sobota, 12 października 2013

Męska decyzja, czyli Zawrat(owa Turnia) zamiast Szpiglasowego.

Trasa:
Wanta -> Świstówka Roztocka -> Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich -> Dolina Pięciu Stawów Polskich -> Zawrat -> Zawratowa Turnia -> Czarna Dolina Gąsienicowa -> Czarny Staw Gąsienicowy -> Hala Gąsienicowa -> Przełęcz między Kopami -> Dolina Jaworzynka -> Kuźnice



Podnoszę jedno oko. Przestawiam budzik. Jest ciemno. Że cicho, to oczywiście - o tej porze te okolice można jeszcze nazwać odludziem.
Wojtek, który z reguły mobilizuje mnie do wstawania, tym razem za nic ma kolejne budziki. Ja też bym pospała, ale wystarczy szybka analiza skutków dłuższej drzemki, żeby przekonać mnie, że jednak mus to mus. W końcu zaspanym głosikiem wydaję z siebie coś w sensie "Wsaatejmy?"
I tutaj ku ogólnemu zdziwieniu przemawia do mnie całkiem trzeźwy głos: Idziemy na Zawrat i potem schodzimy do Kuźnic załatwić sprawę w dyrekcji. Odpowiadam swoim cichym okeej i powoli zabieram się do wstawania.

Jeszcze wczorajszego wieczora toczyła się ciężka debata na temat, gdzie pójdziemy. Z braku laku chciałam się wybrać na ten nieszczęsny Szpiglasowy z prostej przyczyny - w lecie jeszcze nie byłam. Wojtek na samo wspomnienie strasznie się krzywił, ale niezbyt był sens iść gdzie indziej. Wtedy jeszcze nikt nie pomyślał o Zawracie :)

Za moją prośbą wychodzimy nieco później - 6.00. Iza z Bartkiem dzisiaj nam nie towarzyszą, dlatego średnio chcę iść przez półciemny las tylko we dwójkę. O 6.00 jednak koło skrótów kręcą się już jacyś ludzie. W większości rozsądni, przyszli zdobywcy Rysów.

I znowu ten sam obrazek. Energiczne odejście skrótami na pobudkę (jak dobrze się troszkę zmęczyć ledwo co po wyjściu z łóżka!:P), po lewej stronie karpa, potem Włosienica, poranne Mięgusze, Wisła Kraków wita na asfalcie... Odnoszę wrażenie, że znam już tą trasę na pamięć. Tym razem jednak zamiast wisienki na torcie pod postacią Morskiego Oka skręcamy w prawo w nieco zachaszczony szlak. Aż dziwne, w końcu to jeden z najpopularniejszych szlaków z całym TPN-ie. '

Przy okazji towarzyszą nam specjalne efekty dźwiękowe. Tym razem w Dolinie Białej Wody zmniejszyła się najprawdopodobniej populacja jakiejś zwierzyny. Tak właśnie Słowacy troszczą się o swoje divoke zvierata ;)

Podejście na Świstówkę Roztocką


W tym czasie, kiedy pniemy się na wzniesienia Kępy, przez Polskę przechodzi fala okropnych upałów. W Tatrach też zdychamy. Co dopiero musi dziać się teraz w Krakowie ;) Jeszcze jeden argument potwierdzający, że wybranie się w tym terminie na wolontariat było świetnym trafem.

Kryjemy się przed palącym już słońcem po krzakach. Dla chwilowego wytchnienia musimy schylać się coraz mocniej - kosówka jest coraz niższa.

Przy okazji łapiemy widoczki na Morskie Oko, żeby za chwilkę całkowicie zmienić okolicę...

Podejście na Świstówkę Roztocką

Opalony Wierch

Żabia Czuba, Żabi Szczyt Niżni

Wielki Wołoszyn, Pośredni Wołoszyn, Skrajny Wołoszyn

Kwitesencja Wołoszynów. Własnie z tym mi się kojarzą - z gęstymi krzorami. Brakuje jeszcze wystającego tyłka niedźwiedzia - byłoby idealnie ;)




Nie znajdujemy niestety zbawiennego skrótu na Świstową Czubę. Trzeba będzie więc zdobyć Świstową Kopę. Ciśniemy!

Dolina Roztoki


Świstówka Roztocka

Świstówka Roztocka.



I spojrzenie za siebie.

Dolina Pięciu Stawów ze Świstowej Kopy


Na Kopie uśmiech sam ciśnie się na oczy. Aż chce się nieco przyspieszyć tempa, żeby jak najszybciej zanurzyć się... w cień. Całą dolinę mamy jak na dłoni. To oznacza tylko jedno - będzie grzać!!




Pareset metrów przed schroniskiem natykamy się na coś dziwnego, a mianowicie - wynurzające się i stojące na sztorc zza kamienia dwa kijki. Wojciech zaciekawiony rusza w ich stronę. Rzucam jakieś słowa o znalezieniu trupa, czy coś... Nie zraża się jednak. I tutaj - rozczarowanie - żadnego trupa nie ma. Nie tym razem. Co prawda, po pogrzebaniu starych, nowe kijki by się przydały... Ale w sumie to i tak niebieskie by mi nie pasowały ;)

Przy schronisku obrazek już nam znany - podłogowicze, że ich tak nazwę, raczą się śniadankiem. Chwilę im towarzyszymy, a potem, ile sił w nogach, chcemy wykorzystać rześkość poranka. Z której już w sumie niewiele niestety zostało.




Pusta Dolinka

Ale Pustej Dolince bardzo pasuje taka aura :)

Niestety, jest już za późno. W dolinie czujemy się trochę jak na patelni. Wyciągamy przez to całkiem niezły czas. Na odbiciu na Szpiglasową jesteśmy o 8:30, czyli 2,5 h od wyjścia z Wanty ;) Nie ma jednak co spoczywać na laurach.

Pusta Dolinka

Podejście na Zawrat



Na podejściu zaczyna owiewać nas lekki wiaterek. Jakie to miłe uczucie! Powtarzam sobie w myślach nasze stare, sprawdzone porzekadło: Na przełęczach zawsze piździ. Więc czas cisnąć na przełęcz :)



Wiem, że to w takiej sytuacji mało istotne, ale tego dnia muszę pożegnać się z grzywką :P Więc musi być już źle :)

Zamarła Turnia, Kozie Czuby, Kozi Wierch

I jeszcze rzucik w stronę wszystkiego, co Kozie :)



Podejście na Zawrat



Dzwonek wąskolistny.


Zadni staw zostaje z tyłu (po czesku powiedziałabym v zadu :>), mijamy nasz ochrzczony kamień-leżankę (drugi ochrzczony kamień-moje krzesło znajduje się na Skrajnym Granacie. A niech tylko zobaczę, że mi ktoś kiedyś za niego puszkę wciska!!!). To znak, że już blisko. W sumie, to w przeciwieństwie do naszego ostatniego razu tutaj COŚ widać :) Chociaż szczerze mówiąc, widoki od tej strony jakoś nie powalają. No, może poza otoczeniem Pustej Dolinki. Nawet Świnica wygląda tutaj jakoś tak... płasko. O Kozim Wierchu nie wspomnę!

Podejście na Zawrat



Parę minutek po 9:00 i... Zawrat! Jest wiatr! Od strony Doliny Gąsienicowej powiewa upragnionym chłodem na tyle, że po paru minutach ubieram nawet kurtkę. Widoczki przednie. W końcu do trzech razy sztuka. Za pierwszym razem gówno widziałam, za drugim ciężko było patrzeć na oczy, to za to za trzecim się udało. Jednak warto wcześnie wstawać :)

Drugim argumentem przemawiającym za wstawaniem jest fakt, że nie ma już śladu po czyściutkim porannym niebie. Jakoś specjalnie się nie przejmuję - niech się martwią Ci, co wyruszyli dopiero na szlak.

Widok z Zawratu

Widok z Zawratu



Gładki Wierch

A, taki tam Gładki Wierch :)

Tymczasem, na przełęczy (jak u Witkiewicza!) rodzi się dyskusja. Z racji, że nie cierpimy poezji, nie obsypujemy tatrzańskich wierchów chlubnymi epitetami ani nie rozumiemy kompletnie sztuki, jest ona po prostu konkretna. Wojtek chce iść na Świnicę, ja oglądam się za siebie i chcę iść w dół Zawratem. Chwila ciężkiej atmosfery i udaje się znaleźć coś a la kompromis. Po prostu Wojtuś nie lubi kończyć wycieczek na przełęczy. Daję mu zdobyć więc jeszcze to 88 metrów. A sama Hemli( z perspektywy czasu stwierdzam - łoś!) zostaje na przełęczy i robię zdjęcia do naszego działu topo (i tutaj dla zainteresowanych - cierpliwości, Zawrat pewnie będzie już wkrótce, mamy bowiem ostatnio wenę na przełęcze :)) Gdybym wiedziała, że na Zawratowej jest tak fajnie, nie siedziałabym na jakimś głupim Zawracie! :(

A tutaj parę uzasadnień, dlaczego jest fajnie:

Na Zawratowej Turni

Na Zawratowej Turni

Niebieska Turnia, Gąsienicowa Turnia, Świnicka Kopa, Świnica


W czasie, kiedy Wojtek podziwia Kościelce, ja robię zdjęcie jakimś rozbawionym Czechom. Kiedy schodzi do mnie usatysfakcjonowany, ruszamy w dół.

Łańcuchy pod Zawratem


Podejście na Zawrat. Ach, wspomnienia! Tutaj po raz pierwszy miałam styczność z łańcuchami w Tatrach. Takie szybkie szkolenie zaraz przed wejściem na Orlą Perć :) Początki miałam niezłe.



Teraz jest trochę inaczej. Skała pod Zawratem jest tragicznie wyślizgana! Na myśl przychodzi słynna zakrzówkowa IV, którą nazwałabym "jak po maśle" :) Jakiś pan okazuje swoją dezaprobatę z faktu, że nie używam łańcuchów. Wolę jednak bez łańcuchów iść po szorstkim niż ześlizgiwać się po żelastwie. Tyle.

Kozia Dolinka

Kozia Dolinka.

Zmarzły Staw


Pierwszy raz chyba widzimy Zmarzły Staw z perspektywy, w której może się on podobać. Tutaj nieco "stojadziały" ;)

Zmarzły Staw

Zawratowy Żleb

I jeszcze rzut okiem na Zwarat.

O dalszej trasie dookoła Czarnego Stawu nie ma się co rozpisywać. Powraca jednak znowu dobrze znany problem - gorąąco! Z politowaniem patrzymy na ociekających potem ludzi podchodzących pod Zawrat. Mimo wszystko, w takiej parówie jednak lepiej jest schodzić. Jest tego jednak jedna wada - im niżej, tym cieplej. A to pech :)

Nad północnym brzegiem Czarnego Stawu tradycyjnie tłumy, toteż przyspieszamy tempo. Do Murowańca nawet nie wstępujemy. Obracam się - piękne chmurzyska rozwijają się nad otoczeniem Gąsienicowej ;)

Nasz energiczny marsz przerywa oczywiście foto-sesja. Jest sierpień! Jesteśmy w Gąsienicowej! A co kojarzy się z Gąsienicową? No oczywiście, że wierzbówka kiprzyca ;) Bez wierzbówki nie byłoby Gąsienicowej. Jestem tego pewna. Robię więc obowiązkowo foteczki do kolekcji.

Dolina Gąsienicowa

Dolina Gąsienicowa

Wierzbówka kiprzyca


Szybko przemykamy przez Karczmisko, dalej wybór pada na Jaworzynkę. Przy zejściu czuję, że jest źle. Nawet nie chce mi się robić zdjęć - w sumie może też dlatego, że z tego szlaku mam już ich i tak za dużo? :) Jednak na wysokości 1000 m temperatura jest już paskudnie wysoka, a powietrze ciężkie.

W Kuźnicach dotaczamy się do Dyrekcji TPNu. W budynku jest jak zawsze za ciepło. Załatwiamy sprawy i naszym pierwszym celem jest jak najszybsze dotarcie do sklepu po upragnioną wodę. Ale przed nami jeszcze cała Aleja Przewodników Tatrzańskich, która ciągnie się niemiłosiernie!

W końcu w sklepie porywamy pierwszą lepszą colę-podróbę. Jestem już ledwo żywa. Naraz wypijam chyba pół tej coli z przekonaniem, że to najlepszy napój na świecie, jaki kiedykolwiek piłam. Częściowo ożywam. Co ciekawe, pod wieczór tej cudownej coli nie mogę już przełknąć - taka jest smaczna :P

Korzystając z cywilizacji i ze sklepów, w których jest coś więcej niż alkohol i czekolada robimy zapasy na kolejne, ostatnie już dni na wolontariacie. Jak wysiadamy na Palenicy coś nawet gdzieś pogrzmiewa. Mamy jednak szczęście i dość szybko dostajemy się na Wantę. I można szykować się na kolejny, górski dzień ;)



I oczywiście - c.d.n...