środa, 14 sierpnia 2013

Buczynową Granią

Trasa:
Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów -> Krzyżne -> Buczynowe Turnie -> Skrajny Granat -> Zadni Granat -> Sieczkowe Turnie -> Kozia Dolinka -> Czarny Staw Gąsienicowy -> Mały Kościelec -> Karb -> Czuba nad Karbem -> Zielona Dolina Gąsienicowa -> Murowaniec -> Brzeziny


Link do poprzedniego dnia wycieczki

Regeneracja w takich warunkach nie jest jednak najlepsza – za dużo hałasu na Wojciecha uszy, zaraz po czwartej przekręcam się już tylko z boku na bok szukając „wygodnej” pozycji, ale usnąć już mi się nie udało. Niektórzy z podłogowiczów opuszczają już schronisko. I my postanawiamy około piątej się wynurzyć na zewnątrz. O ile się uda nikogo przy tym nie zdeptać - śpią nawet przy drzwiach wejściowych. Hemli na początku trochę marudziła o drzemce. Jak tylko wyglądnęła za okno i ujrzała czerwoną poświatę na tle Liptowskich Murów, błyskawicznie się przebudziła, w kilka chwil złapaliśmy wszystko, co nasze i wyszliśmy przed schronisko.

Widok na Kotelnicę znad Przedniego Stawu Polskiego

Tam nieco chłodniej, wręcz zimno, a dookoła pozawijani w śpiworach podłogowicze, którzy nie mieli ochoty na ścisk.



Hemli biega to tu, to tam i łapie w aparatowe oko wszystko co warte zapamiętania. Prosimy również jednego z przebudzonych o zdjęcie na tle oświetlonych ścian. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że będzie to najlepsze zdjęcie weekendu – podziękowania dla autora i „mistrza drugiego planu”, który na dodatek pięknie zapozował:)



Jeszcze ujęcia w stronę ciągnącej się Doliny Roztoki...

Buczynowa Dolinka



Wschód słońca nad Doliną Roztoki

Wschód słońca nad Doliną Roztoki

Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

... małe śniadanko i zbieramy się do marszu w kierunku Krzyżnego.

Dolina Pięciu Stawów Polskich o świcie

Szlak na Krzyżne


Szlak na Krzyżne

Dolina Roztoki

Dolina Roztoki.

Szlak na Krzyżne

Niestety nie rozchmurzyło się do końca – co prawda widać już odcinkami grań Orlej Perci, ale spodziewaliśmy się jej całkowitego odsłonięcia.
Po drodze parę ujęć wynurzających się spośród chmur tatrzańskich olbrzymów,



plejady innych słowackich szczytów

Próg Doliny Pięciu Stawów Polskich


oraz świeżo opuszczonej doliny z lśniącymi stawami i grzmiącymi wodospadami.

Siklawa



Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich


W drodze wystraszyliśmy niechcący skubiącego trawę przy szlaku kamzika.

Kozice

Uwiecznić je, gdy zamierzają uciekać, to już sztuka, świstak był wczoraj dla aparatu bardziej wyrozumiały. Z podziwem obserwujemy poruszanie się kozicy w górskim terenie:-)

Dzisiejszego dnia zobaczenie zwierzątek również odhaczone. W ten weekend pierwsze odcinki szlaków wychodziły nam zgrabnie – podejście na Krzyżne zajęło nam mniej niż 1:30 h, wedle map jest to około 2:20. I dobrze, na Buczynowych Turniach mamy zamiar iść wolno i dokładnie się rozglądać co skąd widać:-)

Na przełęczy powtórka z dnia poprzedniego – co prawda nie pada, jednak chmury zasnuły większość panoramy, a i zaczęło nieprzyjemnie wiać.



Widok z Krzyżnego na Dolinę Pięciu Stawów Polskich






Nie spędzamy więc tam zbyt dużo czasu, ubieramy się cieplutko i śmigamy granią na Kopę nad Krzyżnem – ot taki niewyględny pozaszlak (albo ponadszlak), tuż nad ścieżynką wiodącą w kierunku Granatów.



No i zaś to samo – co wychodzimy na grań, żeby zobaczyć co z którego miejsca widać, nie widzimy nic:-)

Prognoza nam się dzisiaj wyjątkowo nie sprawdza – do południa miało być słonecznie, po południu pochmurno. Jak się okaże później, będzie zupełnie odwrotnie…
A tak chciałem dokładnie oglądnąć Buczynowe Turnie:-/ To obok Wołowego Grzbietu jeden z moich ulubionych rejonów, z różnicą taką, że na tym drugim nigdy nie byłem:-)

Schodzimy z grani do szlaku i chowamy się przed zimnym wiatrem za Ptakiem.

Mała Buczynowa Turnia

Tutaj obowiązkowo musimy się na kilka minut zatrzymać. Obiecałem sobie, że przy pierwszej możliwości spróbuję wejść na Ptaka. Nie dlatego, że to jakiś wyjątkowy szczyt (choć w sumie to jest wyjątkowy:), ale po to, żeby sprawdzić czym jest w Tatrach droga o trudnościach wycenianych w przewodnikach na I. A tutaj jest bliziutko. Tak więc kilka metrów w górę na Wyżnią Przełączkę pod Ptakiem (zionie tutaj urwistą przepaścią ze strony Pańszczycy), po czym trawers turni i od strony drugiej przełączki prosto w górę.

Jakie wrażenia? Trudność I nie jest dla mnie większą trudnością dopóki nie mam pod stopami ekspozycji. Tam, w pewnym miejscu, w którym wydawało się łatwo, pojawiła się przestrzeń ze strony Pańszczycy, która skutecznie wypędziła mnie z krawędzi w bardziej osłonięte skałami miejsca. Ogólnie wejście nie jest jakieś trudne. Pewnie na podobnej zasadzie ”działa” trudność Żabiego Konia, z tym że tam i technicznie nie jest tak prosto.

O ile przy wejściu było wręcz łatwo, to podczas schodzenia niektóre miejsca wymagały uwagi i zastanowienia.
To dobra informacja na przyszłość:

- wchodząc gdzieś, Wojtusiu, zastanów się czy tędy zleziesz.

A na Ptaka będę musiał jeszcze wrócić:-) Hemli jeszcze postanowiła wejść na przełączkę zobaczyć czym takim Wojtuś się na niej zachwycał i po chwili schodzimy na szlak i ruszamy w dalszą drogę.

Wyżnia Przełączka pod Ptakiem

Szlak zaczyna piąć się w górę w okolicach Małej Buczynowej Turni. Początkowo po schodkach, później coraz bardziej stromo, ale jeszcze bez ubezpieczeń wychodzimy zaś na grań.

Szlak przez Buczynowe Turnie




Uch.. Widoki ;)

Szlak przez Buczynowe Turnie


Akurat teraz tego dnia zasnuło się najbardziej:-/

Mała Buczynowa Turnia

Gdzieś tutaj na grani szlak tuż obok omija główny wierzchołek Małej Buczynowej Turni. Nie było problemu i tego znaleźć nawet w chmurach. Nie było problemu, bo idąc od Krzyżnego w pewnym miejscu na grani są dwie wyraźne ścieżki po obydwu stronach skalnego występu. Gdyby nie pięknie narysowana, czerwona „szlakostrzałka” kierująca w lewo, byłby kłopot ze zdecydowaniem którędy wiedzie prawidłowy szlak. I właśnie tą drugą ścieżką, a później kilka metrów w górę wychodzi się na główny szczyt:-)

Kolejny szczyt "bezszczytowego" odcinka Orlej Perci odwiedzony. Jak poprzednie – kompletnie bez widoków:-/

No nic, wracamy na szlak, jeszcze troszkę piękną górską ścieżką...

Szlak przez Buczynowe Turnie

... i zaczyna się zabawa z łańcuchami. Hemli dzielnie walczy ze swoimi ulubionymi mini trawersami:P

Szlak przez Buczynowe Turnie

Szlak przez Buczynowe Turnie

Pod Wielką Buczynową Turnią

Pod Wielką Buczynową Turnią

Co jakiś czas odsłaniają się widoki na okoliczne granie, żleby i grzędy. Nie spieszymy się zbytnio. Poza jedną osobą widzianą na tym odcinku jeszcze ze szlaku na Krzyżne, do tej pory nie uświadczyliśmy żywej duszy. Mnie to cieszy, Hemli za tłokiem nie przepada, ale wolałaby raz na jakiś czas jakiegoś człeka minąć:-)

Oglądamy dokładnie stoki Wielkiej Buczynowej Turni. Po odwiedzeniu Ptaka wiem, że na nią dzisiaj nie wyłażę – też trudność I, a wolałbym po czymś takim iść przy widoczności.

Jednak jest jeszcze dzisiaj jeden cel – odnaleźć Budzową Przełączkę. I tutaj pojawił się poważny problem, jak się później okazało, problem nie tylko nasz, ale i nawet wielkich znawców Tatr, autorów przewodników. Gdzie jest Budzowa Przełączka? Która turnia to Budzowa Igła? W jednych przewodniku można wyczytać, że przez przełączkę szlak przechodzi z południowej na północną stronę grani, w innym, że szlak przełęczy nie dotyka. Różnie także podawana jest nawet lokalizacja samej Budzowej Igły. Jeden z Tatrologów „przesunął” jej nazwę na inną turnię, zaliczaną do Buczynowych Czub. Postanowiliśmy sugerować się opinią na ten temat spod pióra Władysława Cywińskiego – wszak to najaktualniejsze, a i raczej godne zaufania informacje:-)


Bardzo się natomiast zdziwiliśmy widząc piękną, strzelistą turnię z „okienkiem” znajdującą się jakby w bocznej grani. Kompletnie nie mieliśmy pojęcia, że coś takiego tutaj jest! Jak tylko wrócimy do domu, musimy to wybadać.

Buczynowa Turniczka


Zdziwienie moje było tak duże, że początkowo zacząłem myśleć, że właśnie to jest Budzowa Igła, ale szybko się wątpliwości rozwiały, jak zobaczyliśmy którędy wiedzie szlak. Poszliśmy więc dalej ścieżką do takich sympatycznych kominków wciśniętych pomiędzy skały.

Szlak przez Buczynowe Turnie


Jedno z niewielu miejsc, jakie z tej części szlaku mi zapadły w pamięci. Chwilę po nich szlak przechodzi na północną stronę. Zaraz, zaraz! To oznacza, że właśnie minęliśmy i Wielką Buczynową Turnię i Budzową Igłę.

Postanawiam się wrócić i poszukać przełączki je oddzielającej.

Szlak przez Buczynowe Turnie

Porozglądałem się przy kominkach, ale zachmurzenie było duże, a nie wiedziałem gdzie dokładnie szukać. Dopiero w domu dowiedzieliśmy się, że ze szlaku nic byśmy nie zobaczyli, ale przełączka była tuż tuż – to też pozostaje na następną wizytę na tym odcinku:-)

Tymczasem ruszamy na tę północną, zimniejszą stronę – tego dnia tylko z chmurami i chłodem kojarzyła mi się Pańszczyca:P





I szlak w pewnym miejscu bardzo ekscytujący – grupa łańcuchów rozwieszona ponad stromą ścianą. Potknięcie w tym miejscu nie może skończyć się tylko zadrapaniem.

Szlak przez Buczynowe Turnie

Uważnie przesuwamy się po łańcuchach, po kilku minutach powracamy (z radością) na południową stronę. I cieplej tutaj, i przyjemniej, i widoczniej. Przedzieramy się jeszcze trochę pod i pomiędzy Buczynowymi Czubami i wychodzimy w końcu na jakże popularny trawnik – Pościel Jasińskiego.

Pościel Jasińskiego

Od pewnego czasu trawnik ów nie jest już przełęczą. Jak zauważył Władysław Cywiński, tuż obok trawnika jest głębsze wcięcie w grani i tam powinna być rzeczywista przełęcz oddzielająca Buczynowe Czuby od Orlej Baszty. Wikipedia się pewnie też o tym wkrótce przekona:-) Zejść na Buczynowy Karb się bałem, ale robimy zdjęcie, żeby w domku to miejsce dokładnie obadać. Przed nami wysoki kominek na Orlą Basztę. Hemli patrzy na niego z niechęcią.

Orla Baszta

Hemli nie lubi kominków:-/ Mimo marudzenia pokonała kominek jak każdy inny – jak zawsze:P


Siadamy na odsapkę przed ostatnią częścią tego szlaku na grzbiecie Orlej Baszty. Większym niż zbaczanie ze szlaku grzechem byłoby nie wejść na jej wierzchołek. Toż to tylko kilka metrów po trawce. Panorama w stronę Pańszczycy dzisiaj z każdego miejsca jest podobna – jedna wielka siwa chmura. I taki ma być cały ten dzień? Miało być do południa słonecznie:-/

Schodzimy na przełączkę, jeszcze tylko trochę do Granatów – drabinka, trawersik Orlich Turniczek i wychodzimy osuwistym żlebiskiem na kolejną przełęcz.

Drabinka na Buczynowych Czubach


Mija nas tutaj druga tego dnia osoba – bardzo mało jak na niedzielę nawet przy chmurnej aurze. To w końcu najmniej popularny odcinek Orlej Perci. Biedak mówił, że siedział na Skrajnym Granacie 20 minut i absolutnie nic nie zobaczył.

Jeszcze tylko kilka minut do góry,

Granacka Przełęcz

gdzie kolano Hemli doznaje bliskiego (i nagłego szybkiego) kontaktu ze skałą i wyłazimy na Skrajny Granat.





Rozsiadamy się tutaj na małe co nieco na jakże wygodnym krzesełku:-)

Orla Baszta

Widok ze Skrajnego Granata

I co? Nie mija 10 minut, a rozwiewa chmury.

Widok ze Skrajnego Granata na Czarny Staw Gąsienicowy



Hemli-krzesło.

Widok ze Skrajnego Granata

Widok ze Skrajnego Granata na Dolinę Pańszczycy

I w dole, Czerwony Staw Pańszczycki w Dolinie Pańszczyca.

Teraz? Ja chciałem mieć widoki na Buczynowych Turniach! I jak tu zawierzać prognozom?:-(

Cieszy w tym tylko to, że jeszcze nie zeszliśmy z grani i mamy zamiar się nią nieco przejść.

Tak więc zaczynamy dreptańsko po Granaciakach.

Pośredni Granat

Tutaj już nieco tłoczno. Ciekawe - odcinek Buczynowych Turni wedle wielu jest z Orlej Perci najatrakcyjniejszy, a jest tak mało popularny w stosunku do Kozich Wierchów czy Granatów...

Jednemu z turystów rozsiadających się na posiłek wypadła z ręki rolka papieru toaletowego i odbijając się od skał całkowicie rozwinęła.



Byleby szybko znikła.

Wypogadza się w tempie błyskawicznym - już tylko gdzieniegdzie szczyty toną w chmurach.



Dobrze, że chociaż koniec wycieczki będzie nader edukacyjny - co chwilę zastanawiamy się z Hemli co też widzimy czy to blisko, czy daleko:-)

Schodzimy z pierwszego Granata do przełęczy, z której bezkresna przepaść zionie. Dajemy popularny krok nad okutą łańcuchem przepaścią i ruszamy dalej .





(swoją drogą, gdyby nie było tego łańcucha, nawet bym nie zauważył, że tam jest "przepaść").

Skrajny Granat

Skrajny.

Przemierzamy kolejno przełęcze i wierzchołki Granatów cykając zdjęcia naokoło.

Czarna Dolina Gąsienicowa

Krzyżne


Już wcześniej zaplanowaliśmy, że będziemy schodzić zielonym szlakiem z Zadniego Granata do Dolinki Koziej i jak znajdziemy jeszcze czas i siłę, podejdziemy na Karb.

Przy okazji pobytu na Granatach dowiadujemy się od grupki młodych turystów, że wybiorą się na Kościelec przez Kraba:-) Różnych ciekawostek się można dowiedzieć, tym więcej, czym bardziej oblegany przez "niedzielnych turystów" szlak. Choć i jeszcze w tym roku dowiedzieliśmy się od turysty zimowo-tatrzańskiego, że z Grzesia doszedł aż na Wieprzowiec! :)

Realizując zamierzenia schodzimy z Zadniego Granata i zanim opuścimy całkowicie grań, postanawiamy zaglądnąć jeszcze na kilka nowo ochrzczonych obiektów - Sieczkowe Turnie z oddzielającymi je przełączkami.





Za ich sprawą masyw Granatów się nieco uszczuplił.

W oddali na grani obserwujemy spacerujących tatrzańskich orłów.

Kozie Czuby


Zmarzła Przełęcz

Dalej Orlą Percią już postanawiamy nie iść - wracamy jak ustaliliśmy do zielonego szlaku i drepczemy na dół.
Szlak to nudny - coś jednak działo się w około. Byliśmy świadkami akcji TOPR pod Zawratem.



Z późniejszych wyczytań z kroniki TOPR - wypadek śmiertelny, odpadnięcie od łańcuchów.

Gąszcz ludzi rośnie z każdymi metrami w dół. Apogeum standardowo - nad Czarnym Stawem.



To już bardziej plaża, aniżeli górskie jezioro. Choć w obecnej temperaturze nieco się tym ludziom nie dziwimy - jest piekielnie gorąco.



Wczoraj musieliśmy robić rozgrzewki, żeby nie marznąć, dzisiaj chętnie sam wskoczyłbym do stawu:)



Mijamy szybciutko plażę i skręcamy na podejście na Mały Kościelec. W krzaczorkach kosówki robimy jeszcze krótki postój na kanapkę i śmigamy do góry. Treściwe to podejście - krótkie, ale bardzo strome, nawet jak na tatrzańskie schody. Zaleta tego taka, że bardzo szybko uzyskuje się wysokość - dwadzieścia kilka minut i stąpamy pośród kosówki na grani Małego Kościelca.



Mały Kościelec

Bardzo atrakcyjny szczyt:-) Przechadzamy się nim sielankowo, choć do pozostania tam na dłużej zniechęca nas prażące słońce:-/ Schodzimy zatem na "Kraba", który od zejścia z Orlej Perci zmienił na ten dzień imię:P

Rzut oka na Granaty...

Granaty z Małego Kościelca

... Zieloną Dolinę Gąsienicową - naszą drogę powrotną...


Kościelec

Kościelec.

Mały Kościelec

... i po długich namowach, Hemli zgadza się iść do góry na szczyt.
I wcale nie jest to Kościelec! haha:D Idziemy na Czubę nad Karbem - jeszcze nas tam nie było... chyba.

Robimy pamiątkowe zdjęcia z naszej zdobyczy (właśnie na Mały Kościelec) i tym razem już prosto do Murowańca na szarlotkę.

W drodze powrotnej Hemli nie jest w stanie oprzeć się ponownemu obfotografowaniu stawów.

Zielona Dolina Gąsienicowa



Mokra Jama


Pozostaje nam już tylko powrót Suchą Wodą do Murzasichla do karocy.

Serdeczne podziękowania dla Marcina, za parking raptem kilkaset metrów od wejścia na szlak.

Przemierzamy ten odcinek możliwie szybko, spodziewamy się korków w drodze do domu - i słusznie. Czas przejazdu do Krakowa: 3h. Straszne trzy godziny, ale za to w pamięci utkwią tylko te miłe chwile spędzone pośród granitu, do którego powrócimy szybko, szybciej, niż nam się wydaje:-)