę sie napatrzeć. Rośnie apetyt, żeby być tam... wszędzie :) Do zrealizowania ;)


Widok z Małołączniaka

Tatrzańska panorama w całości.


Czas na ostatni z czterech – Kopę Kondracką. Najbardziej zaludnioną. Cykam tylko parę zdjęć ze szczytu i schodzimy ku Przełęczy Kondrackiej.

Kopa Kondracka


Tam dochodzi do skutku Wojciechowy plan – wyjście na Giewont bez kolejki :) Podchodzimy kawałek, po czym postanawiam zawrócić. Nie ma się co czarować – po trzech dniach intensywnego łażenia jestem po prostu zmęczona. Czekam na mojego górskiego kompana na przełęczy.




… A w tym czasie Wojciech staje na szczycie Śpiącego Rycerza ;)




I jeszcze zdjęcie z dołu :


Giewont

Krótkie zejście. I przed nami średnio przyjemne zejście do Doliny Kondratowej.
Wstępujemy na chwilkę schroniska na Hali K. i niestety czas iść dalej… Powoli żegnamy się z tatrzańskimi widokami, które nikną w zmroku. Niechętnie wraca się do rzeczywistości po trzech takich dniach… bardzo niechętnie :)

Hala Kondratowa

Polana Kalatówki

Na do widzenia mamy przyjemność zakosztować jeszcze marszu z Kuźnic na Krupówki, gdzie w otoczeniu kebabów jemy podhalańskie… kebsy. Polecam :)

I znowu dworzec PKS, PKP, pociąg i koniec tatrzańskiego snu… I do zobaczenia wkrótce :)

Cóż mogę jeszcze powiedzieć... Wyjazd był niesamowicie owocny, zobaczyłam wiele, nauczyłam się jeszcze więcej... I nawiązując do rozmowy naszych współlokatorów z Ornaku odnośnie tego, co daje szczęście - najwidoczniej ja, patrząc na te zdjęcia, mając wspomnienia w głowie i bardzo dużo planów na przyszłość, mam to wszystko, co do szczęścia jest potrzebne :)


Do następnego! :)


Pearl Jam - Given to Fly